Zajrzałem do pokoju Amelie. Staliśmy się małżeństwem, jednak nie czułem się w ogóle na to gotowy. Spaliśmy w oddzielnych pokojach, ale to ze względu na komfort Amelie. Przechodziła kryzys. Jej ciało zaczęło się zmieniać, brzuch jej urósł. Źle to znosiła. Inne dziewczyny w jej wieku nie zostawały matkami... Czułem, że ciągle mnie o wszystko obwinia, ale ja i tak starałem się ze wszystkich sił jakoś jej dogodzić. Wierzyłem, że jak urodzi, znów nasze relacje się poprawią.
— Amelie? Nie śpisz już? — spytałem, wchodząc do środka. Odsunąłem zasłonki i otworzyłem jej okno, po czym zatrzymałem się przed jej łóżkiem.
— Nie czuję się dobrze — mruknęła. Ostatnio ciągle narzekała. Było to raczej spowodowane jej zmianami nastroju. Zabierałem ją regularnie do ginekologa i z dziećmi wszystko było w porządku. Było jej ciężko chodzić z takim ciężkim i dużym brzuchem. Rozumiałem, że była często zmęczona.
— Idę do pracy — powiedziałem. Spojrzała na mnie nieufnie.
— Z pewnością będziesz się świetnie bawił — odburknęła. Dlaczego była taka naburmuszona? Wcześniej pracowaliśmy razem, nawet w tym samym biurze. Jednak teraz, kiedy ciąża była zaawansowana, zostawała w domu. Ale nigdy nie miała do mnie pretensji. Nawet lubiła być sama, bo wtedy tak się mną nie denerwowała.
— O co chodzi? Przecież wiesz, że muszę...
— Jasne — prychnęła. Zaczęła masować się po brzuchu. Nie podobał mi się ten grymas. Była na mnie zła? Ale z jakiego powodu? — Wczoraj zostałeś dłużej. Nie jestem głupia. Pewnie posuwasz swoje asystentki!
— Co? Amelie, jesteś zazdrosna?! — spytałem zaskoczony. Nie podejrzewałem jej o to.
— Na pewno mają lepsze ciało. Nie są takie grube jak ja... Nie mają wielkiego brzucha...
Usiadłem obok niej, ujmując jej policzki. Nie sądziłem, że będzie mnie podejrzewać o zdradę. Oczywiście to była bzdura! Nigdy jej nie zdradziłem!
— Amelie... Kocham cię...
— Nie kłam — jęknęła, odpychając mnie od siebie. Znów jej humorki? — Nie chciałeś się ze mną żenić... Nawet mi się nie oświadczyłeś... Nie mam pierścionka zaręczynowego... Nasi rodzice nam kazali, to wszystko. Pewnie i tak znajdziesz sobie kochankę, a ja kochanka. Nie chcę tych dzieci, boję się — przyznała. Pokręciłem przecząco głową.
— Amelie! Przecież moje uczucie wobec ciebie jest szczere! Naprawdę ciebie kocham i... Też nie chciałem dziecka, bo uważam, że to za wcześnie, ale... Chyba nawet się cieszę. Też się boję, ale będę tobie pomagał — zapewniłem.
— Muszę do łazienki — odparła, mijając mnie. Usiadła z brzegu, dźwigając się wolno. Objęła swój pokaźny brzuch, idąc w kierunku łazienki. Miałem nadzieję, że nie będziemy się więcej kłócić. Wiedziałem, że to nasi rodzice zaaranżowali to małżeństwo, ale... Tak było najlepiej. Już powoli przyzwyczaiłem się do takiego życia.
— Oliver! — usłyszałem. Ruszyłem do łazienki, uchylając drzwi. Często mnie wołała, bym spełniał jej zachcianki. Zajrzałem do środka, orientując się, że Amelie stoi lekko zgarbiona, trzymając się za brzuch. Na ziemi była mokra plama.
— Och... To nic, posprzątam — zapewniłem, widząc jej czerwone policzki.
— J-ja... Nie posikałam się. To... Wody... Odeszły mi — jęknęła. Spojrzałem na jej skrzyżowane nogi. Wody jej odeszły!? Ale to by znaczyło... Że rodzi?! — Zrób coś! — poleciła gniewnie. Potaknąłem, rozglądając się. Co miałem zrobić?! Ja... Stresowałem się! — Oliver! Pospiesz się! — rzuciła ostro. Podniosłem ją, bo jęknęła głośno, łapiąc się za brzuch. Co miałem zrobić? Położyć ją w łóżku?
— Wytrzymaj... — poleciłem.
***
Amelie rodziła naprawdę długo. Była naprawdę zmęczona. Ja sam byłem tak oszołomiony... Miałem dwóch synów. Wcześniej nawet nie przykładaliśmy uwagi do płci naszych dzieci. Amelie nigdy mi o tym nie mówiła. W sumie... Naprawdę byłem podekscytowany i szczęśliwy. Mimo, że wcześniej przerażała mnie perspektywa takiego życia, nie żałowałem tego.
— Jak się czujesz? — spytałem, łapiąc Amelie za rękę.
— Wszystko mnie boli i jestem zmęczona. Ale przynajmniej brzuch mi zniknął. Czuję jakie moje ciało jest okropne... — wymamrotała. Uśmiechnąłem się.
— Nie jest wcale okropne. Musisz odpocząć. Dojdziesz do siebie, ale to potrwa — powiedziałem. Nie wyglądała na zachwyconą. Pochyliłem się i pocałowałem ją. Już dawno nie okazywaliśmy sobie uczuć. Amelie nie była zbyt chętna na pocałunek. Mimo wszystko ujęła mój policzek, odwzajemniając go.
— Podoba ci się to? Takie życie? Jesteśmy za młodzi, by być rodzicami... — westchnęła.
— Trochę się stresuję, ale... Chcę tego — przyznałem. — Będziesz najlepszą mamą — zapewniłem, zaczesując jej kosmyki włosów za uszy. Wywróciła oczami.
— Nie sądzę — odburknęła.
***
Amelie była bardzo uparta. Kiedy tylko zaczęła się lepiej czuć i jej ciało odpoczęło po porodzie, postanowiła wrócić do pracy. Przez to to ja musiałem zostawać z bliźniakami w domu. Trzeba było przyznać, że byłem niezdarnym ojcem...
Jared spał. Był bardzo głośnym dzieckiem i wszędzie było go pełno, jednak kiedy zasypiał zamieniał się w baranka. Jeremy był o wiele spokojniejszy. Grzecznie się bawił i nie przeszkadzał. Przynajmniej teraz mogłem trochę odpocząć. Do pracy chodziłem ubrany w koszule i garnitury, jednak kiedy zostawałem w domu z chłopcami, zakładałem cokolwiek. Bluzy, koszulki, dresy. Amelie nie wracała jednak po pracy do domu, więc spędzałem z nimi naprawdę dużo czasu. Skupiona była powrotem do swojej sylwetki. Moim zdaniem wyglądała naprawdę dobrze. Może trochę przybrała na wadze, ale było to tylko kilka kilogramów! Moim zdaniem wyglądała nawet lepiej z zaokrąglonymi biodrami i seksownym brzuszkiem. Ale nie słuchała mnie. Była uparta.
Usłyszałem dzwonek do drzwi, co mocno mnie zaskoczyło. Był ponury dzień. Czyżby Amelie nie wzięła kluczy? Ale wróciłaby tak wcześnie? Może zmieniła zdanie przez pogodę? Zerknąłem w stronę bawiącego się Jeremiego, po czym ruszyłem w stronę drzwi. Otworzyłem je, a wtedy moim oczom ukazała się drobna osoba.
— Oliver... — usłyszałem i aż odebrało mi dech.
— Sue! — oznajmiłem zaskoczony. Ostatnio prawie w ogóle się nie widzieliśmy. W sumie... To od kiedy ożeniłem się z Amelie, nie miałem możliwości spotykania się z przyjaciółmi. To znaczy widziałem się z Erikiem, ale Sue... Myślałem nawet, że zerwali. Że nie przychodzi już do A02. jej nagłe pojawienie się było naprawdę zaskakujące. Tym bardziej, że nie spodziewałem jej się tu. Skoro nie przyszła do Erkia, tylko do mnie...
— Oliver... Proszę, pomóż mi — jęknęła. Płakała. Głos miała drżący. Trzymała przy piersi koszyk. Co tam niosła? Otworzyłem szerzej drzwi. Amelie na szczęście wracała późno. Nie, że miałem przed nią coś do ukrycia... Po prostu bywała zazdrosna bez powodu i wolałem tego uniknąć.
— Sue... Co się stało? Płaczesz?
— Mam problem... Nie wiem co robić, ja... Urodziłam... — powiedziała. Byłem zaskoczony. W tej samej chwili usłyszałem cichy i stłumiony szloch. Dobiegał z koszyka przy jej piersi. Zaczęła nim kołysać.
— Wszystko w porządku? — zapytałem. Pokręciła przecząco głową. Sama zaczęła płakać.
— Spójrz... — poleciła. Odchyliła kocyk, w którym leżało dziecko. Och... Było naprawdę małe, jednak całkiem pucołowate. Miało różowe ubranko, więc pewnie to była dziewczynka. Jednak... Jej oczy! Uniosłem zdezorientowany wzrok.
— Erik...
— Erik ma kłopoty... Przeze mnie... Urodziłam chore dziecko... Nie wiem co zrobić. Nie mogę jej zabrać ze sobą... Obiecaliśmy sobie z Erikiem, że jedno z nas się nią zajmie... Miało to zależeć od jej koloru oczu. Ale one są różne! — jęknęła.
— Chodź... Porozmawiamy... Musisz się uspokoić — zauważyłem, prowadząc ją do kuchni. Zrobię jej herbaty. Wyglądała na naprawdę zmęczoną. Kiedy urodziła? Przyszła tu sama? Cieszyłem się na jej widok, ale... Musiałem przyznać, że to była ciężka sytuacja.
*
Sue w końcu przestała płakać. Siedziała przy stole z pochyloną głową. Nie potrafiłem jej pomóc. Nie miałem pojęcia co stanie się z dzieckiem. Jeśli ktokolwiek się dowie... To naprawdę nie było łatwe.
— Zobaczę co robi Jeremy. Nie słyszę go — oznajmiłem, orientując się, że od jakiegoś czasu w ogóle nie słyszałem jak się bawi. Wyszedłem z kuchni, idąc do salonu. Na kanapie w koszyku leżała tu mała Lily. Tak nazwała ją Sue. Przekląłem siarczyście, zapominając się całkowicie.
— Jeremy! — krzyknąłem. Przestraszony odwrócił się do mnie, dygocząc. Nie krzyczałem na niego nigdy... Jednak kiedy tylko ujrzałem go stojącego przy koszyku... Jak zaglądał do środka. Widział oczy Lily!
Po chwili uspokoiłem się, oddychając głęboko. Był za mały by cokolwiek zrozumieć. I tak tego nie zapamięta. Wziąłem go na ręce, widząc jaki jest przestraszony. Niepotrzebnie podniosłem głos. Zaniosłem go do pokoju położyłem go do łóżeczka. Nawet nie potrafił mówić. Nie rozumiał też słów. Jak mógłby zapamiętać to co widział? Jak mógł to zrozumieć? Przeczesałem jego ciemne włoski, okrywając go kocykiem. Musiałem wrócić do Sue.
**
Udało mi się załatwić papier o niepełnosprawności Lily dla Sue. To powinno jej pomóc, przynajmniej na jakiś czas. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, nikt nie dowie się o Lily. Żałowałem, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach. Miała dziecko... Za kilka lat mogłoby bawić się z moimi synkami... Niestety, to było niemożliwe.
— Oliver?
Usłyszałem głos Amelie. Och... Wyszedłem jej na przeciw. Chyba biegała. Włosy związane miała w kitkę, no i nosiła zupełnie inne ubranie niż te, w którym rano wychodziła do biura. Uśmiechnęła się, co nie było takim ciężkim zjawiskiem.
— Myślałam o tym, by wziąć prysznic, ale tak nagle naszła mnie ochota na długą kąpiel. Chcesz dołączyć? — spytała.
— Och, z przyjemnością — zapewniłem. Odkąd urodziła, ani razu nie pozwoliła mi nawet na siebie spojrzeć. Oczywiście widziałem ją w bieliźnie, nawet czasem nago. Bardzo się wtedy na mnie złościła, więc na razie nie czekałem na zbliżenie. Tym bardziej, że przecież nie mogliśmy zostawić dzieci samych. Chłopcy jednak spali... Nie budzili się zazwyczaj, więc pomyślałem, że możemy tu wykorzystać i spędzić razem trochę czasu.
Ruszyłem za Amelie do łazienki. Naprawdę chciałem znów się do niej zbliżyć. Może i zostaliśmy wcześnie małżeństwem i rodzicami, ale to nie znaczyło, że nasze życie jest zniszczone. Już nawet przyzwyczaiłem się do tego.
Kiedy Amelie weszła do wanny i usiadła między moimi nogami, opierając się plecami o moją pierś, poczułem przyjemny ucisk w piersi. Oparła się o mnie wygodnie, wzdychając cicho. Piana wszystko zakryła. Uniosła lekko głowę, zerkając na mnie przez ramię. Uśmiechnąłem się. W końcu ją dotykałem. Przekręciła się do mnie całkowicie, ujmując moje policzki. Pocałowaliśmy się. Moje dłonie przesunęły się po jej ramionach i plecach, a potem pośladkach i udach. Ścisnąłem je lekko. Przez chwilę myślałem o tym, że bycie samolubnym w niektórych momentach nie było wcale złe. Dotychczas wszystko sobie odpuszczałem, jednak teraz chciałem skupić się na sobie. Na tym czego ja pragnę.
Nasze usta rozłączyły się z głośnym cmoknięciem. Wierzyłem, że to przełom. Nasza relacja się poprawi, będziemy szczęśliwym małżeństwem. Byłem tego pewny.
*** ***
Tylko przechodziłem, sprawdzając co robią chłopcy, kiedy zatrzymałem się nagle. Rysowali, klęcząc na podłodze. Mój wzrok przykuł jednak rysunek Jeremiego. Poczułem jak robi mi się gorąco. Przedstawiał osobę... Osobę z różnymi oczami.
To nie mogło być prawdą! Miał cztery lata! Nie mógł pamiętać, nie był w stanie! Przecież i tak niczego nie rozumiał. Ukucnąłem obok, biorąc od niego rysunek.
— Co to? Dlaczego to narysowałeś? — spytałem drżącym głosem. Wzruszył ramionami, w ogóle nie przejęty. To był tylko zbieg okoliczności. Był mały. Nawet nie przykładał uwagi do tego jakich kredek używał. Kolory mu się mieszały i to wcale nie znaczyło nic poważnego... Zabrałem jednak kartkę ze sobą i schowałem. Lepiej by Amelie nie widziała. Mogłaby się niepotrzebnie zdenerwować.
*** ***
Leżałem między nogami Amelie, całując ją namiętnie. Z biegiem lat stała się bardziej chętna na seks i otwarta. Domagała się nawet więcej niż kiedy była młodsza. Z jej gardła wydobył się przeciągły jęk. Złapała za moje ramiona, uśmiechając się w chwili orgazmu. Dźwignąłem się, kładąc przy niej, a wtedy odwróciła się do mnie bokiem. Poczułem jak przesuwa palcem po mojej wardze. Kochałem ją. Mimo wielu kryzysów w naszym małżeństwie, naprawdę moje uczucia były szczere.
Amelie została jeszcze w pokoju, otulona w kołdrę, a ja wyszedłem. Wpadłem nagle na Jareda, który odbił się ode mnie i uniósł głowę. Spiął się. Jego policzki zaczerwieniły się. Zdziwiła mnie jego reakcja. Był zawsze naprawdę pewnym siebie dzieckiem. Jeremy bywał nieśmiały i wyciszony, ale Jared nigdy. Popatrzył na mnie, po czym wycofał się i uciekł.
Zesztywniałem. Kiedy wychodziłem z pokoju, zorientowałem się, że drzwi od naszej sypialni były uchylone. Amelie namówiła mnie na seks, zapewniając, że chłopców nie ma i że są na dworze. Ale... Skoro byli w domu... Czy Jared słyszał? Czy widział... Wszedł tu?
Nie gadaliśmy nigdy o takich tematach... W końcu byli za młodzi. A z resztą, nie potrzebowali rozmowy o seksie. To stanowczo za wcześnie! Nigdy nie robiliśmy tego z Amelie, kiedy byli w domu, nawet jak byli bardzo mali. Wróciłem do pokoju, czując pustkę. Czy powinienem powiedzieć Amelie? O tym, że podejrzewałem, że Jared widział jak uprawiamy seks? Usiadłem ciężko na materacu, czekając aż wróci z łazienki. Nie... Nie powinienem jej nic mówić. I tak nie miałem pewności.
***
Nie radziłem sobie jako ojciec. Na początku wydawało mi się, że się w tym odnajduję. Kiedy chłopcy byli mali, mimo natłoku obowiązków, potrafiłem sobie z tym wszystkim poradzić. Ale schody zaczęły się w chwili, kiedy zaczęli dorastać. Na dodatek ich relacje między sobą się pogarszały. Byli bliźniakami, jednak bardzo się różnili pod różnymi względami. Najgorszy był ten buntowniczy okres, w który weszli.
— Jeremy? — spytałem, orientując się, że nie wyszedł z pokoju od samego rana. Nawet nie przyszedł na śniadanie. Martwiłem się o niego. Może miał jakieś problemy?
Tak jak zwykle leżał na swoim łóżku z rękoma pod głową. On i Jared przechodzili bunt w zupełnie inny sposób. Może właśnie dlatego tak sobie z tym nie radziłem.
Jeremy zamykał się w pokoju i z niego nie wychodził, podczas gdy Jared znikał na cały dzień. Amelie się tym nie przejmowała. Twierdziła, że w ich wieku to normalne.
— Chcesz może o czymś pogadać? — spytałem.
— Nie — odparł. Nie mógł ciągle się w sobie zamykać! Dlaczego nigdy nie zwierzał się z rzeczy, które go trapiły? Chciałem mu pomóc. Ja też w swojej młodości zmagałem się z wieloma problemami. Też byłem zagubiony. Westchnąłem cicho.
— Widziałeś Jareda? — spytałem. Wzruszył ramionami. Bolało mnie to, że w ogóle się nie dogadują. Byli braćmi. Nie czuli tej więzi? Nie chciałem naciskać. Jeśli Jeremy będzie chciał pogadać, wtedy to zrobi. Nie chciałem wywierać na nim presji. Potrzebował czasu, to zrozumiałe. Byłem pewny, że nawet jeśli ma jakieś problemu, podzieli się nimi ze mną.
*** ***
Wróciłem z pracy przed Amelie, która pojechała z koleżankami na jakiś babski wieczór. Było całkiem wcześnie. Mocno zaskoczył mnie widok Jeremiego, który siedział na dworze, ukryty w cieniu drzewa. Wyglądał na znudzonego. Dłubał patykiem w ziemi. Westchnąłem cicho. Nie był dłużej dzieckiem. Obwiniałem się, że to z mojej winy był tak zamknięty w sobie. Jared był jego przeciwieństwem. Nie miał problemu z kontaktem z innymi.
— Co tu robisz? — zdziwiłem się. Przeważnie siedział zamknięty w pokoju, więc widok go na dworze mocno mnie zaskakiwał. Czyżby zachodziła w nim zmiana?
— Nic — odparł. Odwrócił jednak wzrok. Mogłem przysiąść, że jego policzki się rumienią.
— Gdzie Jared?
— W pokoju — odparł. Jared w pokoju? Czy oni nie zamienili się duchami? Przecież to własnie jego brat wychodził z domu i nie wracał do późna. Nie rozumiałem tego. — Właśnie dlatego tu jestem — wymamrotał. Chyba miał nadzieję, że go nie usłyszę, bo spiął się momentalnie.
— O czym mówisz?
— O niczym...
To zaczynało robić się podejrzane. Ruszyłem w kierunku domu. Czy coś się stało? Pokłócili się? Czasem się sprzeczali, to prawda. Może chodziło o coś poważniejszego?
Ruszyłem od razu do pokoju Jareda. Kiedy jednak otworzyłem drzwi, zamarłem. Byłem w ogromnym szoku. Jared był tu z jakąś dziewczyną! To, że się z kimś spotykał nie było zaskakujące, ale... Oni uprawiali seks! Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Jared co prawda był już ubrany, ale ta dziewczyna. Siedziała na jego łóżku w samej koszulce! Nie miała majtek! Jęknęła ze strachu na mój widok. Przecież... Oni nie mogli... Byli za młodzi! Jared nie był w ogóle tym wzruszony.
— Co ty wyprawiasz?! — spytałem. Nie mogłem udawać, że nic się nie wydarzyło.
— Rety, o co ci chodzi — odparł. O co mi chodziło?! Czy on usiłował zrobić ze mnie idiotę? ta dziewczyna... Namówił ją do tego! Była wystraszona, chyba nawet się rozpłakała. Wstydziła się i aż cała drżała. Przecież wyglądała wciąż jak dziecko! Jared sam był jeszcze dzieckiem!
— Przegiąłeś. To co zrobiłeś... To nie są żarty! Myślisz, że to zabawa? — rzuciłem ostro, podchodząc bliżej. Dziewczyna zadrżała jeszcze bardziej.
— Chcę do domu... — jęknęła.
— Zawiozę cię — oznajmiłem. Jared wywrócił oczami.
— Robisz problemy z niczego — westchnął.
— Nie widzisz co zrobiłeś?! Jesteś wciąż dzieckiem! Obydwoje jesteście! Jesteś z siebie zadowolony?
— Myślę, że byłem całkiem niezły — odparł z uśmiechem. Dziewczyna była cała czerwona na twarzy, ja natomiast nie wiedziałem co powiedzieć.
— Odwiozę cię do domu. Zbieraj się. A ty dostaniesz szlaban — rzuciłem surowo.Nie zrobiło to na nim wrażenia. Pociągnąłem dziewczynę za ramię do góry. Jęknęła, zakrywając się rękoma i naciągając na dół koszulę, by zakryć pupę. Wszędzie było pełno krwi. Byłem załamany. Złapała za swoje majtki, zakładając je prędko. Kiedy ją wyprowadziłem z pokoju, wciąż kuśtykała.
***
Dziewczyna Jareda nie chciała, bym cokolwiek mówił jej rodzicom. Zgodziłem się, bo sam byłem tak zdenerwowany, że nie wiedziałbym jak się zachować. Nie chciałem zresztą donosić na własnego syna. Kiedy jednak wróciłem do domu, wiedziałem, że tak tego nie zostawię.
— Jared — oznajmiłem, uchylając drzwi od jego pokoju. — Dlaczego to zrobiłeś? Ona ma piętnaście lat! Jeśli zajdzie w ciążę?
— Wziąłem prezerwatywę z twojej szuflady — odparł. Zesztywniałem.
— Skąd...
Przypomniało mi się jak pewnego dnia Jared... Jared musiał widzieć jak ja i Amelie... Czy to była moja wina?! To przeze mnie mój syn...
— Myślisz, że podglądałem ciebie i mamę? — prychnął. — Nie. Nic nie widziałem. To znaczy... Nic ciekawego. Słyszałem tylko jęki mamy, ale i tak byliście zakryci kołdrą. Widziałem jak chowasz prezerwatywy do szafki. Sprawdzałem prawie codzienne. Zawsze są w tym samym miejscu — odparł.
— Jared, nie możesz...
— Nie mogę, co?
Zacisnąłem pięści. To była moja wina... Zawaliłem jako ojciec... To zaczynało wymykać się spod mojej kontroli. Dlaczego wcześniej nie potrafiłem nic z tym zrobić? Teraz było jednak za późno...
***
— Jeremy?! Co tu robisz? — spytałem, wychodząc z samochodu. Jeśli Jeremy siedział pod drzewem, to znaczyło tylko jedno... Zerknął na mnie. Zmienił się. Nie był dłużej zagubionym chłopcem. Był po prostu uparty i nikogo do siebie nie dopuszczał.
— Mam słuchać jak Jared bzyka swoją dziewczynę? Robi mi się niedobrze od tych dźwięków — odparł beznamiętnie. Westchnąłem ciężko, nie wiedząc co zrobić. — Pójdziesz tam i wparujesz mu do pokoju? Kiepski pomysł — dodał. Wiedziałem o tym. Nie był dłużej dzieckiem. Nie podobało mi się to, że sypia z dziewczynami, ale przynajmniej się zabezpieczał. Amelie nie widziała w tym problemu. Nie chciałem tylko, by miał kłopoty...
— Jak długo?
—Jak długo się ruchają?
— Jeremy... — skarciłem go. Uśmiechnął się lekko.
— Niedawno zaczęli. Lepiej tu zostań — powiedział. Usiadłem obok niego. I tak nie miałem wyboru. Wyczułem na sobie spojrzenie Jeremiego. — Boisz się... Że Jared wpadnie tak jak ty? — spytał. Spojrzałem na niego, całkowicie zaskoczony jego słowami.
— Co? O czym mówisz...
— Nie jestem głupi... — westchnął. Przyciągnął kolano bliżej siebie, opierając na nim rękę. — Boisz się, że Jared skończy tak jak ty.
— Nieprawda. Jeremy, to nie tak... — wydukałem.
— Jasne — odparł. Nie wyglądał na złego czy smutnego. Był obojętny.
Only One is Brave
niedziela, 25 sierpnia 2019
sobota, 17 sierpnia 2019
before 2
To było dla mnie naprawdę ciężkie. Widok Sue z Erikiem. Nie miałem prawa tego czuć, ani być zazdrosny. Spotykałem się z Amelie. To nie tak, że... Kochałem Sue. Nie... Lubiłem ją, to prawda. Ale nie mógłbym ją kochać.
Usłyszałem głośne westchnienie Amelie. Stała przy barze, mieszając rurką swojego drinka. Chyba nie bawiła się najlepiej. To moja wina. Ciągle tylko rozglądałem się, szukając wzrokiem Sue i Erika. Kiedy w końcu ich ujrzałem, poczułem pustkę. Wyszli z łazienki. Musieli to robić... Uprawiać seks. Dziewczyna była rumiana, lekko potargana. Uśmiechała się do niego tak szczerze. Trzymali się za ręce. To nie miało sensu. Patrzenie bolało.
— Oliver? Ach, nieważne... — mruknęła Amelie. Ciągle o czymś mówiła, ale ja nie słuchałem. Muzyka stała się dla mnie niesłyszalna. Dlaczego musiałem taki być? Czuć ten zawód, gniew i wściekłość... Nie... Nie będę się nad sobą rozczulał. Rozpiąłem guzik przy szyi, ściągając z siebie marynarkę. Podwinąłem rękawy. Chciałem skupić się na sobie, na swoim życiu, a nie być ciągle zazdrosny o przyjaciela. Też mogłem żyć beztrosko i świetnie się bawić. I co z tego, że pierwszy poznałem Sue. Ona wybrała Erika. Wybiłem duszkiem mojego drinka.
— Oliver? Wszystko w porządk...
— Chodź — poleciłem z uśmiechem, przeczesując włosy do tyłu. Wyciągnąłem do niej rękę. — Zatańczymy.
Kąciki ust Amelie uniosły się wysoko. Ujęła moją dłoń, a wtedy pociągnąłem ją za sobą. Poczułem jak wtula się w moje ramiona. Pochyliłem się, ukrywając twarz w jej szyi. Usłyszałem jak cicho wzdycha. Zaczęła skubać palcami moją skórę na karku. Koniec z patrzeniem na innych.
*
— Oliver... Na pewno wszystko gra? Nigdy taki nie byłeś... Nie powinieneś tyle pić — powiedziała Amelie, łapiąc mnie za ramię. Uśmiechnąłem się szeroko, opróżniając kufel piwa. Czułem się wyśmienicie. W końcu zaczęło podobać mi się moje życie! Nie obchodziła mnie wcale Sue. Było mi dobrze. Alkohol? Nie byłem pijany. Może trochę zrobiło mi się gorąco i nogi zaczynały się pode mną plątać, ale chciałem tu zostać i się bawić.
— Przecież świetnie się bawimy. Chodź, zatańczymy — poleciłem.
— Lepiej nie... Wracajmy... Jesteś pijany. Zamówię taksówkę — powiedziała. Wyprowadziła mnie z klubu. Nie chciałem wychodzić... Przecież jej też się podobało! Była uśmiechnięta, w końcu nie narzekała. Kiedy taksówka podjechała, zapakowała mnie do środka.
— Prosimy do hotelu — oznajmiłem.
— Oliver...
— Cii — szepnąłem, kładąc dłoń na jej kolanie. Nie chciałem wracać do domu w takim stanie. Hotel był lepszym rozwiązaniem.
Straciłem całkowicie wyczucie czasu i nie wiedziałem gdzie jesteśmy. Dopiero gdy taksówka się zatrzymała i z niej wyszedłem, przypomniało mi się o naszym celu. Hotel. Złapałem Amelie za rękę, idąc w kierunku wejścia. Czułem się tak pewnie siebie. W końcu byłem kimś. Sue? Całkowicie o niej zapomniałem. W ogóle mnie nie interesowała.
Kiedy weszliśmy do hotelowego pokoju, zamknąłem drzwi na klucz. Odłożyłem go na szafkę, odwracając się do Amelie. Ująłem jej biodra, pochylając się. Nasze wargi złączyły się w chaotycznym pocałunku. Mój język poruszał się śmiało we wnętrzu jej ust... Przypomniało mi się o pocałunkach Sue, ale odepchnąłem ją na dalszy plan. Amelie jęknęła cicho, nie dałem jej jednak czasu. Rozpiąłem koszulę, czując jak obmacuje mnie po ramionach i piersi. W ogóle się nie wahałem. Nie myślałem o tym co zamierzam zrobić, a jednak to robiłem. Moje dłonie przesunęły się po zapięciu jej sukienki na plecach. Pociągnąłem za suwak do dołu, po czym zsunąłem ją z niej, tak że opadła na podłogę.
Schyliłem się, całując jej piersi. Cicho jęknęła, bo ugryzłem ją w sutek. Złapała mocno moje włosy. Była spięta. Zaraz ją rozluźnię. Moje palce wsunęły się za gumkę jej majtek. Pociągnąłem je w dół, po czym popchnąłem ją na łóżko. Nie chciałem czekać, ani nie miałem ochoty na grę wstępną. Złapałem jej uda, kładąc się między nimi. Nawet nie patrzyłem, po prostu wsunąłem w nią palce, a potem na ich miejsce wcisnąłem swoje przyrodzenie. Przydusiłem ją, aż sapnęła.
— Oliver...! — wydusiła z siebie. Poruszałem się w niej dosyć mocno, ściskając jej ciało. Znów nasze wargi połączyły się w namiętnym pocałunku. Mój umysł był otępiały. Nawet nie wiedziałem kiedy dostaliśmy orgazm.
— Oliver! Już! Oliver! Proszę! — krzyknęła, uderzając moje ramiona. Och... Silny ucisk tylko to potwierdził. Podniosłem się z niej, orientując się, że jakoś braknie mi tchu. Amelie też dyszała, rumiana i spocona. Ale było mi bosko. Opadłem obok niej, obejmując jej ciało. Zamknąłem oczy, czując nagłe zmęczenie.
***
Obudziłem się ze strasznym bólem głowy. Byłem nagi. Zajrzałem pod kołdrę. Gdzie ja się znajdowałem? Hotel? Moje ubranie... Leżało na ziemi. Zacząłem je zbierać, wsuwając na siebie spodnie. Do moich uszu dobiegł szum wody. Byłem trochę pijany. Ale wszystko pamiętałem. Przyjechałem tutaj z Amelie i... Uprawialiśmy seks.
— Oliver! — usłyszałem. Uśmiechnięta Amelie podeszła do mnie z uśmiechem. Stanęła na palcach, całując mnie czule na powitanie. Och... Ta noc... Naprawdę wiele zmieniła. Zbliżyliśmy się do siebie i w ogóle... Myślałem, że Amelie będzie na mnie zła, ale nic takiego nie miało miejsca! Wiedziałem, że pijany ja i ten prawdziwy ja naprawdę się różnią. No bo nie potrafiłbym być taki wyluzowany i pewny siebie, gdyby nie alkohol. Było mi głupio z tego powodu. Ale wierzyłem, że teraz wszystko się ułoży.
***
Byłem naprawdę zmęczony. Ciągle bolała mnie głowa. Wszedłem do swojego pokoju, ściągając koszulę. Nie brałem prysznicu w hotelowym pokoju. Pomyślałem, że zrobię to w domu. Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni i zamarłem. Serce zaczęło walić mi w piersi jak szalone. Niepewnie wyciągnąłem zaciśniętą pięść. To niemożliwe... Rozchyliłem palce, a wtedy ujrzałem prezerwatywę. Skoro jej użyłem... Nie! To nie mogło być prawdziwe. Nawet po pijaku, pamiętałbym, by się zabezpieczyć! Nigdy wcześniej nie zapominałem... Ale... Wczoraj byłem naprawdę rozkojarzony.
Pokręciłem przecząco głową. Nie. Pewnie miałem dwie prezerwatywy. Na pewno. To było najbardziej prawdopodobne. A z resztą, dlaczego Amelie miałaby akurat teraz zajść w ciążę? Pewnie i tak brała jakieś tabletki czy co. Nie musiałem się o nic martwić. Postanowiłem więcej o tym nie myśleć. Po prostu wszedłem do łazienki.
*** ***
Nie było nikogo w domu Amelie, więc postanowiliśmy wykorzystać to. Siedziałem na jej łóżku, a ona na moich kolanach. Całowaliśmy się namiętnie, rozkoszując bliskością naszych ciał. Amelie poruszała się leniwie. Trzymałem dłonie na jej koronkowym staniku, zaczepiając palcami o jej zapięcie. Po chwili zwolniła, marszcząc lekko brwi. Był to dziwny grymas. Raczej nie spowodowany orgazmem czy rozkoszą.
— Amel?
— Poczekaj, nie czuję się najlepiej... — poleciła, kładąc dłoń na mojej piersi. Potaknąłem, przytrzymując jej biodra. Odetchnęła cicho, zaczesując kosmyki włosów za ucho. Może coś ją zabolało czy co. Przysunęłam głowę bliżej jej piersi, całując ją po dekolcie i szyi. Spięła się. — Oliver... Poczekaj... — sapnęła. Uniosłem wzrok, lekko zdezorientowany. Było nam dobrze. Chciała tego, przecież nie zmuszałem jej... O co więc chodziło? — Spóźnia mi się okres — przyznała. Uśmiechnąłem się lekko.
— To nawet dobrze. Możemy spędzić ten czas razem — mruknąłem, chcąc ją pocałować. Zakryła jednak moje usta. — Co jest? — spytałem.
— Źle się czuję... Jest mi tak... Dziwnie. Niedobrze i w ogóle... Możemy przerwać? — spytała. Potaknąłem, nie rozumiejąc tego.
— Jasne — zapewniłem. Pomogłem jej podnieść się z mojego przyrodzenia. Amelie złapała kołdrę i okręciła się nią. Przytuliła ją do piersi, siadając obok mnie.
— Chyba... Jestem w ciąży... — powiedziała. Chciałem się roześmiać, bo uznałem to za żart. Myślałem, że mnie wkręca, ale wyraz jej twarzy temu zaprzeczał.
— Co? Amelie, to... To głupie. Przecież nie jesteś w ciąży. Nie widzisz? Użyłem prezerwatywę. Jest cała — oznajmiłem, pokazując jej gumkę. Pokręciła przecząco głową.
— Mam te dolegliwości od tygodni... Na początku je zignorowałam, ale... Wymiotowałam rano... No i jeszcze okres, który bardzo mi się spóźnia... Jestem pewna... — jęknęła.
— N-nie wygłupiaj się — poleciłem roztrzęsiony. Ta informacja była zaskakująca. Nie wierzyłem w to. — To pewnie tylko nieporozumienie. Nie przejmuj się... Wyjaśnimy to — zapewniłem, obejmując ją. Cicho zaszlochała, zaciskając palce na moich ramionach. To nie mogła być prawda! Ja... Byłem za młody! My byliśmy za młodzi... Moi rodzice byli poważnymi ludźmi... Zabiją mnie... Musiałem się uspokoić. Na pewno wszystko się wyjaśni. Ameli nie była w ciąży. Byłem tego pewny.
*
— I co? — podniosłem się prędko z krzesła w poczekalni. Amelie wyszła z gabinetu ginekologa. Była skulona, nie odzywała się. w ręku trzymała jakieś kartki. — No i co? Nie jesteś w ciąży, mówiłem? Niepotrzebnie tak panikowałaś. Chodź wrócimy do domu — poleciłem, chcąc ją wyprowadzić na zewnątrz. Poczułem jednak jak wciska mi do ręki wydruki. Zmarszczyłem brwi, oglądając je. — To... To niemożliwe... To nie jest dziecko, prawda? — spytałem, pokazując jej na wydruk usg. — Ja tu nic nie widzę. Tu nie ma dziecka... Prawda?
— Widziałam je... Ruszało się...
— Nie... — pokręciłem przecząco głową. — Jesteś pewna? Ja naprawdę niczego tu nie widzę. To pomyłka... — wydukałem. Amelie rozpłakała się, wciskając twarz w moją pierś. Objąłem ją. To... To nie mogła być prawda! Co miałem zrobić? Przyszedłem z nią tutaj, będąc pewnym, że te objawy nie mają nic wspólnego z ciążą. Byłem spokojny i opanowany, ale teraz... Serce waliło mi w piersi jak szalone. Musieliśmy coś z tym zrobić.
*
— Może... Może okaże się, że to wcale nie jest dziecko?
— Zamknij się. Nic się nie okaże! Ja jestem w ciąży, nie rozumiesz? — jęknęła zapłakana Amelie, siedząc na moim łóżku. Ściskała mocno poduszkę na kolanach, a ja chodziłem w kółko po całym pokoju. — To twoja wina... — dodała. Westchnąłem ciężko.
— Usuniemy je, nikt się nawet nie dowie — powiedziałem.
— Usuniemy? Łatwo ci o tym mówić, bo to nie ty nosisz je w brzuchu! — jęknęła z frustracją. — I tak wszyscy się dowiedzą! Myślisz, że to takie łatwe?
— Nie mamy wyboru... — zauważyłem. Przecież to też było dla mnie ciężkie. Byłem zaskoczony i bezradny, tak samo jak ona. Usiadłem obok niej, ujmując jej dłonie. Patrzyła na mnie z wyrzutem i strachem. — Przecież... Jestem z tobą. Będzie dobrze — zapewniłem.
— Nie będzie. To ty zapomniałeś o gumce! Dlaczego się upiłeś? Chodzi o mnie? Wstydzisz się mnie? Brzydzisz? Nie możesz patrzeć na mnie na trzeźwo, więc wolisz robić to po pijaku? — rzuciła gniewnie.
— Nie...! Amelie, ja... Przepraszam... To moja wina, masz rację. Ale nie martw się. Wszystko załatwię — zapewniłem.
**
— Co jest Oliver? Jesteś obrażony? — spytał Erik. Siedzieliśmy w wierzbie. Musiałem pobyć sam. To znaczy... Prawie sam. Westchnąłem ciężko, przecierając powieki. Nic im jeszcze nie mówiłem. I tak chcieliśmy z Amelie zatrzymać to w sekrecie. Jednak potrzebowałem wygadać się przyjaciołom.
— Nie... Ja po prostu... Mam problem — wyznałem. Sue usiadła naprzeciwko, słuchając uważnie. Spuściłem wzrok, zaciskając palce na kolanach. — Amelie... Jest w ciąży — westchnąłem.
— Och...
— Naprawdę? Stary, nie gadaj...
Było mi tak głupio. Niepotrzebnie im powiedziałem! Oni... Oni byli inni. Niczym się nie przejmowali, byli beztroscy. Uprawiali seks bez zabezpieczeń, nie zważając na nic. Dlaczego Sue nie była w ciąży? Dlaczego to Amelie musiała w nią zajść? I to po jednym pieprzonym razie! Bałem się, że mnie wyśmieją. Byłem naprawdę załamany. Skuliłem się, wyczekując ich głupich komentarzy. To jednak nie następowało. Poczułem jak Sue kładzie mi dłoń na ramieniu. Uniosłem zdezorientowany wzrok, a wtedy zorientowałem się, że się uśmiecha.
— Jesteś przejęty. Ale nie martw się. Dacie sobie z Amelie radę. To chłopiec czy dziewczynka? — zapytała. Byłem w szoku. Jak Sue mogła tak po prostu o tym gadać?!
— Ja... Nie wiem. Nie mam pojęcia, a z resztą... To i tak nieistotne. Amelie usunie to dziecko — oznajmiłem.
— Och...
Nastała krępująca cisza. To wszystko była moja wina. Byłem zły, ale tylko na siebie. Bo to ja zawaliłem.
— Nie możemy mieć dziecka — westchnąłem, nie unosząc wzroku. — Mój ojciec mnie zabije jak się dowie... Rodzice Ameli tak samo. Załatwię aborcję — powiedziałem cicho. Nie miałem innego wyboru.
**
Odkąd Amelie powiedziała mi o ciąży czułem się tak okropnie. Leżałem w łóżku, wpatrując się tępo w sufit. Na dodatek mój związek się sypał. Amelie obwiniała mnie, no i trochę się kłóciliśmy. Ale wiedziałem, że to nie potrwa długo. Znów będzie jak dawniej. Zabieg był już prawie gotowy. Mieliśmy tylko określić kiedy. Amelie była na razie zła i wciąż nie potrafiła się zdecydować. Wolałem nie naciskać, bo pewnie i tak skończyłoby się to kłótnią.
A gdyby to Sue zaszła w ciąże? Co na moim miejscu zrobiłby Erik? Czy Sue nie widziała w tym problemu? Przecież... Gdyby była w ciąży... Jak wyglądałoby dziecko? Pewnie urodziłoby się chore albo martwe... Przecież gdyby w szpitalu się dowiedzieli, obydwoje mieliby przerąbane. Trafiliby do więzienia albo nawet gorzej. Przecież... Spłodzenie bękarta było zbrodnią i to największą. Przypomniałem sobie każdy raz kiedy uprawiałem seks z Sue i aż zrobiło mi się słabo. Przynajmniej wtedy zawsze się zabezpieczałem...
Westchnąłem ciężko, sięgając w stronę szafki. Wyciągnąłem z szuflady wydruk z usg. Sam nie wiem po co go trzymałem. Amelie nie chciała mieć go u siebie. Powinienem schować go gdzieś głęboko albo najlepiej wyrzucić. Spojrzałem na zdjęcie. Na początku byłem w ogromnym szoku i naprawdę nie widziałem na nim dziecka, ale teraz... Chyba naprawdę je dostrzegałem. Było takie małe... Kąciki moich ust uniosły się lekko. Co ja robiłem?! Powróciłem do rzeczywistości. Nie ma żadnego dziecka. Nie będzie go. Już niedługo.
**
— Miałaś się zdecydować już dawno — westchnąłem.
— Łatwo ci mówić! Ciągle rzygam... Chciałam poczekać aż poczuję się lepiej — odburknęła. Naprawdę ledwo co ukrywaliśmy przed jej rodzicami, że jest w ciąży. Ciągle wymiotowała, marudziła. Nie chciałem, by przez dziecko chorowała, więc znów pojechaliśmy do ginekologa. Przebywanie tutaj wiele mnie kosztowało. Usiadłem na krześle, czekając cierpliwie.
Całkowicie straciłem poczucie czasu. Kiedy w końcu drzwi od gabinetu się otworzyły, wydawało mi się, że minęły całe wieki! Podszedłem do Amelie, która tak jak wtedy, wyszła z wydrukiem. Ale... Co to była za mina? Podszedłem do niej, ale nic nie powiedziała. Po prostu wcisnęła mi zdjęcia do ręki. Obejrzałem je, ale niewiele mi to tłumaczyło.
— Nie ma dziecka? — spytałem, czując nagły przypływ nadziei. Uniosła głowę, a wtedy rozpłakała się. Byłem w szoku. Szybko ją przytuliłem, głaszcząc po włosach. To nie był dobry moment na rozmowę. Pociągnąłem ją za sobą, prowadząc do samochodu.
Amelie szlochała całą drogę. Zerkałem na nią, widząc jak zaciska palce na spódniczce. Dlaczego milczała? Martwiłem się! Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ja też bardzo się stresuję i to przeżywam?
— Amelie?
Nie odpowiedziała. Chyba po prostu mnie zignorowała.
Weszliśmy do jej pokoju. Jak dobrze, że jej rodziców nie było. Dziewczyna rzuciła się na łóżku. Znów jej ciałem wstrząsnął szloch. Usiadłem obok mniej, dotykając jej ramię.
— Powiesz mi w końcu co się dzieje? Chodzi... O dziecko? A więc nie byłaś w ciąży? — zapytałem łagodnie. Odwróciła się do mnie, po czym mnie popchnęła. Uderzyła mnie mocno w pierś. — Amelie... O co chodzi?! — spytałem zaskoczony. Otarła prędko łzy.
— To bliźniaki! — jęknęła. Byłem mocno wstrząśnięty tą wiadomością. Nie mogłem jednak pozwolić emocjom przejąć nade mną kontrolę.
— Spokojnie. Nie musisz się martwić. To nie ma znaczenia... Usuniemy je — zapewniłem drżącym głosem.
— Ja się boję! Nie wiem czy dam radę... Ja już tak nie mogę...
— Może... Może poronisz... — wydukałem. Amelie podniosła się i wyszła do łazienki. Zamknęła się w niej. Rzuciłem się na łóżko z głośnym westchnieniem.
***
W końcu się zdecydowaliśmy. Byłem tak zdenerwowany od samego rana. Ręce mi drżały. Bałem się. Byłem przerażony. Nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić jak musi czuć się Amelie. Zawiozłem ją i sam zostałem w samochodzie. W końcu pozbędziemy się problemu. Chciałem się roześmiać i cieszyć, ale... To nie było takie łatwe.
Mocno zaskoczył mnie widok Amelie, która biegnie w stronę samochodu, rozglądając się wszędzie. Tak szybko? Myślałem, że będzie to trwało o wiele dłużej. Wsiadła z przodu, zaciskając palce na torebce. Była w szoku, to zrozumiałe. Ja sam byłem trochę zdezorientowany, ale... Cieszyłem się...
Pochyliłem się w jej stronę, całując namiętnie jej wargi. Poruszyła nimi, odwzajemniając pocałunek. Trwałem przy niej tak długo, puki nie wyczułem czegoś słonego. Łzy? Cofnąłem głowę, orientując się, że Amelie płacze. Och... Otarłem jej łzy, przytulając ją do siebie.
— Cii, już po wszystkim, jestem przy tobie i nigdy ciebie nie opusz...
Pociągnęła moją dłoń na swój brzuch. Byłem zdezorientowany tym gestem. Chodziło o to, że... Czuła brak? Spojrzała na mnie, po czym głośno zaszlochała.
— Amel...
— Są za duże... — jęknęła, głośno płacząc.
— Co? O czym mówisz? Spokojnie...
— Nie mogłam ich usunąć... Są za duże... Za późno...
— Co? Nie... Nie, Amelie. Jesteś w szoku, dlatego tak mówisz i...
Zamarłem. Cały czas trzymałem dłoń na jej brzuchu, jednak w pewnym momencie wyczułem delikatny ruch. Moje oczy otworzyły się szeroko. Wyciągnąłem koszulę z jej spódniczki, unosząc ją wyżej. Jej... Brzuch... Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jest zaokrąglony.
Tak nagle łzy napłynęły mi do oczu. Byłem załamany i zrozpaczony. Cofnąłem się, otwierając drzwi.
— Oliver...
Wyszedłem z samochodu, opierając się o niego ciężko. Co to było za okropne uczucie? Westchnąłem ciężko, unosząc głowę i patrząc w pochmurne niebo. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów. Musiałem zapalić. Nie robiłem tego zazwyczaj, ale teraz... Zaciągnąłem się, zerkając przez ramię. Amelie siedziała w samochodzie ze spuszczoną głową. Nie mieliśmy wyboru. Wiedziałem, że jeśli usiądę za kierownicą, będę musiał wrócić do domu. A to z kolei znaczyło, że będziemy musieli się przyznać.
***
— Co? Oliver, o czym ty mówisz?!
Moja mama usiadła ciężko na krześle, a ojciec wyglądał jakby miał mnie za moment rozszarpać. Spuściłem głowę.
— Dlaczego to ukrywałeś?
— Okłamywałeś nas?! — rzucił gniewnie. Zacisnąłem powieki, by się uspokoić.
— Nie chciałem... Ja po prostu nie wiedziałem co robić... Amelie miała usunąć, ale za długo czekaliśmy i jest już za późno...
— Co?! Oliver... Jak mogliście! — mama wyglądała na zaskoczoną. — Jak się teraz czuje? Co z dzieckiem? — spytała. Westchnąłem ciężko.
— Dziećmi... To bliźniaki...
— Co?!
***
— Jesteś zła?
— Jestem wściekła — odburknęła Amelie. Rodzice byli naprawdę zdenerwowani, ale... Spodziewałem się gorszej reakcji. To znaczy mój ojciec był naprawdę wkurzony. A ojciec Amelie jeszcze bardziej! Musieliśmy teraz się pobrać, na dodatek nie mieliśmy w ogóle czasu. Nasi rodzice nie chcieli by mówiono o nas niestworzone rzeczy. Miało wszystko wyglądać tak, że Amelie zaszła w ciąże po ślubie. Nie byłem gotowy na małżeństwo, a już na pewno nie na posiadanie dzieci... Ale nie mieliśmy wyboru. Ojciec i tak załatwił nam pracę.
— Amelie, nie powinnaś się denerwować — westchnąłem. Posłała mi gniewne spojrzenie.
— To nie ty jesteś w ciąży! Nawet nie mogę mieć takiej sukienki jaką chcę! Przez ten brzuch! — jęknęła. Wymusiłem uśmiech.
— Trzeba go jakoś ukryć... Wszyscy muszą myśleć, że zaszłaś w ciążę później...
— Och, zamknij się! Czuję się... Tak okropnie! Robię się gruba... Kiedy urodzę moje ciało będzie obrzydliwe! Nawet nie będziesz chciał ze mną sypiać...
— Myślałem, że po tym wszystkim już nigdy nie będziesz chciała się ze mną przespać — zauważyłem z uśmiechem. Uderzyła mnie łokciem i to dosyć mocno. Chyba humor mi powracał. To znaczy... Wciąż byłem oszołomiony tym wszystkim. Ale wiedziałem, że nie mogę niczego zmienić. Pogodziłem się z tym.
Usłyszałem głośne westchnienie Amelie. Stała przy barze, mieszając rurką swojego drinka. Chyba nie bawiła się najlepiej. To moja wina. Ciągle tylko rozglądałem się, szukając wzrokiem Sue i Erika. Kiedy w końcu ich ujrzałem, poczułem pustkę. Wyszli z łazienki. Musieli to robić... Uprawiać seks. Dziewczyna była rumiana, lekko potargana. Uśmiechała się do niego tak szczerze. Trzymali się za ręce. To nie miało sensu. Patrzenie bolało.
— Oliver? Ach, nieważne... — mruknęła Amelie. Ciągle o czymś mówiła, ale ja nie słuchałem. Muzyka stała się dla mnie niesłyszalna. Dlaczego musiałem taki być? Czuć ten zawód, gniew i wściekłość... Nie... Nie będę się nad sobą rozczulał. Rozpiąłem guzik przy szyi, ściągając z siebie marynarkę. Podwinąłem rękawy. Chciałem skupić się na sobie, na swoim życiu, a nie być ciągle zazdrosny o przyjaciela. Też mogłem żyć beztrosko i świetnie się bawić. I co z tego, że pierwszy poznałem Sue. Ona wybrała Erika. Wybiłem duszkiem mojego drinka.
— Oliver? Wszystko w porządk...
— Chodź — poleciłem z uśmiechem, przeczesując włosy do tyłu. Wyciągnąłem do niej rękę. — Zatańczymy.
Kąciki ust Amelie uniosły się wysoko. Ujęła moją dłoń, a wtedy pociągnąłem ją za sobą. Poczułem jak wtula się w moje ramiona. Pochyliłem się, ukrywając twarz w jej szyi. Usłyszałem jak cicho wzdycha. Zaczęła skubać palcami moją skórę na karku. Koniec z patrzeniem na innych.
*
— Oliver... Na pewno wszystko gra? Nigdy taki nie byłeś... Nie powinieneś tyle pić — powiedziała Amelie, łapiąc mnie za ramię. Uśmiechnąłem się szeroko, opróżniając kufel piwa. Czułem się wyśmienicie. W końcu zaczęło podobać mi się moje życie! Nie obchodziła mnie wcale Sue. Było mi dobrze. Alkohol? Nie byłem pijany. Może trochę zrobiło mi się gorąco i nogi zaczynały się pode mną plątać, ale chciałem tu zostać i się bawić.
— Przecież świetnie się bawimy. Chodź, zatańczymy — poleciłem.
— Lepiej nie... Wracajmy... Jesteś pijany. Zamówię taksówkę — powiedziała. Wyprowadziła mnie z klubu. Nie chciałem wychodzić... Przecież jej też się podobało! Była uśmiechnięta, w końcu nie narzekała. Kiedy taksówka podjechała, zapakowała mnie do środka.
— Prosimy do hotelu — oznajmiłem.
— Oliver...
— Cii — szepnąłem, kładąc dłoń na jej kolanie. Nie chciałem wracać do domu w takim stanie. Hotel był lepszym rozwiązaniem.
Straciłem całkowicie wyczucie czasu i nie wiedziałem gdzie jesteśmy. Dopiero gdy taksówka się zatrzymała i z niej wyszedłem, przypomniało mi się o naszym celu. Hotel. Złapałem Amelie za rękę, idąc w kierunku wejścia. Czułem się tak pewnie siebie. W końcu byłem kimś. Sue? Całkowicie o niej zapomniałem. W ogóle mnie nie interesowała.
Kiedy weszliśmy do hotelowego pokoju, zamknąłem drzwi na klucz. Odłożyłem go na szafkę, odwracając się do Amelie. Ująłem jej biodra, pochylając się. Nasze wargi złączyły się w chaotycznym pocałunku. Mój język poruszał się śmiało we wnętrzu jej ust... Przypomniało mi się o pocałunkach Sue, ale odepchnąłem ją na dalszy plan. Amelie jęknęła cicho, nie dałem jej jednak czasu. Rozpiąłem koszulę, czując jak obmacuje mnie po ramionach i piersi. W ogóle się nie wahałem. Nie myślałem o tym co zamierzam zrobić, a jednak to robiłem. Moje dłonie przesunęły się po zapięciu jej sukienki na plecach. Pociągnąłem za suwak do dołu, po czym zsunąłem ją z niej, tak że opadła na podłogę.
Schyliłem się, całując jej piersi. Cicho jęknęła, bo ugryzłem ją w sutek. Złapała mocno moje włosy. Była spięta. Zaraz ją rozluźnię. Moje palce wsunęły się za gumkę jej majtek. Pociągnąłem je w dół, po czym popchnąłem ją na łóżko. Nie chciałem czekać, ani nie miałem ochoty na grę wstępną. Złapałem jej uda, kładąc się między nimi. Nawet nie patrzyłem, po prostu wsunąłem w nią palce, a potem na ich miejsce wcisnąłem swoje przyrodzenie. Przydusiłem ją, aż sapnęła.
— Oliver...! — wydusiła z siebie. Poruszałem się w niej dosyć mocno, ściskając jej ciało. Znów nasze wargi połączyły się w namiętnym pocałunku. Mój umysł był otępiały. Nawet nie wiedziałem kiedy dostaliśmy orgazm.
— Oliver! Już! Oliver! Proszę! — krzyknęła, uderzając moje ramiona. Och... Silny ucisk tylko to potwierdził. Podniosłem się z niej, orientując się, że jakoś braknie mi tchu. Amelie też dyszała, rumiana i spocona. Ale było mi bosko. Opadłem obok niej, obejmując jej ciało. Zamknąłem oczy, czując nagłe zmęczenie.
***
Obudziłem się ze strasznym bólem głowy. Byłem nagi. Zajrzałem pod kołdrę. Gdzie ja się znajdowałem? Hotel? Moje ubranie... Leżało na ziemi. Zacząłem je zbierać, wsuwając na siebie spodnie. Do moich uszu dobiegł szum wody. Byłem trochę pijany. Ale wszystko pamiętałem. Przyjechałem tutaj z Amelie i... Uprawialiśmy seks.
— Oliver! — usłyszałem. Uśmiechnięta Amelie podeszła do mnie z uśmiechem. Stanęła na palcach, całując mnie czule na powitanie. Och... Ta noc... Naprawdę wiele zmieniła. Zbliżyliśmy się do siebie i w ogóle... Myślałem, że Amelie będzie na mnie zła, ale nic takiego nie miało miejsca! Wiedziałem, że pijany ja i ten prawdziwy ja naprawdę się różnią. No bo nie potrafiłbym być taki wyluzowany i pewny siebie, gdyby nie alkohol. Było mi głupio z tego powodu. Ale wierzyłem, że teraz wszystko się ułoży.
***
Byłem naprawdę zmęczony. Ciągle bolała mnie głowa. Wszedłem do swojego pokoju, ściągając koszulę. Nie brałem prysznicu w hotelowym pokoju. Pomyślałem, że zrobię to w domu. Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni i zamarłem. Serce zaczęło walić mi w piersi jak szalone. Niepewnie wyciągnąłem zaciśniętą pięść. To niemożliwe... Rozchyliłem palce, a wtedy ujrzałem prezerwatywę. Skoro jej użyłem... Nie! To nie mogło być prawdziwe. Nawet po pijaku, pamiętałbym, by się zabezpieczyć! Nigdy wcześniej nie zapominałem... Ale... Wczoraj byłem naprawdę rozkojarzony.
Pokręciłem przecząco głową. Nie. Pewnie miałem dwie prezerwatywy. Na pewno. To było najbardziej prawdopodobne. A z resztą, dlaczego Amelie miałaby akurat teraz zajść w ciążę? Pewnie i tak brała jakieś tabletki czy co. Nie musiałem się o nic martwić. Postanowiłem więcej o tym nie myśleć. Po prostu wszedłem do łazienki.
*** ***
Nie było nikogo w domu Amelie, więc postanowiliśmy wykorzystać to. Siedziałem na jej łóżku, a ona na moich kolanach. Całowaliśmy się namiętnie, rozkoszując bliskością naszych ciał. Amelie poruszała się leniwie. Trzymałem dłonie na jej koronkowym staniku, zaczepiając palcami o jej zapięcie. Po chwili zwolniła, marszcząc lekko brwi. Był to dziwny grymas. Raczej nie spowodowany orgazmem czy rozkoszą.
— Amel?
— Poczekaj, nie czuję się najlepiej... — poleciła, kładąc dłoń na mojej piersi. Potaknąłem, przytrzymując jej biodra. Odetchnęła cicho, zaczesując kosmyki włosów za ucho. Może coś ją zabolało czy co. Przysunęłam głowę bliżej jej piersi, całując ją po dekolcie i szyi. Spięła się. — Oliver... Poczekaj... — sapnęła. Uniosłem wzrok, lekko zdezorientowany. Było nam dobrze. Chciała tego, przecież nie zmuszałem jej... O co więc chodziło? — Spóźnia mi się okres — przyznała. Uśmiechnąłem się lekko.
— To nawet dobrze. Możemy spędzić ten czas razem — mruknąłem, chcąc ją pocałować. Zakryła jednak moje usta. — Co jest? — spytałem.
— Źle się czuję... Jest mi tak... Dziwnie. Niedobrze i w ogóle... Możemy przerwać? — spytała. Potaknąłem, nie rozumiejąc tego.
— Jasne — zapewniłem. Pomogłem jej podnieść się z mojego przyrodzenia. Amelie złapała kołdrę i okręciła się nią. Przytuliła ją do piersi, siadając obok mnie.
— Chyba... Jestem w ciąży... — powiedziała. Chciałem się roześmiać, bo uznałem to za żart. Myślałem, że mnie wkręca, ale wyraz jej twarzy temu zaprzeczał.
— Co? Amelie, to... To głupie. Przecież nie jesteś w ciąży. Nie widzisz? Użyłem prezerwatywę. Jest cała — oznajmiłem, pokazując jej gumkę. Pokręciła przecząco głową.
— Mam te dolegliwości od tygodni... Na początku je zignorowałam, ale... Wymiotowałam rano... No i jeszcze okres, który bardzo mi się spóźnia... Jestem pewna... — jęknęła.
— N-nie wygłupiaj się — poleciłem roztrzęsiony. Ta informacja była zaskakująca. Nie wierzyłem w to. — To pewnie tylko nieporozumienie. Nie przejmuj się... Wyjaśnimy to — zapewniłem, obejmując ją. Cicho zaszlochała, zaciskając palce na moich ramionach. To nie mogła być prawda! Ja... Byłem za młody! My byliśmy za młodzi... Moi rodzice byli poważnymi ludźmi... Zabiją mnie... Musiałem się uspokoić. Na pewno wszystko się wyjaśni. Ameli nie była w ciąży. Byłem tego pewny.
*
— I co? — podniosłem się prędko z krzesła w poczekalni. Amelie wyszła z gabinetu ginekologa. Była skulona, nie odzywała się. w ręku trzymała jakieś kartki. — No i co? Nie jesteś w ciąży, mówiłem? Niepotrzebnie tak panikowałaś. Chodź wrócimy do domu — poleciłem, chcąc ją wyprowadzić na zewnątrz. Poczułem jednak jak wciska mi do ręki wydruki. Zmarszczyłem brwi, oglądając je. — To... To niemożliwe... To nie jest dziecko, prawda? — spytałem, pokazując jej na wydruk usg. — Ja tu nic nie widzę. Tu nie ma dziecka... Prawda?
— Widziałam je... Ruszało się...
— Nie... — pokręciłem przecząco głową. — Jesteś pewna? Ja naprawdę niczego tu nie widzę. To pomyłka... — wydukałem. Amelie rozpłakała się, wciskając twarz w moją pierś. Objąłem ją. To... To nie mogła być prawda! Co miałem zrobić? Przyszedłem z nią tutaj, będąc pewnym, że te objawy nie mają nic wspólnego z ciążą. Byłem spokojny i opanowany, ale teraz... Serce waliło mi w piersi jak szalone. Musieliśmy coś z tym zrobić.
*
— Może... Może okaże się, że to wcale nie jest dziecko?
— Zamknij się. Nic się nie okaże! Ja jestem w ciąży, nie rozumiesz? — jęknęła zapłakana Amelie, siedząc na moim łóżku. Ściskała mocno poduszkę na kolanach, a ja chodziłem w kółko po całym pokoju. — To twoja wina... — dodała. Westchnąłem ciężko.
— Usuniemy je, nikt się nawet nie dowie — powiedziałem.
— Usuniemy? Łatwo ci o tym mówić, bo to nie ty nosisz je w brzuchu! — jęknęła z frustracją. — I tak wszyscy się dowiedzą! Myślisz, że to takie łatwe?
— Nie mamy wyboru... — zauważyłem. Przecież to też było dla mnie ciężkie. Byłem zaskoczony i bezradny, tak samo jak ona. Usiadłem obok niej, ujmując jej dłonie. Patrzyła na mnie z wyrzutem i strachem. — Przecież... Jestem z tobą. Będzie dobrze — zapewniłem.
— Nie będzie. To ty zapomniałeś o gumce! Dlaczego się upiłeś? Chodzi o mnie? Wstydzisz się mnie? Brzydzisz? Nie możesz patrzeć na mnie na trzeźwo, więc wolisz robić to po pijaku? — rzuciła gniewnie.
— Nie...! Amelie, ja... Przepraszam... To moja wina, masz rację. Ale nie martw się. Wszystko załatwię — zapewniłem.
**
— Co jest Oliver? Jesteś obrażony? — spytał Erik. Siedzieliśmy w wierzbie. Musiałem pobyć sam. To znaczy... Prawie sam. Westchnąłem ciężko, przecierając powieki. Nic im jeszcze nie mówiłem. I tak chcieliśmy z Amelie zatrzymać to w sekrecie. Jednak potrzebowałem wygadać się przyjaciołom.
— Nie... Ja po prostu... Mam problem — wyznałem. Sue usiadła naprzeciwko, słuchając uważnie. Spuściłem wzrok, zaciskając palce na kolanach. — Amelie... Jest w ciąży — westchnąłem.
— Och...
— Naprawdę? Stary, nie gadaj...
Było mi tak głupio. Niepotrzebnie im powiedziałem! Oni... Oni byli inni. Niczym się nie przejmowali, byli beztroscy. Uprawiali seks bez zabezpieczeń, nie zważając na nic. Dlaczego Sue nie była w ciąży? Dlaczego to Amelie musiała w nią zajść? I to po jednym pieprzonym razie! Bałem się, że mnie wyśmieją. Byłem naprawdę załamany. Skuliłem się, wyczekując ich głupich komentarzy. To jednak nie następowało. Poczułem jak Sue kładzie mi dłoń na ramieniu. Uniosłem zdezorientowany wzrok, a wtedy zorientowałem się, że się uśmiecha.
— Jesteś przejęty. Ale nie martw się. Dacie sobie z Amelie radę. To chłopiec czy dziewczynka? — zapytała. Byłem w szoku. Jak Sue mogła tak po prostu o tym gadać?!
— Ja... Nie wiem. Nie mam pojęcia, a z resztą... To i tak nieistotne. Amelie usunie to dziecko — oznajmiłem.
— Och...
Nastała krępująca cisza. To wszystko była moja wina. Byłem zły, ale tylko na siebie. Bo to ja zawaliłem.
— Nie możemy mieć dziecka — westchnąłem, nie unosząc wzroku. — Mój ojciec mnie zabije jak się dowie... Rodzice Ameli tak samo. Załatwię aborcję — powiedziałem cicho. Nie miałem innego wyboru.
**
Odkąd Amelie powiedziała mi o ciąży czułem się tak okropnie. Leżałem w łóżku, wpatrując się tępo w sufit. Na dodatek mój związek się sypał. Amelie obwiniała mnie, no i trochę się kłóciliśmy. Ale wiedziałem, że to nie potrwa długo. Znów będzie jak dawniej. Zabieg był już prawie gotowy. Mieliśmy tylko określić kiedy. Amelie była na razie zła i wciąż nie potrafiła się zdecydować. Wolałem nie naciskać, bo pewnie i tak skończyłoby się to kłótnią.
A gdyby to Sue zaszła w ciąże? Co na moim miejscu zrobiłby Erik? Czy Sue nie widziała w tym problemu? Przecież... Gdyby była w ciąży... Jak wyglądałoby dziecko? Pewnie urodziłoby się chore albo martwe... Przecież gdyby w szpitalu się dowiedzieli, obydwoje mieliby przerąbane. Trafiliby do więzienia albo nawet gorzej. Przecież... Spłodzenie bękarta było zbrodnią i to największą. Przypomniałem sobie każdy raz kiedy uprawiałem seks z Sue i aż zrobiło mi się słabo. Przynajmniej wtedy zawsze się zabezpieczałem...
Westchnąłem ciężko, sięgając w stronę szafki. Wyciągnąłem z szuflady wydruk z usg. Sam nie wiem po co go trzymałem. Amelie nie chciała mieć go u siebie. Powinienem schować go gdzieś głęboko albo najlepiej wyrzucić. Spojrzałem na zdjęcie. Na początku byłem w ogromnym szoku i naprawdę nie widziałem na nim dziecka, ale teraz... Chyba naprawdę je dostrzegałem. Było takie małe... Kąciki moich ust uniosły się lekko. Co ja robiłem?! Powróciłem do rzeczywistości. Nie ma żadnego dziecka. Nie będzie go. Już niedługo.
**
— Miałaś się zdecydować już dawno — westchnąłem.
— Łatwo ci mówić! Ciągle rzygam... Chciałam poczekać aż poczuję się lepiej — odburknęła. Naprawdę ledwo co ukrywaliśmy przed jej rodzicami, że jest w ciąży. Ciągle wymiotowała, marudziła. Nie chciałem, by przez dziecko chorowała, więc znów pojechaliśmy do ginekologa. Przebywanie tutaj wiele mnie kosztowało. Usiadłem na krześle, czekając cierpliwie.
Całkowicie straciłem poczucie czasu. Kiedy w końcu drzwi od gabinetu się otworzyły, wydawało mi się, że minęły całe wieki! Podszedłem do Amelie, która tak jak wtedy, wyszła z wydrukiem. Ale... Co to była za mina? Podszedłem do niej, ale nic nie powiedziała. Po prostu wcisnęła mi zdjęcia do ręki. Obejrzałem je, ale niewiele mi to tłumaczyło.
— Nie ma dziecka? — spytałem, czując nagły przypływ nadziei. Uniosła głowę, a wtedy rozpłakała się. Byłem w szoku. Szybko ją przytuliłem, głaszcząc po włosach. To nie był dobry moment na rozmowę. Pociągnąłem ją za sobą, prowadząc do samochodu.
Amelie szlochała całą drogę. Zerkałem na nią, widząc jak zaciska palce na spódniczce. Dlaczego milczała? Martwiłem się! Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ja też bardzo się stresuję i to przeżywam?
— Amelie?
Nie odpowiedziała. Chyba po prostu mnie zignorowała.
Weszliśmy do jej pokoju. Jak dobrze, że jej rodziców nie było. Dziewczyna rzuciła się na łóżku. Znów jej ciałem wstrząsnął szloch. Usiadłem obok mniej, dotykając jej ramię.
— Powiesz mi w końcu co się dzieje? Chodzi... O dziecko? A więc nie byłaś w ciąży? — zapytałem łagodnie. Odwróciła się do mnie, po czym mnie popchnęła. Uderzyła mnie mocno w pierś. — Amelie... O co chodzi?! — spytałem zaskoczony. Otarła prędko łzy.
— To bliźniaki! — jęknęła. Byłem mocno wstrząśnięty tą wiadomością. Nie mogłem jednak pozwolić emocjom przejąć nade mną kontrolę.
— Spokojnie. Nie musisz się martwić. To nie ma znaczenia... Usuniemy je — zapewniłem drżącym głosem.
— Ja się boję! Nie wiem czy dam radę... Ja już tak nie mogę...
— Może... Może poronisz... — wydukałem. Amelie podniosła się i wyszła do łazienki. Zamknęła się w niej. Rzuciłem się na łóżko z głośnym westchnieniem.
***
W końcu się zdecydowaliśmy. Byłem tak zdenerwowany od samego rana. Ręce mi drżały. Bałem się. Byłem przerażony. Nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić jak musi czuć się Amelie. Zawiozłem ją i sam zostałem w samochodzie. W końcu pozbędziemy się problemu. Chciałem się roześmiać i cieszyć, ale... To nie było takie łatwe.
Mocno zaskoczył mnie widok Amelie, która biegnie w stronę samochodu, rozglądając się wszędzie. Tak szybko? Myślałem, że będzie to trwało o wiele dłużej. Wsiadła z przodu, zaciskając palce na torebce. Była w szoku, to zrozumiałe. Ja sam byłem trochę zdezorientowany, ale... Cieszyłem się...
Pochyliłem się w jej stronę, całując namiętnie jej wargi. Poruszyła nimi, odwzajemniając pocałunek. Trwałem przy niej tak długo, puki nie wyczułem czegoś słonego. Łzy? Cofnąłem głowę, orientując się, że Amelie płacze. Och... Otarłem jej łzy, przytulając ją do siebie.
— Cii, już po wszystkim, jestem przy tobie i nigdy ciebie nie opusz...
Pociągnęła moją dłoń na swój brzuch. Byłem zdezorientowany tym gestem. Chodziło o to, że... Czuła brak? Spojrzała na mnie, po czym głośno zaszlochała.
— Amel...
— Są za duże... — jęknęła, głośno płacząc.
— Co? O czym mówisz? Spokojnie...
— Nie mogłam ich usunąć... Są za duże... Za późno...
— Co? Nie... Nie, Amelie. Jesteś w szoku, dlatego tak mówisz i...
Zamarłem. Cały czas trzymałem dłoń na jej brzuchu, jednak w pewnym momencie wyczułem delikatny ruch. Moje oczy otworzyły się szeroko. Wyciągnąłem koszulę z jej spódniczki, unosząc ją wyżej. Jej... Brzuch... Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jest zaokrąglony.
Tak nagle łzy napłynęły mi do oczu. Byłem załamany i zrozpaczony. Cofnąłem się, otwierając drzwi.
— Oliver...
Wyszedłem z samochodu, opierając się o niego ciężko. Co to było za okropne uczucie? Westchnąłem ciężko, unosząc głowę i patrząc w pochmurne niebo. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów. Musiałem zapalić. Nie robiłem tego zazwyczaj, ale teraz... Zaciągnąłem się, zerkając przez ramię. Amelie siedziała w samochodzie ze spuszczoną głową. Nie mieliśmy wyboru. Wiedziałem, że jeśli usiądę za kierownicą, będę musiał wrócić do domu. A to z kolei znaczyło, że będziemy musieli się przyznać.
***
— Co? Oliver, o czym ty mówisz?!
Moja mama usiadła ciężko na krześle, a ojciec wyglądał jakby miał mnie za moment rozszarpać. Spuściłem głowę.
— Dlaczego to ukrywałeś?
— Okłamywałeś nas?! — rzucił gniewnie. Zacisnąłem powieki, by się uspokoić.
— Nie chciałem... Ja po prostu nie wiedziałem co robić... Amelie miała usunąć, ale za długo czekaliśmy i jest już za późno...
— Co?! Oliver... Jak mogliście! — mama wyglądała na zaskoczoną. — Jak się teraz czuje? Co z dzieckiem? — spytała. Westchnąłem ciężko.
— Dziećmi... To bliźniaki...
— Co?!
***
— Jesteś zła?
— Jestem wściekła — odburknęła Amelie. Rodzice byli naprawdę zdenerwowani, ale... Spodziewałem się gorszej reakcji. To znaczy mój ojciec był naprawdę wkurzony. A ojciec Amelie jeszcze bardziej! Musieliśmy teraz się pobrać, na dodatek nie mieliśmy w ogóle czasu. Nasi rodzice nie chcieli by mówiono o nas niestworzone rzeczy. Miało wszystko wyglądać tak, że Amelie zaszła w ciąże po ślubie. Nie byłem gotowy na małżeństwo, a już na pewno nie na posiadanie dzieci... Ale nie mieliśmy wyboru. Ojciec i tak załatwił nam pracę.
— Amelie, nie powinnaś się denerwować — westchnąłem. Posłała mi gniewne spojrzenie.
— To nie ty jesteś w ciąży! Nawet nie mogę mieć takiej sukienki jaką chcę! Przez ten brzuch! — jęknęła. Wymusiłem uśmiech.
— Trzeba go jakoś ukryć... Wszyscy muszą myśleć, że zaszłaś w ciążę później...
— Och, zamknij się! Czuję się... Tak okropnie! Robię się gruba... Kiedy urodzę moje ciało będzie obrzydliwe! Nawet nie będziesz chciał ze mną sypiać...
— Myślałem, że po tym wszystkim już nigdy nie będziesz chciała się ze mną przespać — zauważyłem z uśmiechem. Uderzyła mnie łokciem i to dosyć mocno. Chyba humor mi powracał. To znaczy... Wciąż byłem oszołomiony tym wszystkim. Ale wiedziałem, że nie mogę niczego zmienić. Pogodziłem się z tym.
czwartek, 1 sierpnia 2019
before
Roześmiałam się głośno, czując jak Oiver łapie mnie za ramiona i ciągnie za sobą. Myślał, że byłam pijana, a to wcale nie była prawda. Czułam się świetnie, a on tylko psuł zabawę! Miałam soczewki, nie musiał się tak spinać. Mieliśmy dobrze się bawić, zapomniał? Obróciłam się, wydostając z jego uścisku. Złapałam go za kołnierzyk, ciągnąc lekko do dołu. Schylił się, patrząc mi w oczy. Och... Te jego błękitne tęczówki były takie piękne. Uśmiechnęłam się, stając na palcach. Dlaczego był taki wysoki? Dlaczego był taki seksowny? Pocałowałam go, czując jak moje ospałe wargi poruszają się leniwie. Nie kontrolowałam pocałunku, przez co był bardziej ekscytujący.
— Sue, jesteś pijana. Powinniśmy już iść — oznajmił, po czym złapał mnie pod rękę i wyprowadził z klubu. Dopiero kiedy wyszliśmy na zewnątrz, poczułam jak robi mi się niedobrze. Pochyliłam się, wymiotując na trawę. Cicho zakasłałam, prostując się. Od razu zrobiło mi się lepiej. Uśmiechnęłam się szeroko do Olivera, co w ogóle nie odwzajemnił. Był gburem, który nie potrafi wyluzować. Nie rozumiałam dlaczego akurat dzisiaj nie ma humoru.
— Oliver... — jęknęłam.
— Zawiozę cię do domu — westchnął. Siłą wpakował mnie do samochodu. Nie miałam ochoty nigdzie jechać. Chciałam tu zostać! On jednak był silniejszy. Przypiął mnie pasami. Był wyjątkowo milczący albo to ja nagle się rozgadałam.
Byłam zmęczona, ale nie chciałam spać. Może się na mnie obraził?
— Oliver, nie bądź taki — westchnęłam, bawiąc się rękawem jego koszuli. Ujęłam jego dłoń, kiedy ta spoczęła na skrzyni biegu. Zerknął na mnie, spinając się. Chodziło o mnie? Był może na mnie zły? Nie zrobiłam niczego, co wyjaśniałoby jego zachowanie. Pochyliłam się w jego stronę, chcąc go pocałować. Uchylił się. Ale był uparty! Nie odpuściłam. Ujęłam jego policzki, dosięgając jego ust. Zjechał na pobocze i zaciągnął mocno ręczny. Odwrócił się do mnie, a wtedy zaczęliśmy się namiętnie całować. Odpięłam pasy, przechodząc nad skrzynią biegów. Byłam spragniona. Usiadłam mu na kolanach, czując jak nasze języki poruszają się we wnętrzu naszych ust. Byłam głośno i zdawałam sobie z tego sprawę. Nie chciałam niczego w sobie dusić.
Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę na plecach. Czułam rosnące podniecenie. Zdjęłam majtki, zsuwając je spod spódniczki. Już były mokre. Oliver złapał mnie za pośladki i ścisnął je, nie przerywając pocałunku, aż jęknęłam mu w usta. Uśmiechnęłam się jednak. Ja sama rozsunęłam jego spodnie, wsuwając bez żadnego skrępowania dłoń w jego bieliznę. Sapnął, ściskając mnie mocniej. Zaczęłam poruszać energicznie dłonią, czując jak jego penis twardnieje mi w ręku. Na samą myśl, że miał znaleźć się we mnie dostawałam mocnych dreszczy.
Oliver rozpiął mi stanik i ściągnął mi go pod bluzką. Uniósł ją, po czym zaczął całować mój dekolt. Docisnęłam do siebie jego głowę, zagryzając wargi. Nie chciałam, by przerywał. Uniosłam się lekko na nogach, poruszając dłonią po jego przyrodzeniu, a drugą masując się energicznie pod spódniczką. Usłyszałam jak otwiera schowek od strony pasażera. Prezerwatywa. Wyciągnął ją. Nie mogłam dłużej czekać, otworzyłam drzwi, wychodząc na zewnątrz. Rozebrałam się do naga, wrzucając ubranie do środka samochodu. Było mi trochę chłodno, ale w ogóle na to nie zważałam. Oliver też się rozebrał i do mnie dołączył. Złapał mnie mocno i popchnął na maskę. Jęknęłam, czując jak przyciska moje twarde sutki do zimnego samochodu. Wypięłam się jednak, zagryzając wargę. Po chwili czułam go w sobie głęboko. Poruszał się szybko i mocno, aż krzyczałam za każdym jego pchnięciem. Było mi cudnie! Nie dbałam o to, gdzie się znajdujemy i że jeśli ktokolwiek by nas tu zobaczył, mielibyśmy poważne kłopoty.
Moje palce zacisnęły się mocno na masce. Otworzyłam usta, jęcząc głośno. Oliver docisnął się do mnie. Cała dygotałam, czując jak jest mi nagle gorąco.
— To było boskie — wysapałam. Złapał swój penis i jeszcze go we mnie mocno docisnął. Pisnęłam, na co się zaśmiał. — Nie! Chuju! — zawyłam przez łzy. Mógł sobie darować tą złośliwość. Wycofał się, a wtedy podniosłam się z maski. Cała dygotałam, nie wiem czy od orgazmu czy z zimna. Może z tego i tego. Chciałam coś powiedzieć, ale wszystkie słowa w mojej głowie złączyły się w jeden wielki bełkot. Zatoczyłam się, czując jak mnie łapie. Strasznie bolała mnie głowa...
*
Obudziłam się na fotelu w samochodzie. Nie pamiętałam gdzie się znajduję. Chyba byłam pijana. Dotknęłam czoła, rozglądając się uważnie. Oliver spał za kierownicą. Dotknęłam krocze, po czy uniosłam spódniczkę. Nie miałam majtek. Mój stanik też leżał z tyłu na siedzeniu. Bzyknęliśmy się. Zaczęłam sobie przypominać pewne wydarzenia. Dotknęłam powiek, po czym zamrugałam. Soczewki...
— Sue? — usłyszałam ochrypnięty głos Olivera. Brzmiał naprawdę seksownie z rana. Z pewnością nie był wyspany. Widziałam to po jego twarzy.
— Och... Musieliśmy zatrzymać się w nocy — zauważyłam, orientując się, że stoimy na poboczu. — Oliver? Jesteś na mnie zły?
— Byłaś pijana — odparł, kładąc dłonie na kierownicy. Zacisnął na niej palce, nawet na mnie nie patrząc.
— Wszystko pamiętam. Gniewasz się? Chodzi o to, że się przespaliśmy? Pamiętam wydarzenia z nocy. To jak mnie posuwałeś. Było mi dobrze, tobie też...
— Nie powinniśmy... — westchnął ciężko. Wywróciłam oczami. Nie rozumiałam go czasami. Dlaczego miał jakieś dziwne poczucia winy? Złapałam go za ramię, na co na mnie spojrzał.
— To był tylko seks, daj spokój — powiedziałam. Westchnął cicho.
— Taa — mruknął. Odpalił samochód, po czym wjechał na drogę. — Wracajmy — polecił.
***
Co się ze mną ostatnio działo? Dlaczego byłem taki rozkojarzony? Westchnąłem głośno, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Myślałem, że chcę pobyć sam, by przemyśleć sobie pewne rzeczy, ale prawda była taka, że wcale nie chciałem być sam. Poszedłem do domu mojego najlepszego przyjaciela. Erik i ja znaliśmy się od dziecka. Był dla mnie jak brat. Właśnie dlatego w różnych chwilach słabości, szedłem do niego.
Drzwi były jak zwykle otwarte. Pchnąłem je, wchodząc pewnie do środka. Jednak do moich uszu dobiegły dziwne dźwięki. Zmarszczyłem brwi. Jęki? Ruszyłem głębiej. Nie powinienem, ale... Kiedy tylko zatrzymałem się w przejściu do salonu, ujrzałem mojego przyjaciela, który ruchał Sue. Dziewczyna wyglądała na zachwyconą. Leżała na stole, unosząc rozciągnięte szeroko nogi. Uśmiechała się szeroko, zagryzając mocno wargę. Słyszałem jak klnie i jęczy. Jak domaga się więcej. Nie używali gumki. Widziałem to. Jego przyrodzenie poruszało się w niej energicznie. Wysuwał się dosyć daleko.
Zacisnąłem pięści, czując jak uderzają moje uda. To był... Bolesny widok. Wiedziałem jaka jest Sue. Wiedziałem też, że się przyjaźnimy, ale... Dlaczego? Dziewczyna musiała dostać orgazm, bo krzyknęła bardzo głośno, a jej ciało wygięło się mocno. Wycofałem się, bo nic innego mi nie zostało.
***
— Oliver? Znów mnie nie słuchasz?
— Hę? — uniosłem głowę, orientując się, że Amelie posyła mi gniewne spojrzenie. Była moją dziewczyną. Spotykaliśmy się u siebie, więc chyba powinienem bardziej się skupiać. Byłem ciągle rozproszony. Musiałem się otrząsnąć.
— O czym tak myślisz? — spytała. Podeszła do mnie, zatrzymując się blisko. Mój wzrok przesunął się po jej prześwitujących sutkach. Zachichotała. — W końcu zauważyłeś... Jesteś tak mało bystry! — powiedziała. Ściągnęła przez głowę koszulę, a wtedy moje oczy otworzyły się szeroko. Byłem zaskoczony. My z Amelie nigdy...
— Napaliłeś mnie — szepnęła, po czym uniosła spódniczkę i pokazując mi skąpe stringi. Pociągnęła je w górę, wydając z siebie cichy jęk, kiedy tylko zaczęły wrzynać się w jej cipeczkę. Poruszyła palcem po materiale, jęcząc cicho. Jej sutki... Stwardniały i stanęły. Naprawdę się podnieciła? Odrzuciła do tyłu blond włosy. Miała naprawdę niezłe ciało... Była wysoka i szczupła, no i miała spore piersi... Od razu przed moimi oczami pojawił się obraz Sue. Dlaczego o niej myślałem? Była moją przyjaciółką, jednak widziałem ją nago wiele razu... Musiałem oczyścić swój umysł! To Amelie była moją dziewczyną!
Sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nasze wargi złączyły się w chaotycznym pocałunku. Lubiłem Amelie... To znaczy, kochałem ją Dlaczego byłem taki oszołomiony? Przewróciłem ją na łóżko. Była trochę zagubiona. Sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
— Oliver... — sapnęła. Zdezorientowany spojrzałem na nią pod sobą. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Ścisnąłem jej pierś. Zrobiłem to nieświadomie. Zabolało? Sue nigdy się nie skarżyła... Znowu to robiłem! Myślałem o Sue! Otrząsnąłem się prędko.
— Przepraszam... — westchnąłem. Przeze mnie zepsułem tą chwilę. Daliśmy się ponieść emocjom i teraz nie wiedziałem co robić. Kontynuować czy może przerwać? To nie miało sensu... Amelie dźwignęła się do siadu, zakrywając się rękoma. Powinienem ją przeprosić. Przetarłem powieki. — Ja...
— Nie chcesz... — zauważyła.
— To nie tak... Trochę mnie zaskoczyłaś i... — urwałem. To nie tak, że nie byłem chętny. Byłem po prostu zagubiony.
— Jasne — prychnęła. Odepchnęła mnie, podnosząc się. Założyła koszulkę, odwracając się do mnie tyłem. Obraziła się? Co miałem teraz zrobić? Może po prostu nie pasowaliśmy do siebie? Może nie było między nami tego czegoś? Opadłem ciężko na materac, wpatrując się w sufit. Zamknąłem oczy.
*
— Jesteś wyciszony? O co chodzi? Nigdy taki nie byłeś — powiedział Erik. Uniosłem wzrok. Dlaczego mi nie powiedział? O tym, że on i Sue... Że są razem. Nie... Musiałem się ogarnąć. Uważał ją za przyjaciółkę, tak samo jak ja. To, że się przespali nic nie znaczyło. Byłem po prostu trochę zazdrosny, to wszystko.
— Gdzie jest Sue? — zmieniłem temat. Erik pewnie wiedział więcej ode mnie. Zacisnęłam mocno pięści, wciskając je mocno w kieszenie spodni. Musiałem się ogarnąć.
— Powinna tu być. Nigdy się nie spóźniała — zauważył, rozglądając się uważnie. Przychodziliśmy za rosnące gęsto wierzby. Było to nasze tajne miejsce spotkań. Właśnie tutaj poznaliśmy się z Sue... Uśmiechnąłem się lekko. Pamiętałem ten dzień jakby to było dziś.
Dziewczyna była taka zagubiona, ale zbuntowana. Uciekła z przedziału i schowała się tutaj. To ja pierwszy ją znalazłem. Odgarnąłem gałęzie wierzby, zaglądając do środka, a wtedy ujrzałem ją. Siedziała na ziemi, zdezorientowana moim widokiem. To ze mną przeżyła pierwszy pocałunek. Ze mną straciła też dziewictwo...
— Hej! Już jestem! — usłyszeliśmy. Odwróciłem się przez ramię, widząc jak biegnie w naszą stronę. Odetchnąłem z ulgi. A już się bałem, że została złapana przez jakiegoś strażnika. Musiała nas tak straszyć? Nigdy dotąd się nie spóźniała! Uśmiechnęła się szeroko, na co spuściłem wzrok.
*
Odgarnąłem gałęzie wierzby, wchodząc do środka, kiedy nagle do moich uszu dobiegł odgłos mokrych pocałunków. Erik i Sue! Całowali się! Na mój widok przestali. Dziewczyna zachichotała. Nie wyglądała na speszoną.
— Wszedłem w złym momencie... — wydukałem.
— Nie... — zapewnił Erik. Jego wzrok... O co chodziło? Ruszył do mnie, łapiąc mnie za ramię. — Chodź, Oliver... Musimy pogadać — dodał, ciągnąc mnie za sobą. Byłem zdezorientowany. Odeszliśmy niewielki kawałek. Dopiero wtedy mnie puścił i głośno westchnął. Skrzyżował ramiona na piersi, spuszczając lekko głowę.
— Hej... O co chodzi? — spytałem.
— O Sue — odparł. Sue? Niczego nie rozumiałem. — Ja... My... Jesteśmy ze sobą — oznajmił.
— Co? Erik, nie żartuj...
— Nie żartuję, Oliver... Kocham ją! Wiem, że tak nie można, ale... Mnie to nie obchodzi. Będziemy się ukrywać. Mówię ci to, bo jesteś moim przyjacielem. Pomóż nam — polecił. Poczułem silny ucisk w piersi. On i Sue... To niemożliwe... Chodziło im o seks? W takim razie, dlaczego... Dlaczego mi mówił takie rzeczy?
— To niebezpieczne — oznajmiłem zgodnie z prawdą. — Wiesz, że kontakt z ludźmi z innego przedziału jest karany... Ruchanie dziewczyn tym bardziej!
— Ej, wyluzuj... Nie obchodzi mnie, że ma inny kolor oczu — odparł. To było głupie i lekkomyślne!
— To nie ma sensu, Erik... Nie będziecie nigdy razem. Nie zamieszkacie ze sobą, nie założycie rodziny... Nie możecie być razem. Prawo tego zabrania...
— Prawo? — prychnął. — Łamiemy je na każdym kroku, nie zauważyłeś? Przyjaźniąc się z Sue, właśnie to robisz. Chcę ją chronić, dlatego proszę, pomóż. Jesteś jedyną osobą, której bym ją powierzył, gdyby mi coś się stało — oznajmił, kładąc dłoń na moim ramieniu. Dostałem dreszczy. Dlaczego tak mówił?
— Nic ci się nie stanie... Nie gadaj głupot — odparłem. Uśmiechnął się.
— Dzięki, Oliver — powiedział.
— Sue, jesteś pijana. Powinniśmy już iść — oznajmił, po czym złapał mnie pod rękę i wyprowadził z klubu. Dopiero kiedy wyszliśmy na zewnątrz, poczułam jak robi mi się niedobrze. Pochyliłam się, wymiotując na trawę. Cicho zakasłałam, prostując się. Od razu zrobiło mi się lepiej. Uśmiechnęłam się szeroko do Olivera, co w ogóle nie odwzajemnił. Był gburem, który nie potrafi wyluzować. Nie rozumiałam dlaczego akurat dzisiaj nie ma humoru.
— Oliver... — jęknęłam.
— Zawiozę cię do domu — westchnął. Siłą wpakował mnie do samochodu. Nie miałam ochoty nigdzie jechać. Chciałam tu zostać! On jednak był silniejszy. Przypiął mnie pasami. Był wyjątkowo milczący albo to ja nagle się rozgadałam.
Byłam zmęczona, ale nie chciałam spać. Może się na mnie obraził?
— Oliver, nie bądź taki — westchnęłam, bawiąc się rękawem jego koszuli. Ujęłam jego dłoń, kiedy ta spoczęła na skrzyni biegu. Zerknął na mnie, spinając się. Chodziło o mnie? Był może na mnie zły? Nie zrobiłam niczego, co wyjaśniałoby jego zachowanie. Pochyliłam się w jego stronę, chcąc go pocałować. Uchylił się. Ale był uparty! Nie odpuściłam. Ujęłam jego policzki, dosięgając jego ust. Zjechał na pobocze i zaciągnął mocno ręczny. Odwrócił się do mnie, a wtedy zaczęliśmy się namiętnie całować. Odpięłam pasy, przechodząc nad skrzynią biegów. Byłam spragniona. Usiadłam mu na kolanach, czując jak nasze języki poruszają się we wnętrzu naszych ust. Byłam głośno i zdawałam sobie z tego sprawę. Nie chciałam niczego w sobie dusić.
Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę na plecach. Czułam rosnące podniecenie. Zdjęłam majtki, zsuwając je spod spódniczki. Już były mokre. Oliver złapał mnie za pośladki i ścisnął je, nie przerywając pocałunku, aż jęknęłam mu w usta. Uśmiechnęłam się jednak. Ja sama rozsunęłam jego spodnie, wsuwając bez żadnego skrępowania dłoń w jego bieliznę. Sapnął, ściskając mnie mocniej. Zaczęłam poruszać energicznie dłonią, czując jak jego penis twardnieje mi w ręku. Na samą myśl, że miał znaleźć się we mnie dostawałam mocnych dreszczy.
Oliver rozpiął mi stanik i ściągnął mi go pod bluzką. Uniósł ją, po czym zaczął całować mój dekolt. Docisnęłam do siebie jego głowę, zagryzając wargi. Nie chciałam, by przerywał. Uniosłam się lekko na nogach, poruszając dłonią po jego przyrodzeniu, a drugą masując się energicznie pod spódniczką. Usłyszałam jak otwiera schowek od strony pasażera. Prezerwatywa. Wyciągnął ją. Nie mogłam dłużej czekać, otworzyłam drzwi, wychodząc na zewnątrz. Rozebrałam się do naga, wrzucając ubranie do środka samochodu. Było mi trochę chłodno, ale w ogóle na to nie zważałam. Oliver też się rozebrał i do mnie dołączył. Złapał mnie mocno i popchnął na maskę. Jęknęłam, czując jak przyciska moje twarde sutki do zimnego samochodu. Wypięłam się jednak, zagryzając wargę. Po chwili czułam go w sobie głęboko. Poruszał się szybko i mocno, aż krzyczałam za każdym jego pchnięciem. Było mi cudnie! Nie dbałam o to, gdzie się znajdujemy i że jeśli ktokolwiek by nas tu zobaczył, mielibyśmy poważne kłopoty.
Moje palce zacisnęły się mocno na masce. Otworzyłam usta, jęcząc głośno. Oliver docisnął się do mnie. Cała dygotałam, czując jak jest mi nagle gorąco.
— To było boskie — wysapałam. Złapał swój penis i jeszcze go we mnie mocno docisnął. Pisnęłam, na co się zaśmiał. — Nie! Chuju! — zawyłam przez łzy. Mógł sobie darować tą złośliwość. Wycofał się, a wtedy podniosłam się z maski. Cała dygotałam, nie wiem czy od orgazmu czy z zimna. Może z tego i tego. Chciałam coś powiedzieć, ale wszystkie słowa w mojej głowie złączyły się w jeden wielki bełkot. Zatoczyłam się, czując jak mnie łapie. Strasznie bolała mnie głowa...
*
Obudziłam się na fotelu w samochodzie. Nie pamiętałam gdzie się znajduję. Chyba byłam pijana. Dotknęłam czoła, rozglądając się uważnie. Oliver spał za kierownicą. Dotknęłam krocze, po czy uniosłam spódniczkę. Nie miałam majtek. Mój stanik też leżał z tyłu na siedzeniu. Bzyknęliśmy się. Zaczęłam sobie przypominać pewne wydarzenia. Dotknęłam powiek, po czym zamrugałam. Soczewki...
— Sue? — usłyszałam ochrypnięty głos Olivera. Brzmiał naprawdę seksownie z rana. Z pewnością nie był wyspany. Widziałam to po jego twarzy.
— Och... Musieliśmy zatrzymać się w nocy — zauważyłam, orientując się, że stoimy na poboczu. — Oliver? Jesteś na mnie zły?
— Byłaś pijana — odparł, kładąc dłonie na kierownicy. Zacisnął na niej palce, nawet na mnie nie patrząc.
— Wszystko pamiętam. Gniewasz się? Chodzi o to, że się przespaliśmy? Pamiętam wydarzenia z nocy. To jak mnie posuwałeś. Było mi dobrze, tobie też...
— Nie powinniśmy... — westchnął ciężko. Wywróciłam oczami. Nie rozumiałam go czasami. Dlaczego miał jakieś dziwne poczucia winy? Złapałam go za ramię, na co na mnie spojrzał.
— To był tylko seks, daj spokój — powiedziałam. Westchnął cicho.
— Taa — mruknął. Odpalił samochód, po czym wjechał na drogę. — Wracajmy — polecił.
***
Co się ze mną ostatnio działo? Dlaczego byłem taki rozkojarzony? Westchnąłem głośno, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Myślałem, że chcę pobyć sam, by przemyśleć sobie pewne rzeczy, ale prawda była taka, że wcale nie chciałem być sam. Poszedłem do domu mojego najlepszego przyjaciela. Erik i ja znaliśmy się od dziecka. Był dla mnie jak brat. Właśnie dlatego w różnych chwilach słabości, szedłem do niego.
Drzwi były jak zwykle otwarte. Pchnąłem je, wchodząc pewnie do środka. Jednak do moich uszu dobiegły dziwne dźwięki. Zmarszczyłem brwi. Jęki? Ruszyłem głębiej. Nie powinienem, ale... Kiedy tylko zatrzymałem się w przejściu do salonu, ujrzałem mojego przyjaciela, który ruchał Sue. Dziewczyna wyglądała na zachwyconą. Leżała na stole, unosząc rozciągnięte szeroko nogi. Uśmiechała się szeroko, zagryzając mocno wargę. Słyszałem jak klnie i jęczy. Jak domaga się więcej. Nie używali gumki. Widziałem to. Jego przyrodzenie poruszało się w niej energicznie. Wysuwał się dosyć daleko.
Zacisnąłem pięści, czując jak uderzają moje uda. To był... Bolesny widok. Wiedziałem jaka jest Sue. Wiedziałem też, że się przyjaźnimy, ale... Dlaczego? Dziewczyna musiała dostać orgazm, bo krzyknęła bardzo głośno, a jej ciało wygięło się mocno. Wycofałem się, bo nic innego mi nie zostało.
***
— Oliver? Znów mnie nie słuchasz?
— Hę? — uniosłem głowę, orientując się, że Amelie posyła mi gniewne spojrzenie. Była moją dziewczyną. Spotykaliśmy się u siebie, więc chyba powinienem bardziej się skupiać. Byłem ciągle rozproszony. Musiałem się otrząsnąć.
— O czym tak myślisz? — spytała. Podeszła do mnie, zatrzymując się blisko. Mój wzrok przesunął się po jej prześwitujących sutkach. Zachichotała. — W końcu zauważyłeś... Jesteś tak mało bystry! — powiedziała. Ściągnęła przez głowę koszulę, a wtedy moje oczy otworzyły się szeroko. Byłem zaskoczony. My z Amelie nigdy...
— Napaliłeś mnie — szepnęła, po czym uniosła spódniczkę i pokazując mi skąpe stringi. Pociągnęła je w górę, wydając z siebie cichy jęk, kiedy tylko zaczęły wrzynać się w jej cipeczkę. Poruszyła palcem po materiale, jęcząc cicho. Jej sutki... Stwardniały i stanęły. Naprawdę się podnieciła? Odrzuciła do tyłu blond włosy. Miała naprawdę niezłe ciało... Była wysoka i szczupła, no i miała spore piersi... Od razu przed moimi oczami pojawił się obraz Sue. Dlaczego o niej myślałem? Była moją przyjaciółką, jednak widziałem ją nago wiele razu... Musiałem oczyścić swój umysł! To Amelie była moją dziewczyną!
Sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nasze wargi złączyły się w chaotycznym pocałunku. Lubiłem Amelie... To znaczy, kochałem ją Dlaczego byłem taki oszołomiony? Przewróciłem ją na łóżko. Była trochę zagubiona. Sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
— Oliver... — sapnęła. Zdezorientowany spojrzałem na nią pod sobą. Na jej twarzy pojawił się grymas bólu. Ścisnąłem jej pierś. Zrobiłem to nieświadomie. Zabolało? Sue nigdy się nie skarżyła... Znowu to robiłem! Myślałem o Sue! Otrząsnąłem się prędko.
— Przepraszam... — westchnąłem. Przeze mnie zepsułem tą chwilę. Daliśmy się ponieść emocjom i teraz nie wiedziałem co robić. Kontynuować czy może przerwać? To nie miało sensu... Amelie dźwignęła się do siadu, zakrywając się rękoma. Powinienem ją przeprosić. Przetarłem powieki. — Ja...
— Nie chcesz... — zauważyła.
— To nie tak... Trochę mnie zaskoczyłaś i... — urwałem. To nie tak, że nie byłem chętny. Byłem po prostu zagubiony.
— Jasne — prychnęła. Odepchnęła mnie, podnosząc się. Założyła koszulkę, odwracając się do mnie tyłem. Obraziła się? Co miałem teraz zrobić? Może po prostu nie pasowaliśmy do siebie? Może nie było między nami tego czegoś? Opadłem ciężko na materac, wpatrując się w sufit. Zamknąłem oczy.
*
— Jesteś wyciszony? O co chodzi? Nigdy taki nie byłeś — powiedział Erik. Uniosłem wzrok. Dlaczego mi nie powiedział? O tym, że on i Sue... Że są razem. Nie... Musiałem się ogarnąć. Uważał ją za przyjaciółkę, tak samo jak ja. To, że się przespali nic nie znaczyło. Byłem po prostu trochę zazdrosny, to wszystko.
— Gdzie jest Sue? — zmieniłem temat. Erik pewnie wiedział więcej ode mnie. Zacisnęłam mocno pięści, wciskając je mocno w kieszenie spodni. Musiałem się ogarnąć.
— Powinna tu być. Nigdy się nie spóźniała — zauważył, rozglądając się uważnie. Przychodziliśmy za rosnące gęsto wierzby. Było to nasze tajne miejsce spotkań. Właśnie tutaj poznaliśmy się z Sue... Uśmiechnąłem się lekko. Pamiętałem ten dzień jakby to było dziś.
Dziewczyna była taka zagubiona, ale zbuntowana. Uciekła z przedziału i schowała się tutaj. To ja pierwszy ją znalazłem. Odgarnąłem gałęzie wierzby, zaglądając do środka, a wtedy ujrzałem ją. Siedziała na ziemi, zdezorientowana moim widokiem. To ze mną przeżyła pierwszy pocałunek. Ze mną straciła też dziewictwo...
— Hej! Już jestem! — usłyszeliśmy. Odwróciłem się przez ramię, widząc jak biegnie w naszą stronę. Odetchnąłem z ulgi. A już się bałem, że została złapana przez jakiegoś strażnika. Musiała nas tak straszyć? Nigdy dotąd się nie spóźniała! Uśmiechnęła się szeroko, na co spuściłem wzrok.
*
Odgarnąłem gałęzie wierzby, wchodząc do środka, kiedy nagle do moich uszu dobiegł odgłos mokrych pocałunków. Erik i Sue! Całowali się! Na mój widok przestali. Dziewczyna zachichotała. Nie wyglądała na speszoną.
— Wszedłem w złym momencie... — wydukałem.
— Nie... — zapewnił Erik. Jego wzrok... O co chodziło? Ruszył do mnie, łapiąc mnie za ramię. — Chodź, Oliver... Musimy pogadać — dodał, ciągnąc mnie za sobą. Byłem zdezorientowany. Odeszliśmy niewielki kawałek. Dopiero wtedy mnie puścił i głośno westchnął. Skrzyżował ramiona na piersi, spuszczając lekko głowę.
— Hej... O co chodzi? — spytałem.
— O Sue — odparł. Sue? Niczego nie rozumiałem. — Ja... My... Jesteśmy ze sobą — oznajmił.
— Co? Erik, nie żartuj...
— Nie żartuję, Oliver... Kocham ją! Wiem, że tak nie można, ale... Mnie to nie obchodzi. Będziemy się ukrywać. Mówię ci to, bo jesteś moim przyjacielem. Pomóż nam — polecił. Poczułem silny ucisk w piersi. On i Sue... To niemożliwe... Chodziło im o seks? W takim razie, dlaczego... Dlaczego mi mówił takie rzeczy?
— To niebezpieczne — oznajmiłem zgodnie z prawdą. — Wiesz, że kontakt z ludźmi z innego przedziału jest karany... Ruchanie dziewczyn tym bardziej!
— Ej, wyluzuj... Nie obchodzi mnie, że ma inny kolor oczu — odparł. To było głupie i lekkomyślne!
— To nie ma sensu, Erik... Nie będziecie nigdy razem. Nie zamieszkacie ze sobą, nie założycie rodziny... Nie możecie być razem. Prawo tego zabrania...
— Prawo? — prychnął. — Łamiemy je na każdym kroku, nie zauważyłeś? Przyjaźniąc się z Sue, właśnie to robisz. Chcę ją chronić, dlatego proszę, pomóż. Jesteś jedyną osobą, której bym ją powierzył, gdyby mi coś się stało — oznajmił, kładąc dłoń na moim ramieniu. Dostałem dreszczy. Dlaczego tak mówił?
— Nic ci się nie stanie... Nie gadaj głupot — odparłem. Uśmiechnął się.
— Dzięki, Oliver — powiedział.
niedziela, 31 marca 2019
random
Nie chciałam tu dłużej być. Sorean działał mi na nerwy, na dodatek musiałam udawać kogoś, kim w ogóle nie byłam. Nie potrafiłam tak dłużej. To mnie męczyło! Te wszystkie sukienki, przyjęcia, uprzejmości! Myślałam, że zwariuję... Jedyną szansą była ucieczką. Zaliczała się do naprawdę głupich pomysłów, ale nie miałam wyboru. Amelie wcale nie chciała dla mnie dobrze. Myślała tylko o sobie!
Nie mogłam zdradzić swoich planów. I tak podejrzewałam, że czeka mnie niepowodzenie. Ale... Chciałam tylko pożegnać się z Remym. Na początku źle go oceniłam. Wydawał się być dupkiem, a tak naprawdę czułam, że stał się moim przyjacielem. Tylko mu mogłam ufać. Zasługiwał na prawdę. Ucieknę w nocy, kiedy wszyscy będą spać.
Byłam zmęczona i zirytowana. Miałam dosyć tych głupich kiecek! Chwyciłam buty za obcasy, wchodząc na boso po schodach. Na szczęście Sorean nie odprowadzał mnie do pokoju. Musiałam wykorzystać późną porę do ucieczki. Mimo wszystko zamiast skierować się do swojego pokoju, ruszyłam dalej. Najpierw sprawa z Jeremym.
Nacisnęłam klamkę, otwierając powoli drzwi. Czy powinnam zapukać? Zacisnęłam wargi, zaglądając do środka. Sama nie wiem czego się spodziewałam. Weszłam dalej, zamykając za sobą ostrożnie drzwi, by nie robić hałasu.
— Lily? Co tu robisz? — wzdrygnęłam się, słysząc za sobą głos Jeremiego. Odwróciłam się prędko, puszczając buty.
— Ja...
— Pomyliłaś pokoje? — spytał, krzyżując ramiona na piersi. Chciałam skłamać i powiedzieć, że po prostu się zgubiłam, co zdarzało mi się dosyć często, ale czy to miałoby jakikolwiek sens? Miałam stchórzyć? Świadomość, że miałam odejść bez pożegnania była zbyt przygnębiająca. Westchnęłam ciężko.
— Myślę, że po prostu chciałam się z tobą zobaczyć — wyznałam. Zmarszczył brwi. Sama byłam zaskoczona swoimi słowami. No bo dotychczas traktowałam go bardziej ozięble. — No i... Chciałam się pożegnać — dodałam.
— Chodzi ci o dobranoc? — spytał, po czym uśmiechnął się szeroko. — Hej, jak śnią ci się koszmary, możesz zawsze zostać na noc u mnie — powiedział. Ale ja w tej chwili nie żartowałam.
— Nie przyszłam życzyć ci kolorowych snów. Odchodzę — oznajmiłam, unosząc wzrok. Wyraz jego twarzy całkowicie się zmienił. Zrobił krok w moją stronę.
— Nie możesz... To lekkomyślne i głupie! — zauważył. Zacisnęłam mocno wargi.
— Myślę, że taka właśnie jestem. Lekkomyślna i głupia — westchnęłam. Poczułam nagle jak chwyta mocno moją rękę. Zadrżałam, nie wiedząc co powiedzieć.
— Nie. Nie pozwolę ci. Nie dasz rady stąd uciec. Zostań tu. Jesteś bezpieczna — zapewnił, na co pokręciłam przecząco głową.
— Nigdy nie będę tu bezpieczna! Sam mi to mówiłeś! Mam się poddać? Być kukiełką w rękach Amelie? Tego chcesz? Bym była niewolnikiem? — jęknęłam. Jeremy westchnął ciężko. Wyprostował się, krzyżując ramiona na piersi.
— Zostań.
— Nie mogę — powtórzyłam. Dlaczego był taki uparty! — Nie pasuję tutaj... Dobrze o tym wiesz. Nic mnie tu z resztą nie trzyma... — dodałam. Oparł rękę o ścianę przy mojej głowie. Poczułam się tak dziwnie. Przytłoczył mnie jego wzrost i nagła bliskość.
— Nie rozumiesz — westchnął, spuszczając wzrok. — Zostań tu. Ze mną — szepnął. Kiedy nasze spojrzenie się przecięło, dostałam ciarek. Co miał przez to na myśli? Poczułam jak jego palce wsuwają się w moje włosy. Zaczesał mi kosmyk za ucho, schylając się. Wstrzymałam powietrze, zamierając w bezruchu, kiedy tylko jego wargi dotknęły moich. Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam o co chodzi. Czy on mnie... Całował?! Nie wiedziałam co się dzieje. Mimo wszystko niepewnie ułożyłam dłonie na jego piersi. To był jakby dla niego sygnał. Ujął śmielej moją twarz, wydając z siebie ciche westchnienie. Pogłębił pocałunek. Boże! Jeremy mnie całował! Nasz wcześniejszy pocałunek było to jakieś dwa na dziesięć. Bez szału. Ale teraz? Moja ocena wykraczała poza noty. Nie byłam może mistrzynią pocałunków, ale ten był naprawdę wyjątkowy. Nie był zachłanny, a jednak dominował nade mną.
W końcu nasze wargi rozłączyły się z cichym cmoknięciem. Spowodowało to rumieńce na mojej twarzy. Myślałam, że to będzie koniec. Że może to jest pożegnanie. Ale... Myliłam się. Jeremy złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Stanęłam na palcach, bo zmusił mnie tym. Tym razem pocałunek był długi i leniwy. Nie poruszał wargami, ani go nie przerywał. Całkowicie odwrócił nim uwagę od tego co robił... Nawet nie spostrzegłam jak rozsunął mi sukienkę, którą powoli zsunął z moich ramion. Zorientowałam się dopiero po czasie, kiedy leżała przy moich kostkach.
Prędko zasłoniłam piersi, dygocząc. Nie wiedziałam co się dzieje, ani co strzeliło mu do głowy! Przyciągnął mnie do siebie, a po chwili delikatnie popchnął na łóżko. Opadłam na nie pod jego ciężarem. Byłam naga! Co on sobie myślał! Niech tylko ruszy moje włosy i odgarnie je z mojej piersi, a pożałuje! Zasłaniałam się szczelnie rękoma, ale to nie dawało mu poczucia komfortu. Mimo wszystko to był inny rodzaj strachu... Bo gdy Soren był blisko mnie, czułam przerażenie. Teraz towarzyszył mi po prostu stres.
Jeremy pochylił się. Moje wargi same wygięły się na kształt pocałunku. Złączyły się z jego. Czy ja byłam głupia?! Co się ze mną działo? Ściągnął koszulkę przez głowę, przerywając na chwilę. Po chwili leżał między moimi nogami, trzymając dłonie na moich policzkach.
Miał spodnie, a ja miałam majtki, więc nie powinnam panikować... Więc jaki to miało w ogóle sens?! Uniosłam powieki, a wtedy zorientowałam się, że przesuwa między nami dłonią. Jego dotyk był bardzo subtelny. Przesunął palcami po moim brzuchu, a potem złapał swój pasek. Odpiął go. Odpiął go! Byłam zdezorientowana. Powinnam może skupić się na pocałunku, ale ja tylko gapiłam się jak rozsuwa spodnie.
Jego palce wsunęły się pod moje majtki. Pociągnął je w dół, aż złapałam go mocno za ramiona.
— B-boję się... — wydukałam. Uśmiechnął się. Nie był to jednak drwiący uśmiech. Ten był całkiem... Czuły?
— Nie jest taki straszny — odparł. Moją twarz pokryła purpura.
— Ja wcale nie... Ja nie...! — jęknęłam zawstydzona. — Wiem jak wygląda męskie...
Uciszył mnie pocałunkiem. Rozluźniłam się na moment, zapominając o tym, że byliśmy o krok od... Zrobienia tego! Zapomniałam o tym, że jestem naga... No i że on też jest nagi... Gdzie podziały się moje majtki!? Zniknęły! Kiedy spojrzałam na jego krocze, szybko odwróciłam wzrok. Mieszkałam z bratem, więc widok penisa nie wzbudzał u mnie żadnych emocji, ale... Penis Jeremiego był jakimś dziwnym wyjątkiem. Czy on właśnie... Podniecił się... Mną?
Wydałam z siebie zduszony jęk, bo musnął mnie swoim przyrodzeniem. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Mimo wszystko pozwoliłam mu na to. Zacisnęłam mocno powieki, zakrywając usta dłonią. Zrobił to! Zacisnął palce na moich udach, dopasowując się we mnie. Czy ja... Straciłam dziewictwo? Tak po prostu?
Zabrał dłoń z moich ust, na co jęknęłam, bo trudno było mi być cicho. Docisnął jednak wargi na miejsce mojej ręki. Dotknęłam jego policzki, by trzymać coś i być zajęta. Był tak blisko... Wgniatał mnie w łóżko, poruszał biodrami między moimi nogami... To był... Jego pierwszy raz, prawda? Ile czasu to będzie trwać? Jak bardzo nieudany będzie to seks? Moje wargi zaczęły powoli drętwieć. Zmęczyłam się całowaniem. Dotknął swoim czołem moje, ale wstydziłam się na niego patrzeć. Po prostu zacisnęłam mocno powieki, czując jak splata ze mną palce. Byłam zażenowana każdym dźwiękiem, który z siebie wydałam. Byłam naprawdę cicho, ale te sapnięcia były zawstydzające!
Emocje powoli zaczęły puszczać. Chyba podniecenie odebrało mi całkowicie rozum. Zaczęło do mnie docierać to co się dzieje. Ja i Jeremy... W jego łóżku... My... Jak do tego doszło?
Jęknęłam cicho, uderzając w jego ramiona z pomrukiem. Objął mnie, wydając z siebie podobny dźwięk. Co się ze mną działo? Dlaczego moje brwi były zmarszczone? Co łzy robiły w kącikach moich oczu? Poruszyłam nerwowo nogami, czując jak mnie przygniata i przytrzymuje. Zgniótł mnie aż mi odebrało dech. Dopiero teraz dotarło do mnie, że dostałam orgazm. Rozdygotana, nie potrafiłam złapać tchu, na dodatek zaczęłam ryczeć. To chyba było spowodowane emocjami i ich rozładowaniem. Byłam spocona i cała się trzęsłam... Chciałam już się spod niego wydostać... Miałam uciec! Wszystko zrujnował!
Jeremy wsunął dłoń między nasze ciała. Byłam zawstydzona, kiedy wyciągnął z mojej waginy swoje przyrodzenie. Co teraz? Co miałam zrobić? Okej, na chwilę naprawdę odpłynęłam i było mi nawet dobrze, ale teraz?! Kiedy emocje opadły, czułam się okropnie.
Jeremy jednak nie pozwolił mi wstać, ani nawet się odezwać. Dźwignął się ze mnie, po czym zgarnął mnie w objęcie, naciągając na mnie kołdrę. Serce mi dudniło jak szalone. Nic nie byłam w stanie z siebie wydusić. Musiałam odpocząć...
***
Cholera, usnęłam! Usnęłam po seksie z Jeremim! W jego pokoju! Jak to możliwe! Miałam uciec i naprawdę wszystko sobie zaplanowałam, ale... Ale byłam głupia! Kiedy moje powieki otworzyły się leniwie, był ranek. Musiałam stąd wiać! Jeśli Amelie zacznie mnie szukać?! To pół biedy, ale z pewnością nie będzie zachwycona faktem, że leżę naga w łóżku jego syna... Zabiłaby mnie... Byłabym martwa!
Jeremiego przy mnie nie było, ale na łóżku obok mnie pozostał po nim widoczny ślad. Dotknęłam wgniecenia. Kiedy wstał? Gdzie poszedł? Nie miałam czasu. Szybko dźwignęłam się, trzepiąc pościelą. Gdzie moje majtki! Gdzie moje ubranie! Na ziemi za łóżkiem leżała koszulą w kratkę, więc prędko ją na siebie zarzuciłam, naciągając za długie rękawy na dłonie. Była za duża, ale to nawet lepiej. Mogłam w niej utonąć i się zakryć.
Miałam zamiar dostać się niepostrzeżeniem do swojego pokoju, ale w tej samej chwili drzwi otworzyły się, aż zamarłam. Odwróciłam się prędko, czując strach, ale i ulgę. To był tylko Jeremy. Chociaż... Sama nie wiem czy tak cieszyłam się na jego widok. Po tym co między nami się wydarzyło, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Zaczerwieniłam się na samo wspomnienie tej chwili.
— Ja... Muszę iść... — wydukałam, zaciskając palce na guzikach koszuli. Schylił się, zaczesując mi kosmyk włosów za ucho. Odwróciłam speszona wzrok. Pogrywał sobie ze mną? Traktował jak zabawkę? — Zostaw... — jęknęłam, zaciskając wargi.
— Lily?
— Nie musisz dłużej udawać... Wiem... Wiem o co ci chodziło. Byłam głupia. To co się wydarzyło to pomyłka...
— Co? Dlaczego tak twierdzisz? — spytał zaskoczony. Wywróciłam oczami.
— Myślisz, że jestem głupia!? Gdybyś widział prawdziwą mnie, nie zrobiłbyś tego!
— Prawdziwą ciebie? — powtórzył. Po chwili westchnął i założył ramiona na piersi. — Lily w sukience jest nieprawdziwa, a łobuziara już jest? — spytał.
— Tak! Dokładnie! Spójrz na mnie! Gdybym przyszła do ciebie ubrana tak jak teraz, nie zrobiłbyś tego! — rzuciłam gniewnie i z żalem. Jego brwi uniosły się.
— Och, założysz się? Tak się składa, że łobuziara działa na mnie jeszcze bardziej — odparł. On... Flirtował ze mną? W takim razie było to słabe! Zacisnęłam mocno pięści.
— Jesteś nienormalny? Ty... Bzyknąłeś mnie!
— Tak, wiem o tym — wzruszył ramionami.
— Och, kretyn! — jęknęłam. Złapałam się za głowę. To wydarzyło się naprawdę. Byłam głupia! To moja wina!
— Lily, uspokój się.
— O nie... Jeśli... Jared? Wiedziałam! Wiedziałam od początku! To ty Jared! — jęknęłam ze łzami w oczach. Ja tylko udawałam, że ich rozpoznawałam... Tak naprawdę to... Przecież... Przecież nigdy bym ich nie pomyliła! Czy mi odbijało?!
Poczułam jak Jeremy chwyta moje dłonie. Uniosłam wzrok, oddychając głęboko, by się uspokoić. Chciałam coś powiedzieć, ale... Nie byłam w stanie. Po prostu gapiłam się na niego. Kąciki jego ust uniosły się lekko.
— Miałem powiedzieć ci to wcześniej, ale tak długo spałaś — westchnął, co mnie zawstydziło. Jego wargi musnęły krótko moje. Nie pozwoliłam mu dojść do słowa. Zakryłam jego usta dłonią, czując jak łzy cisną mi się do oczu. Za bardzo się tego bałam. Nie chciałam nic od niego słyszeć. Pokręciłam przecząco głową.
— Proszę, nie — szepnęłam. Wolałam nie wiedzieć co takiego chce mi powiedzieć.
Nie mogłam zdradzić swoich planów. I tak podejrzewałam, że czeka mnie niepowodzenie. Ale... Chciałam tylko pożegnać się z Remym. Na początku źle go oceniłam. Wydawał się być dupkiem, a tak naprawdę czułam, że stał się moim przyjacielem. Tylko mu mogłam ufać. Zasługiwał na prawdę. Ucieknę w nocy, kiedy wszyscy będą spać.
Byłam zmęczona i zirytowana. Miałam dosyć tych głupich kiecek! Chwyciłam buty za obcasy, wchodząc na boso po schodach. Na szczęście Sorean nie odprowadzał mnie do pokoju. Musiałam wykorzystać późną porę do ucieczki. Mimo wszystko zamiast skierować się do swojego pokoju, ruszyłam dalej. Najpierw sprawa z Jeremym.
Nacisnęłam klamkę, otwierając powoli drzwi. Czy powinnam zapukać? Zacisnęłam wargi, zaglądając do środka. Sama nie wiem czego się spodziewałam. Weszłam dalej, zamykając za sobą ostrożnie drzwi, by nie robić hałasu.
— Lily? Co tu robisz? — wzdrygnęłam się, słysząc za sobą głos Jeremiego. Odwróciłam się prędko, puszczając buty.
— Ja...
— Pomyliłaś pokoje? — spytał, krzyżując ramiona na piersi. Chciałam skłamać i powiedzieć, że po prostu się zgubiłam, co zdarzało mi się dosyć często, ale czy to miałoby jakikolwiek sens? Miałam stchórzyć? Świadomość, że miałam odejść bez pożegnania była zbyt przygnębiająca. Westchnęłam ciężko.
— Myślę, że po prostu chciałam się z tobą zobaczyć — wyznałam. Zmarszczył brwi. Sama byłam zaskoczona swoimi słowami. No bo dotychczas traktowałam go bardziej ozięble. — No i... Chciałam się pożegnać — dodałam.
— Chodzi ci o dobranoc? — spytał, po czym uśmiechnął się szeroko. — Hej, jak śnią ci się koszmary, możesz zawsze zostać na noc u mnie — powiedział. Ale ja w tej chwili nie żartowałam.
— Nie przyszłam życzyć ci kolorowych snów. Odchodzę — oznajmiłam, unosząc wzrok. Wyraz jego twarzy całkowicie się zmienił. Zrobił krok w moją stronę.
— Nie możesz... To lekkomyślne i głupie! — zauważył. Zacisnęłam mocno wargi.
— Myślę, że taka właśnie jestem. Lekkomyślna i głupia — westchnęłam. Poczułam nagle jak chwyta mocno moją rękę. Zadrżałam, nie wiedząc co powiedzieć.
— Nie. Nie pozwolę ci. Nie dasz rady stąd uciec. Zostań tu. Jesteś bezpieczna — zapewnił, na co pokręciłam przecząco głową.
— Nigdy nie będę tu bezpieczna! Sam mi to mówiłeś! Mam się poddać? Być kukiełką w rękach Amelie? Tego chcesz? Bym była niewolnikiem? — jęknęłam. Jeremy westchnął ciężko. Wyprostował się, krzyżując ramiona na piersi.
— Zostań.
— Nie mogę — powtórzyłam. Dlaczego był taki uparty! — Nie pasuję tutaj... Dobrze o tym wiesz. Nic mnie tu z resztą nie trzyma... — dodałam. Oparł rękę o ścianę przy mojej głowie. Poczułam się tak dziwnie. Przytłoczył mnie jego wzrost i nagła bliskość.
— Nie rozumiesz — westchnął, spuszczając wzrok. — Zostań tu. Ze mną — szepnął. Kiedy nasze spojrzenie się przecięło, dostałam ciarek. Co miał przez to na myśli? Poczułam jak jego palce wsuwają się w moje włosy. Zaczesał mi kosmyk za ucho, schylając się. Wstrzymałam powietrze, zamierając w bezruchu, kiedy tylko jego wargi dotknęły moich. Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam o co chodzi. Czy on mnie... Całował?! Nie wiedziałam co się dzieje. Mimo wszystko niepewnie ułożyłam dłonie na jego piersi. To był jakby dla niego sygnał. Ujął śmielej moją twarz, wydając z siebie ciche westchnienie. Pogłębił pocałunek. Boże! Jeremy mnie całował! Nasz wcześniejszy pocałunek było to jakieś dwa na dziesięć. Bez szału. Ale teraz? Moja ocena wykraczała poza noty. Nie byłam może mistrzynią pocałunków, ale ten był naprawdę wyjątkowy. Nie był zachłanny, a jednak dominował nade mną.
W końcu nasze wargi rozłączyły się z cichym cmoknięciem. Spowodowało to rumieńce na mojej twarzy. Myślałam, że to będzie koniec. Że może to jest pożegnanie. Ale... Myliłam się. Jeremy złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Stanęłam na palcach, bo zmusił mnie tym. Tym razem pocałunek był długi i leniwy. Nie poruszał wargami, ani go nie przerywał. Całkowicie odwrócił nim uwagę od tego co robił... Nawet nie spostrzegłam jak rozsunął mi sukienkę, którą powoli zsunął z moich ramion. Zorientowałam się dopiero po czasie, kiedy leżała przy moich kostkach.
Prędko zasłoniłam piersi, dygocząc. Nie wiedziałam co się dzieje, ani co strzeliło mu do głowy! Przyciągnął mnie do siebie, a po chwili delikatnie popchnął na łóżko. Opadłam na nie pod jego ciężarem. Byłam naga! Co on sobie myślał! Niech tylko ruszy moje włosy i odgarnie je z mojej piersi, a pożałuje! Zasłaniałam się szczelnie rękoma, ale to nie dawało mu poczucia komfortu. Mimo wszystko to był inny rodzaj strachu... Bo gdy Soren był blisko mnie, czułam przerażenie. Teraz towarzyszył mi po prostu stres.
Jeremy pochylił się. Moje wargi same wygięły się na kształt pocałunku. Złączyły się z jego. Czy ja byłam głupia?! Co się ze mną działo? Ściągnął koszulkę przez głowę, przerywając na chwilę. Po chwili leżał między moimi nogami, trzymając dłonie na moich policzkach.
Miał spodnie, a ja miałam majtki, więc nie powinnam panikować... Więc jaki to miało w ogóle sens?! Uniosłam powieki, a wtedy zorientowałam się, że przesuwa między nami dłonią. Jego dotyk był bardzo subtelny. Przesunął palcami po moim brzuchu, a potem złapał swój pasek. Odpiął go. Odpiął go! Byłam zdezorientowana. Powinnam może skupić się na pocałunku, ale ja tylko gapiłam się jak rozsuwa spodnie.
Jego palce wsunęły się pod moje majtki. Pociągnął je w dół, aż złapałam go mocno za ramiona.
— B-boję się... — wydukałam. Uśmiechnął się. Nie był to jednak drwiący uśmiech. Ten był całkiem... Czuły?
— Nie jest taki straszny — odparł. Moją twarz pokryła purpura.
— Ja wcale nie... Ja nie...! — jęknęłam zawstydzona. — Wiem jak wygląda męskie...
Uciszył mnie pocałunkiem. Rozluźniłam się na moment, zapominając o tym, że byliśmy o krok od... Zrobienia tego! Zapomniałam o tym, że jestem naga... No i że on też jest nagi... Gdzie podziały się moje majtki!? Zniknęły! Kiedy spojrzałam na jego krocze, szybko odwróciłam wzrok. Mieszkałam z bratem, więc widok penisa nie wzbudzał u mnie żadnych emocji, ale... Penis Jeremiego był jakimś dziwnym wyjątkiem. Czy on właśnie... Podniecił się... Mną?
Wydałam z siebie zduszony jęk, bo musnął mnie swoim przyrodzeniem. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Mimo wszystko pozwoliłam mu na to. Zacisnęłam mocno powieki, zakrywając usta dłonią. Zrobił to! Zacisnął palce na moich udach, dopasowując się we mnie. Czy ja... Straciłam dziewictwo? Tak po prostu?
Zabrał dłoń z moich ust, na co jęknęłam, bo trudno było mi być cicho. Docisnął jednak wargi na miejsce mojej ręki. Dotknęłam jego policzki, by trzymać coś i być zajęta. Był tak blisko... Wgniatał mnie w łóżko, poruszał biodrami między moimi nogami... To był... Jego pierwszy raz, prawda? Ile czasu to będzie trwać? Jak bardzo nieudany będzie to seks? Moje wargi zaczęły powoli drętwieć. Zmęczyłam się całowaniem. Dotknął swoim czołem moje, ale wstydziłam się na niego patrzeć. Po prostu zacisnęłam mocno powieki, czując jak splata ze mną palce. Byłam zażenowana każdym dźwiękiem, który z siebie wydałam. Byłam naprawdę cicho, ale te sapnięcia były zawstydzające!
Emocje powoli zaczęły puszczać. Chyba podniecenie odebrało mi całkowicie rozum. Zaczęło do mnie docierać to co się dzieje. Ja i Jeremy... W jego łóżku... My... Jak do tego doszło?
Jęknęłam cicho, uderzając w jego ramiona z pomrukiem. Objął mnie, wydając z siebie podobny dźwięk. Co się ze mną działo? Dlaczego moje brwi były zmarszczone? Co łzy robiły w kącikach moich oczu? Poruszyłam nerwowo nogami, czując jak mnie przygniata i przytrzymuje. Zgniótł mnie aż mi odebrało dech. Dopiero teraz dotarło do mnie, że dostałam orgazm. Rozdygotana, nie potrafiłam złapać tchu, na dodatek zaczęłam ryczeć. To chyba było spowodowane emocjami i ich rozładowaniem. Byłam spocona i cała się trzęsłam... Chciałam już się spod niego wydostać... Miałam uciec! Wszystko zrujnował!
Jeremy wsunął dłoń między nasze ciała. Byłam zawstydzona, kiedy wyciągnął z mojej waginy swoje przyrodzenie. Co teraz? Co miałam zrobić? Okej, na chwilę naprawdę odpłynęłam i było mi nawet dobrze, ale teraz?! Kiedy emocje opadły, czułam się okropnie.
Jeremy jednak nie pozwolił mi wstać, ani nawet się odezwać. Dźwignął się ze mnie, po czym zgarnął mnie w objęcie, naciągając na mnie kołdrę. Serce mi dudniło jak szalone. Nic nie byłam w stanie z siebie wydusić. Musiałam odpocząć...
***
Cholera, usnęłam! Usnęłam po seksie z Jeremim! W jego pokoju! Jak to możliwe! Miałam uciec i naprawdę wszystko sobie zaplanowałam, ale... Ale byłam głupia! Kiedy moje powieki otworzyły się leniwie, był ranek. Musiałam stąd wiać! Jeśli Amelie zacznie mnie szukać?! To pół biedy, ale z pewnością nie będzie zachwycona faktem, że leżę naga w łóżku jego syna... Zabiłaby mnie... Byłabym martwa!
Jeremiego przy mnie nie było, ale na łóżku obok mnie pozostał po nim widoczny ślad. Dotknęłam wgniecenia. Kiedy wstał? Gdzie poszedł? Nie miałam czasu. Szybko dźwignęłam się, trzepiąc pościelą. Gdzie moje majtki! Gdzie moje ubranie! Na ziemi za łóżkiem leżała koszulą w kratkę, więc prędko ją na siebie zarzuciłam, naciągając za długie rękawy na dłonie. Była za duża, ale to nawet lepiej. Mogłam w niej utonąć i się zakryć.
Miałam zamiar dostać się niepostrzeżeniem do swojego pokoju, ale w tej samej chwili drzwi otworzyły się, aż zamarłam. Odwróciłam się prędko, czując strach, ale i ulgę. To był tylko Jeremy. Chociaż... Sama nie wiem czy tak cieszyłam się na jego widok. Po tym co między nami się wydarzyło, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Zaczerwieniłam się na samo wspomnienie tej chwili.
— Ja... Muszę iść... — wydukałam, zaciskając palce na guzikach koszuli. Schylił się, zaczesując mi kosmyk włosów za ucho. Odwróciłam speszona wzrok. Pogrywał sobie ze mną? Traktował jak zabawkę? — Zostaw... — jęknęłam, zaciskając wargi.
— Lily?
— Nie musisz dłużej udawać... Wiem... Wiem o co ci chodziło. Byłam głupia. To co się wydarzyło to pomyłka...
— Co? Dlaczego tak twierdzisz? — spytał zaskoczony. Wywróciłam oczami.
— Myślisz, że jestem głupia!? Gdybyś widział prawdziwą mnie, nie zrobiłbyś tego!
— Prawdziwą ciebie? — powtórzył. Po chwili westchnął i założył ramiona na piersi. — Lily w sukience jest nieprawdziwa, a łobuziara już jest? — spytał.
— Tak! Dokładnie! Spójrz na mnie! Gdybym przyszła do ciebie ubrana tak jak teraz, nie zrobiłbyś tego! — rzuciłam gniewnie i z żalem. Jego brwi uniosły się.
— Och, założysz się? Tak się składa, że łobuziara działa na mnie jeszcze bardziej — odparł. On... Flirtował ze mną? W takim razie było to słabe! Zacisnęłam mocno pięści.
— Jesteś nienormalny? Ty... Bzyknąłeś mnie!
— Tak, wiem o tym — wzruszył ramionami.
— Och, kretyn! — jęknęłam. Złapałam się za głowę. To wydarzyło się naprawdę. Byłam głupia! To moja wina!
— Lily, uspokój się.
— O nie... Jeśli... Jared? Wiedziałam! Wiedziałam od początku! To ty Jared! — jęknęłam ze łzami w oczach. Ja tylko udawałam, że ich rozpoznawałam... Tak naprawdę to... Przecież... Przecież nigdy bym ich nie pomyliła! Czy mi odbijało?!
Poczułam jak Jeremy chwyta moje dłonie. Uniosłam wzrok, oddychając głęboko, by się uspokoić. Chciałam coś powiedzieć, ale... Nie byłam w stanie. Po prostu gapiłam się na niego. Kąciki jego ust uniosły się lekko.
— Miałem powiedzieć ci to wcześniej, ale tak długo spałaś — westchnął, co mnie zawstydziło. Jego wargi musnęły krótko moje. Nie pozwoliłam mu dojść do słowa. Zakryłam jego usta dłonią, czując jak łzy cisną mi się do oczu. Za bardzo się tego bałam. Nie chciałam nic od niego słyszeć. Pokręciłam przecząco głową.
— Proszę, nie — szepnęłam. Wolałam nie wiedzieć co takiego chce mi powiedzieć.
sobota, 9 marca 2019
Random part
— Masz niczego nie ruszać i nie wychodzić z pokoju, rozumiesz? — jęknął z irytacją J.C.A. Wywróciłam oczami. Nie potrzebowałam jego łaski. Nie musiał mnie wcale trzymać w swoim domu! Nie mogłam jednak wrócić do A05. Z tego co mówił Jake, patrole skierowały się właśnie w stronę mojego przedziału. Dlatego jedyną mądrą decyzją było ukrycie się u J.C.A. Ja też nie byłam zadowolona z tego powodu. No bo dlaczego akurat on? Nie znosiliśmy się.
Potaknęłam jednak, by nie musieć go dłużej wysłuchiwać. Rozumiałam powagę sytuacji. Nie byłam przecież głupia!
— Wyglądasz tragicznie — powiedział nagle. Moje policzki pokryła purpura. Nienawiść to za mało. Między nami było coś znacznie gorszego. Nie musiał mnie obrażać! Zacisnęłam mocno pięści, czując narastający gniew.
— Jesteś strasznym dupkiem! — rzuciłam z frustracją, na co wywrócił oczami.
— Nie będę trzymał cię w pokoju w takim stanie — oznajmiła. Obejrzałam się dokładnie. Bo co? Bo zabrudzę mu pościel? Gdyby nie obrzucił mnie wcześniej błotem, nie byłoby żadnego problemu! Może i nigdy nie mieszkałam w luksusach jak on, ale byłam zawsze czysta! Myślał, że podoba mi się to jak teraz wyglądam?
— To twoja wina! — zauważyłam, mając zamiar rozpocząć kłótnie i wyrzucić mu jaki jest okropny, ale ubiegł mnie, nie pozwalając dojść do słowa.
— Wywal te ciuchy. Idź do łazienki i się ogarnij — westchnął.
— Skąd wezmę nowe, co? — spytałam, krzyżując ramiona na piersi. Moje policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej. Nie wiem jak on, ale ja nie nosiłam ze sobą zapasowych ubrań!
— Zamierzasz być wybredna, księżniczko? — odparł, a kąciki jego ust uniosły się. Rzucił coś w moją stronę. Złapałam koszulkę, rozkładając ją.
— Tylko to? — zdziwiłam się.
— Sorry, ale nie dysponuję damską bielizną.
— Dupek!
Był kretynem! Ale miał rację... Moje ubranie nadawało się do śmieci. Nie zamierzałam go jednak wyrzucać. Wypiorę je, a potem wysuszę.
J.C.A zaprowadził mnie do łazienki. Och, była wielka! Zamknęłam za sobą drzwi, upewniając się że nie otworzy ich od drugiej strony. Z ulgą pozbyłam się ubrań, rzucając je na ziemię, po czym wskoczyłam do wanny. Wody nalałam po same brzegi i przesadziłam z pianą, której wszędzie było biało. Zakrywała dokładnie moje całe ciało. Pochwyciłam ją, uśmiechając się szeroko. To był raj. Nigdy przedtem nie kąpałam się w wannie. Nigdy przedtem nie obejmowałam piany.
Nie miałam zamiaru opuszczać łazienki, ale woda zaczęła stygnąć, a moja skóra marszczyć się. To był znak. Czułam się rześko i zapomniałam nawet o dniu spędzonym w kanałach. Wytarłam dokładnie ciało, zakładając na siebie koszulkę. Była szeroka i długa, więc na szczęście nawet bez majtek, moja pupa była bezpieczna. Rozczesałam włosy, które nagle stały się o wiele miększe niż wcześniej. To zasługa drogiego szamponu, którego wylałam chyba pół butelki... Nie zamierzałam sobie odmawiać. W końcu już nie będę miała okazji wykąpać się drugi raz w takich warunkach.
Kiedy wyszłam z łazienki, ujrzałam J.C.A, który siedzi na łóżku. Odwrócił się w moją stronę. Jego brwi uniosły się wysoko.
— Ho! A więc jednak chyba jesteś dziewczyną — oznajmił. Jego złośliwość działa mi na nerwy.
— Miałeś wątpliwości?! — rzuciłam gniewnie.
— Nadal mam — odparł. Jego usta wygięły się w uśmieszku, którego tak nie znosiłam. Zacisnęłam mocno pięści.
— Jesteś głupi i ślepy!
Nie przejął się tym w ogóle, co zirytowało mnie jeszcze bardziej. Podniósł się za to, podchodząc do szafki. Wyciągnął z niej niewielkie pudełeczko, po czym stanął przede mną.
— To przecież soczewki! — zauważyłam, cofając się gwałtownie. Przecież były nielegalne! Oszalał?
— Rusz swoim malutkim móżdżkiem — polecił z westchnieniem. — To zabezpieczenie — wyjaśnił. Miał rację. Mój pobyt tu był ryzykowny. J.C.A pomógł mi je założyć. Zamrugałam, odsuwając od siebie jego ręce.
— Jak... Wyglądam? — spytałam cicho. Przez chwilę po prostu na mnie patrzył.
— Jak prawdziwa mieszkanka A02 — odparł, klepiąc mnie po ramieniu. Następnie odwrócił się i podszedł do szafki, chowając pudełeczko z powrotem do szuflady. Nie o to mi chodziło... Spuściłam wzrok, kręcąc wokół palca kosmykiem włosów. Czego się spodziewałam? Byłam dziwakiem, bez względu na to czy moje oczy były różne, czy nie.
Po chwili do moich uszu dobiegł jakiś dźwięk. Zupełnie jakby ktoś otworzył drzwi... Zamarłam. J.C.A przeklął, zerkając przez ramię. Poczułam jak łapie mnie za ramiona.
— Szybko, schowaj się — polecił.
— Gdzie? Ja nie wiem co robić... Boję się... Co mam robić! — jęknęłam, czując jak paraliżuje mnie strach. Stałam jak kołek wbity w ziemię, nie mogąc się ruszyć. Ktoś tu był! Jeśli mnie znajdzie... Będzie po mnie!
— Rusz się! Szybko! — syknął, usiłując pociągnąć mnie w kierunku łazienki. Kroki były blisko. Słyszałam je! J.C.A wywrócił oczami. Był zirytowany, ale też zdenerwowany. — Chodź i nie odzywaj się w ogóle — polecił. Cofnął się, ciągnąć mnie za ręce. Usiadł na łóżku, po czym złapał moje biodra. Spięłam się momentalnie, czując jak wciąga mnie na swoje kolana. Pokręciłam przecząco głową, na co zdawał się nie zwracać w ogóle uwagi. Ściągnął koszulkę, aż mnie zmroziło.
— Co ty robisz...
— Błagam cię, nie popsuj tego — polecił. Złapał mnie za głowę, wsuwając palce w moje włosy z tyłu. Szarpnięciem przyciągnął mnie bliżej. Nasze usta zderzyły się. Byłam w szoku. Cicho jęknęłam w jego usta, czując mrowienie na opuszkach palców kiedy tylko dotknęłam jego skóry na piersi. — Zamknij oczy kretynko — szepnął ostro.
No tak. Zacisnęłam powieki, po czym nasze wargi złączyły się ponownie. Byłam przerażona i zdezorientowana. Ramiona J.C.A więziły mnie, jakbym była w klatce. Serce waliło mi jak szalone. W końcu jednak usłyszałam jak drzwi od jego pokoju otwierają się. Byłam tak przestraszona, że moje paznokcie zostawiły ślad na jego skórze, mimo że nie zamierzałam tego robić.
W końcu mogliśmy się od siebie odsunąć. Nasze usta rozłączyły się z niezręcznym cmoknięciem. Ujrzałam w drzwiach stojącego mężczyznę. Był całkiem młody, ale... Krew odpłynęła mi z twarzy. Na palcu miał pierścionek. Był żonaty. Był też tak bardzo podobny do J.C.A...
— Jer...
— Co tu robisz? — spytał sucho J.C.A. Szybko zeszłam z jego kolan, czując jak moje policzki pokrywa purpura. A więc to był jego plan? By jego ojciec nakrył nas w niezręcznej sytuacji? To mogło się udać.
— A więc w taki sposób wykorzystujesz moją nieobecność?
— Chyba nie sądzisz, że będziesz siedział pod drzwiami, kiedy będę chciał uprawiać seks — roześmiał się. Byłam zażenowana. Moją twarz pokryła purpura. Chciałam zniknąć. Zakopać się pod fundamenty tego domu.
— To lekkomyślne.
— Ty byłeś lekkomyślny. Nie ja — odparł. Podniósł się, zakładając koszulkę. Podszedł do ojca. — Wyjdź stąd. Przeszkadzasz — dodał, chcąc go wypchnąć przez drzwi. Jego ojciec jednak na to nie pozwolił. Ciągle na mnie patrzył! To nie działało na mnie dobrze. Naciągnęłam koszulę nisko, rozciągając ją na kolanach. by zakryć jak najwięcej swojego ciała.
— Nie popełniaj błędów...
— Wyjdź, nie jestem głupi — oznajmił z irytacją, wciąż usiłując go stąd wyprowadzić.
Czy coś mi groziło? Może i jego ojciec wyjdzie, ale co dalej? Doniesie na mnie? Wprawdzie moje oczy były teraz niebieskie, ale może będzie chciał się mnie pozbyć? Przecież widziałam doskonale jego niezadowolenie na jego twarzy. Będę musiała dalej uciekać? A co jeśli mi się nie uda? Jeśli mnie złapią? Co wtedy?!
Zgięłam się w pół, zakrywając usta dłonią. Obydwoje na mnie spojrzeli z przerażeniem. Jednak to w spojrzeniu J.C.A było więcej przerażenia. Szybko podniosłam się i pobiegłam do łazienki, bo wszystko podeszło mi do gardła. Uklęknęłam przed klapą od sedesu, wymiotując. Rozdygotana, złapałam mocno muszlę, kaszląc cicho. Łzy napłynęły mi do oczu.
Usłyszałam kroki. J.C.A wszedł do środka i ukucnął obok mnie. Poczułam jak odgarnia mi włosy i przytrzymuje je z tyłu.
— Dlaczego musiałaś rzygać? — szepnął ostro. Uniosłam wzrok, patrząc na niego. Był zły. Zacisnęłam mocniej palce.
— Przepraszam... — jęknęłam.
— Mój ojciec myśli, że jesteś w ciąży! — oznajmił, zerkając prędko za siebie. — Coś ty zrobiła! — dodał cicho.
— Tak bardzo się bałam... Przepraszam... To przez stres... Wydasz mnie ojcu? — spytałam, czując jak łzy cisną mi się do oczu.
— Co? Zwariowałaś? — spytał. Po chwili westchnął ciężko. — Nie, nie powiem mu nic. Ale teraz będzie podejrzliwy. Odetchnęłam głęboko. Było mi głupio. Bardzo się przejęłam. Chyba nawet za bardzo. Byłam zdezorientowana. Ten pocałunek... Nigdy wcześniej się nie całowałam .Dlatego tak bardzo się zestresowałam. No i jeszcze jego ojciec... Teraz wszystko popsułam... Byłam na siebie zła... Jak zwykle musiałam wszystko zniszczyć.
W końcu mdłości minęły. Odetchnęłam głęboko, podnosząc się. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nieźle namąciłam. J.C.A stał nade mną ze skrzyżowanymi ramionami. Wiedziałam, że się na mnie gniewał. Ja sama nawet się na siebie gniewałam.
— Nie wychodź z pokoju. Ja pogadam z ojcem — powiedział w końcu. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, ale potaknęłam.
***
To był koszmar. Siedziałam sama w pokoju J.C.A, wsłuchując się w przerażającą ciszę. Moja bielizna zdążyła wyschnąć, więc w końcu mogłam założyć majtki z powrotem. Dawało mi to większe poczucie swobody.
Co teraz mnie czekało? Powinnam uciekać... To jedyne wyjście. Sama jednak nie byłam w stanie stąd uciec. Pewnie dalej użalałabym się nad swoim losem, gdyby nie nagły dźwięk otwieranych drzwi. Och, to tylko J.C.A. Przestraszyłam się, że znów zobaczę jego ojca.
— Rozmawiałeś z nim? Jest na mnie zły?
— Nie — odparł.
— Naprawdę? Och, tak się cieszę... Myślałam, że umrę ze strachu — odetchnęłam, czując ogarniającą mnie ulgę. J.C.A usiadł na łóżku przede mną. Poczułam nagle jak unosi mi głowę za podbródek. Zajrzał mi w oczy... Odbiło mu? Co on robił? W końcu nie wyglądałam jak dziwak... Czy to dlatego na mnie patrzył?
Jego kciuk przesunął się po mojej dolnej wardze. Pochylił się w moją stronę, a wtedy wyczułam słodki zapach. Perfumy? Nie czułam ich wcześniej. Byłam zdezorientowana jego nagłym zachowaniem. Przecież uważał mnie za wariatkę. Powtarzał to na każdym kroku. Dlaczego teraz tak nagle zmienił nastawienie do mnie...?
Chodziło mu o nasz pocałunek? W sumie to nie pamiętałam już za wiele z tego co się między nami wydarzyło. Co to jednak znaczyło? Chciał... Pocałować mnie jeszcze raz?
Nie zdążyłam zapytać, po jego wargi złączyły się z moimi. Było to jednak zupełnie inne uczucie. Pisnęłam cicho, kiedy jego język wdarł się do wnętrza moich ust. Ujął mój policzek, przytrzymując moją twarz. Byłam zdezorientowana. Wydałam z siebie niezręczny jęk. Pocałunek był głośny i mokry. Nie wiedziałam co robić. Przycisnęłam pięści do piersi, zaciskając mocno powieki. Nasze wargi oderwały się od siebie, rozłączając się ze stróżką śliny. Moje policzki pokryła purpura.
Znów to zrobił. Pocałował mnie tak samo żarliwie. Sapnęłam, czując jak jego ręka wsuwa się w moje majtki. Przesadzał! Nie mogłam go od siebie odepchnąć. Jego język zapychał moje usta. A więc kolejny głupi żart!? Tym razem jednak posunął się za daleko!
— Kurwa! Zostaw ją! — usłyszałam nagle. Chwila... Ten głos... On należał do J.C.A. Ale przecież... Przecież właśnie mnie całował! Spojrzałam w stronę otwartych drzwi. Drugi J.C.A? Nie... Drugi J.C.A siedział przede mną na łóżku.
— Naiwna — roześmiał się. Podniósł się, odwracając w stronę J.C.A. — Chciałem tylko zobaczyć jaka jest twoja dziewczyna. Chyba nawet jej się podobało — oznajmił, rozłączając palce, na których był śluz. Skrzyżowałam prędko nogi, obejmując swoje ramiona z jękiem. Co za wstyd! Skuliłam się, czując jak serce wali mi w piersi jak szalone. Niczego nie rozumiałam.
— Zamknij się!
— Szkoda, że tak szybko wróciłeś. Mogło być całkiem zabawnie — powiedział. J.C.A był wkurzony. W sumie to chyba mało powiedziane. Złapał go za koszulkę na piersi i szarpnął do siebie. Byli identyczni. Różnili się ubraniem, no i jego brat miał inaczej zaczesane włosy. Ale nawet nie zwróciłam na to wcześniej uwagi... Byłam głupia!
— Dalej masz zamiar odbierać mi wszystko?! — warknął, przystawiając go do ściany, co chyba nie robiło na nim wrażenia.
— Hej, wyluzuj. Chciałem ją tylko podszkolić. Robię ci przysługę.
Moje policzki były purpurowe. Było mi tak wstyd. Znów ucisk w piersi i gardle zaczął dawać o sobie znać. Nie mogłam tego znieść. Byłam upokorzona. Znowu!
Podniosłam się, szlochając cicho. Miałam tego dość. Rzuciłam się w stronę drzwi, wybiegając z pokoju.
— Lily! — J.C.A krzyknął za mną, ale ja nie zareagowałam. Chciałam uciec. Znaleźć się jak najdalej stąd! Po chwili jednak zderzyłam się z kimś. Jęknęłam głośno, łapiąc się za czoło. Zatoczyłam się do tyłu, unosząc wzrok. To był jego ojciec! A więc trafiłam z deszczu pod rynnę. Rozryczałam się jeszcze bardziej, całkowicie przerażona. A więc będzie po mnie! Cofnęłam się, dotykając plecami ściany. Gapił się na mnie! Stał lekko zdezorientowany, ja natomiast całkowicie sparaliżowana byłam przez strach.
— Lily, kurwa, wracaj i nie wychodź z pokoju, mówiłem ci byś...
J.C.A zatrzymał się gwałtownie na widok ojca, który tylko skrzyżował ramiona na piersi i popatrzył na niego srogo. Ciągle szlochałam, bo po prostu nie potrafiłam nad tym zapanować. Łzy same spływały mi po policzkach.
— Co jej zrobiłeś? — spytał. Och, stawał po mojej stronie? Uniosłam wzrok, całkowicie oszołomiona.
— Ja nic — odburknął J.C.A. — Spytaj Jareda — polecił cicho. Jared? Kim był Jared?
— Też chętnie posłucham — usłyszałam kolejny głos, lecz tym razem kobiecy. Odwróciłam się, zauważając kobietę. Była wysoka, ubrana w sukienkę. Miała blond włosy do ramion. Kim była? A z resztą. To nie było istotne. Minęła mnie, wciąż mi się przyglądając. Stanęła obok ojca J.C.A i Jareda. — Co to za dziewczyna? — spytała.
— To dziewczyna Jeremiego.
Kim do cholery był Jeremy? Czy ja całkowicie zgłupiałam? Byłam zbyt zdezorientowana, by płakać.
— Nie przedstawisz nam jej? — spytała.
— Nie — odparł. Poczułam jak łapie mnie za rękę i ciągnie za sobą. Potknęłam się, nie nadążając za nim. Zaprowadził mnie do pokoju, ignorując powstałą sytuację. Zamknął za nami drzwi, opierając się o nie plecami. Głośno westchnął, po czym uniósł głowę.
— Co ty zrobiłaś?! — spytał.
— Ja? — zdziwiłam się. — Uważasz, że to moja wina?
— To to rozkraczyłaś się przed Jaredem! Co ci strzeliło do głowy?!
Tego było za wiele. Uważał, że to ja zaczęłam całować jego brata? Dlaczego nie powiedział nic o swojej rodzinie? Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, przez co musiałam przechodzić! Byłam zirytowana. Zacisnęłam mocno pięści.
— To przez ciebie! Ty do tego wszystkiego dopuściłeś! Od samego początku chciałeś mnie tylko ośmieszyć! Mam tego dość. Nie potrzebuję twojej pomocy — rzuciłam gniewnie. Mówiłam serio. Nie zamierzałam tu zostawać ani chwili dłużej. Zostałam upokorzona przez niego i przez jego głupiego brata! Nie mógł mi nawet powiedzieć, że ma bliźniaka? A co gdybym wypaliła coś przy nim o moich oczach? A może właśnie na tym mu zależało? Chciał się mnie pozbyć? To było zbędne. I tak zamierzałam stąd pójść. Nie obchodziło mnie nawet co się ze mną stanie. Coś wymyślę.
Musiałam zdobyć ubranie. Moje stare nie nadawało się do ponownego użytku. Byłam z resztą pewna, że J.C.A je wyrzucił. Dlatego od razu podeszłam do jego szafy, otwierając ją. Nie obchodziło mnie to, że widzi jak plądruję mu rzeczy. Chyba nawet nie zwracał na to zbytnio uwagi. Wyciągnęłam flanelową koszulę w kratkę, przekopując się dalej między wieszakami. Słyszałam za sobą tylko jego westchnienie. Uważał, że żartuję? Żeby się nie zdziwił! Nie zostanę w tym domu ani minuty dłużej!
Złapałam jeansy, wyciągając je z szafki. Były o wiele za długie, ale nie przejmowałam się tym. Wciągnęłam je na nogi, podwijając nogawki. Zapięłam na sobie koszulę, odgarniając do tyłu włosy. Posłałam J.C.A gniewne spojrzenie.
— A ty dokąd? — spytał, kiedy chciałam obok niego przejść. Szarpnęłam się z niezadowoleniem.
— Zostaw! Mówiłam ci, że nie potrzebuję twojej pomocy! Poradzę sobie sama! — odparłam. Chyba nie uwierzył. Albo po prostu nie chciał uwierzyć. Nie doceniał mnie. Myślał, że jestem taka słaba i bezbronna! Mylił się! Nawet jego rodzina mnie nie zatrzyma!
Pchnęłam drzwi, wychodząc z jego pokoju. J.C.A ruszył jednak za mną. Na widok jego ojca znów dostałam dreszczy. Czy kobieta która tu przyszła była jego matką? Wszystko na to wskazywało. Miałam soczewki, więc nic mi nie groziło. Odetchnęłam głęboko, nie chcąc zdradzić po sobie żadnych emocji.
— Jeremy, pokłóciliście się?
Kto to ten Jeremy!
— To nie wasza sprawa — odparł J.C.A. A więc nazywał się Jeremy? Nigdy tego nie powiedział. Nie chciał, bym się dowiadywała? Nie obchodziło mnie to jednak. Niech się tłumaczy swoim rodzicom. Nic tu po mnie.
Poczułam nagle jak dłoń kobiety chwyta mnie za ramię i aż gardło ścisnęło mi się mocno ze strachu. Myślałam, że nie będę się bać, ale bardzo się pomyliłam. Byłam przerażona i to bardzo!
— Porozmawiamy na osobności. Jak kobieta z kobietą — odparła z uśmiechem. Nie podobało mi się to. J.C.A czy też raczej Jeremy, pobladł. Jego reakcja nie wskazywała na nic dobrego. Nie mogłam jednak spanikować. Musiałam po prostu udawać.
Odeszłyśmy kawałek, kierując się w stronę kuchni. Dlaczego chciała porozmawiać ze mną na osobności? Podejrzewała, że nie jestem z tego przedziału?! Serce zaczęło walić mi w piersi jak szalone. Miałam nadzieję, że tego nie słyszy.
— Jeremy zawsze sprawiał kłopoty — westchnęła, jak gdyby z irytacją. Mówiła o J.C.A, prawda? Oparła się o stół, patrząc na mnie. Spojrzenie jej lodowatych oczu napawało mnie strachem. Nie mogłam jednak dać tego po sobie poznać.
— Nie wiem o czym pani mówi... — wydukałam. Chciałam zabrzmieć pewnie, ale kompletnie mi się nie udało.
— Jestem Amelie — oznajmiła.
— Lily... — odparłam cicho. Nie byłam pewna czy zdradzanie mojego imienia było trafnym pomysłem. Ale w końcu to tylko imię. Jak wyjawienie tej informacji miałoby mi zaszkodzić?
Amelie przesunęła po stoliku czymś, co w pierwszej chwili nie rozpoznałam. Kiedy uniosła rękę, zorientowałam się, że to pieniądze. I to nie byle jakie! To była naprawdę spora suma! Uniosłam wzrok, całkowicie tego nie rozumiejąc.
— To... Dla mnie? — spytałam. To było łupie pytanie. Dlaczego miałabym dostać od niej pieniądze?
— Usuniesz dziecko — oznajmiła. Zamrugałam, nie mogąc pojąc o czym ona mówi.
— Och... — dotarło do mnie o co w tym wszystkim chodzi. Myśleli, że jestem w ciąży. Z J.C.A? To było już przegięcie. Chciałam się roześmiać, bo to naprawdę było absurdalne, ale powstrzymałam się.
— Przydadzą ci się, prawda? — spytała, dostrzegając jak się waham. Nie byłam w ciąży, więc nie miałam czego usuwać. Ale to znaczyło, że więcej pieniędzy będzie dla mnie. Czy naprawdę mogłam je tak po prostu sobie wziąć?
— Ja chyba...
— Nie krępuj się. Są twoje. Weź je — poleciła, wciskając je w moje dłonie. Skoro nalegała. Moje palce zacisnęły się na banknotach. Raczej nie było w tym żadnego haczyku. Nie mówiła też o żadnym zwrocie. Nie miałam nic do stracenia. Tylko zyskiwałam. Może niepotrzebnie tak panikowałam? Wciąż byłam zła na J.C.A, ale te pieniądze były w stanie zrekompensować wszystkie nerwy, które mnie kosztował pobyt w tym domu.
— Dziękuję — powiedziałam cicho, chowając je głęboko do kieszeni spodni. Teraz perspektywa ucieczki nie była już taka straszna. Miałam soczewki, więc mogłam to wykorzystać. Nic mi nie groziło!
Niepewnie cofnęłam się. Chyba mogłam już iść. Pójdę sobie i wszyscy będą zadowoleni. Wyszłam z kuchni, idąc przed siebie. Serce waliło mi w piersi, zagłuszając kroki, jakie wykonywałam. Amelie szła tuż za mną, zupełnie jakby była moim cieniem. Trochę mnie to krępowało, jednak postanowiłam nie zwracać na nią uwagi.
Udało mi się! Wolno podeszłam do drzwi i nacisnęłam na klamkę, wychodząc na dwór. Byłam... Wolna? Najchętniej rzuciłabym się biegiem przed siebie, ale mogło to wydać się podejrzane. Dlatego postanowiłam zrezygnować z tego pomysłu.
Och... J.C.A mnie dogonił. Złapał mnie za rękę, na co niechętnie się odwróciłam. Wtedy dotarło do mnie, że to nie jest J.C.A... Jared! Wyszarpałam dłoń z jego uścisku, na co uśmiechnął się.
— Jesteś bezdomna? Nie zdziwiłoby mnie to. To dość w stylu Jeremiego.
— Nie rozumiem — odburknęłam. Miał zamiar mnie obrażać? Po tym wszystkim co mi zrobił miał czelność mnie zaczepiać?
— Zawsze ma to co najgorsze — oznajmił, patrząc na mnie z góry. — Dziewczyny z A02 są piękne i zadbane. Są też bardziej rozrywkowe — powiedział, krzyżując ramiona na piersi. — Jesteś strasznie sztywna. To w stylu Jeremiego — zaśmiał się. Zmarszczyłam brwi. O co mu chodziło? Zacisnęłam pięści.
— Odwal się — burknęłam. To go rozbawiło.
— Tak. To bardzo w jego stylu. Niewychowana, bezdomna suka.
Czy on właśnie nazwał mnie suką?! Byłam wściekła! Wściekła to mało powiedziane. Miałam ochotę rozszarpać go na strzępy! Nikt nigdy tak o mnie nie powiedział.
— Zostaw mnie w spokoju, dupku! — rzuciłam gniewnie. Może nie powinnam się odzywać, ale nie potrafiłam milczeć. Musiałam dać upust swoim emocjom. Buzowały we mnie od samego rana i jeszcze nie zdążyły znaleźć ujścia.
— Zadziorna. A myślałem, że jesteś bardziej potulna. Jeszcze chwilę temu byłaś. Podobało ci się? Twoje jęki na to wskazywały — powiedział. Wkurzał mnie na maksa! Zwinęłam pięść, mając ochotę rąbnąć go w twarz. Obawiałam się jednak, że nie dosięgnę... Rzuciłam się więc na niego, powalając na ziemię. Zaskoczył go mój nagły atak, bo nawet do głowy mu nie przyszło, by się osłonić. Wykorzystałam jego chwilowe zdezorientowanie, po czym usiadłam na nim okrakiem, unosząc pięści. Nie udało mi się jednak zadać ciosu, bo chwycił moje nadgarstki, udaremniając moją próbę ataku.
— Zamknij się! — krzyknęłam. Szarpałam się na marne. Był silniejszy. Zrzucił mnie z siebie, po czym przygniótł mocno do ziemi. Wyraz jego twarzy zmienił się.
— Nie jesteś z A02 — oznajmił.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)