To było dla mnie naprawdę ciężkie. Widok Sue z Erikiem. Nie miałem prawa tego czuć, ani być zazdrosny. Spotykałem się z Amelie. To nie tak, że... Kochałem Sue. Nie... Lubiłem ją, to prawda. Ale nie mógłbym ją kochać.
Usłyszałem głośne westchnienie Amelie. Stała przy barze, mieszając rurką swojego drinka. Chyba nie bawiła się najlepiej. To moja wina. Ciągle tylko rozglądałem się, szukając wzrokiem Sue i Erika. Kiedy w końcu ich ujrzałem, poczułem pustkę. Wyszli z łazienki. Musieli to robić... Uprawiać seks. Dziewczyna była rumiana, lekko potargana. Uśmiechała się do niego tak szczerze. Trzymali się za ręce. To nie miało sensu. Patrzenie bolało.
— Oliver? Ach, nieważne... — mruknęła Amelie. Ciągle o czymś mówiła, ale ja nie słuchałem. Muzyka stała się dla mnie niesłyszalna. Dlaczego musiałem taki być? Czuć ten zawód, gniew i wściekłość... Nie... Nie będę się nad sobą rozczulał. Rozpiąłem guzik przy szyi, ściągając z siebie marynarkę. Podwinąłem rękawy. Chciałem skupić się na sobie, na swoim życiu, a nie być ciągle zazdrosny o przyjaciela. Też mogłem żyć beztrosko i świetnie się bawić. I co z tego, że pierwszy poznałem Sue. Ona wybrała Erika. Wybiłem duszkiem mojego drinka.
— Oliver? Wszystko w porządk...
— Chodź — poleciłem z uśmiechem, przeczesując włosy do tyłu. Wyciągnąłem do niej rękę. — Zatańczymy.
Kąciki ust Amelie uniosły się wysoko. Ujęła moją dłoń, a wtedy pociągnąłem ją za sobą. Poczułem jak wtula się w moje ramiona. Pochyliłem się, ukrywając twarz w jej szyi. Usłyszałem jak cicho wzdycha. Zaczęła skubać palcami moją skórę na karku. Koniec z patrzeniem na innych.
*
— Oliver... Na pewno wszystko gra? Nigdy taki nie byłeś... Nie powinieneś tyle pić — powiedziała Amelie, łapiąc mnie za ramię. Uśmiechnąłem się szeroko, opróżniając kufel piwa. Czułem się wyśmienicie. W końcu zaczęło podobać mi się moje życie! Nie obchodziła mnie wcale Sue. Było mi dobrze. Alkohol? Nie byłem pijany. Może trochę zrobiło mi się gorąco i nogi zaczynały się pode mną plątać, ale chciałem tu zostać i się bawić.
— Przecież świetnie się bawimy. Chodź, zatańczymy — poleciłem.
— Lepiej nie... Wracajmy... Jesteś pijany. Zamówię taksówkę — powiedziała. Wyprowadziła mnie z klubu. Nie chciałem wychodzić... Przecież jej też się podobało! Była uśmiechnięta, w końcu nie narzekała. Kiedy taksówka podjechała, zapakowała mnie do środka.
— Prosimy do hotelu — oznajmiłem.
— Oliver...
— Cii — szepnąłem, kładąc dłoń na jej kolanie. Nie chciałem wracać do domu w takim stanie. Hotel był lepszym rozwiązaniem.
Straciłem całkowicie wyczucie czasu i nie wiedziałem gdzie jesteśmy. Dopiero gdy taksówka się zatrzymała i z niej wyszedłem, przypomniało mi się o naszym celu. Hotel. Złapałem Amelie za rękę, idąc w kierunku wejścia. Czułem się tak pewnie siebie. W końcu byłem kimś. Sue? Całkowicie o niej zapomniałem. W ogóle mnie nie interesowała.
Kiedy weszliśmy do hotelowego pokoju, zamknąłem drzwi na klucz. Odłożyłem go na szafkę, odwracając się do Amelie. Ująłem jej biodra, pochylając się. Nasze wargi złączyły się w chaotycznym pocałunku. Mój język poruszał się śmiało we wnętrzu jej ust... Przypomniało mi się o pocałunkach Sue, ale odepchnąłem ją na dalszy plan. Amelie jęknęła cicho, nie dałem jej jednak czasu. Rozpiąłem koszulę, czując jak obmacuje mnie po ramionach i piersi. W ogóle się nie wahałem. Nie myślałem o tym co zamierzam zrobić, a jednak to robiłem. Moje dłonie przesunęły się po zapięciu jej sukienki na plecach. Pociągnąłem za suwak do dołu, po czym zsunąłem ją z niej, tak że opadła na podłogę.
Schyliłem się, całując jej piersi. Cicho jęknęła, bo ugryzłem ją w sutek. Złapała mocno moje włosy. Była spięta. Zaraz ją rozluźnię. Moje palce wsunęły się za gumkę jej majtek. Pociągnąłem je w dół, po czym popchnąłem ją na łóżko. Nie chciałem czekać, ani nie miałem ochoty na grę wstępną. Złapałem jej uda, kładąc się między nimi. Nawet nie patrzyłem, po prostu wsunąłem w nią palce, a potem na ich miejsce wcisnąłem swoje przyrodzenie. Przydusiłem ją, aż sapnęła.
— Oliver...! — wydusiła z siebie. Poruszałem się w niej dosyć mocno, ściskając jej ciało. Znów nasze wargi połączyły się w namiętnym pocałunku. Mój umysł był otępiały. Nawet nie wiedziałem kiedy dostaliśmy orgazm.
— Oliver! Już! Oliver! Proszę! — krzyknęła, uderzając moje ramiona. Och... Silny ucisk tylko to potwierdził. Podniosłem się z niej, orientując się, że jakoś braknie mi tchu. Amelie też dyszała, rumiana i spocona. Ale było mi bosko. Opadłem obok niej, obejmując jej ciało. Zamknąłem oczy, czując nagłe zmęczenie.
***
Obudziłem się ze strasznym bólem głowy. Byłem nagi. Zajrzałem pod kołdrę. Gdzie ja się znajdowałem? Hotel? Moje ubranie... Leżało na ziemi. Zacząłem je zbierać, wsuwając na siebie spodnie. Do moich uszu dobiegł szum wody. Byłem trochę pijany. Ale wszystko pamiętałem. Przyjechałem tutaj z Amelie i... Uprawialiśmy seks.
— Oliver! — usłyszałem. Uśmiechnięta Amelie podeszła do mnie z uśmiechem. Stanęła na palcach, całując mnie czule na powitanie. Och... Ta noc... Naprawdę wiele zmieniła. Zbliżyliśmy się do siebie i w ogóle... Myślałem, że Amelie będzie na mnie zła, ale nic takiego nie miało miejsca! Wiedziałem, że pijany ja i ten prawdziwy ja naprawdę się różnią. No bo nie potrafiłbym być taki wyluzowany i pewny siebie, gdyby nie alkohol. Było mi głupio z tego powodu. Ale wierzyłem, że teraz wszystko się ułoży.
***
Byłem naprawdę zmęczony. Ciągle bolała mnie głowa. Wszedłem do swojego pokoju, ściągając koszulę. Nie brałem prysznicu w hotelowym pokoju. Pomyślałem, że zrobię to w domu. Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni i zamarłem. Serce zaczęło walić mi w piersi jak szalone. Niepewnie wyciągnąłem zaciśniętą pięść. To niemożliwe... Rozchyliłem palce, a wtedy ujrzałem prezerwatywę. Skoro jej użyłem... Nie! To nie mogło być prawdziwe. Nawet po pijaku, pamiętałbym, by się zabezpieczyć! Nigdy wcześniej nie zapominałem... Ale... Wczoraj byłem naprawdę rozkojarzony.
Pokręciłem przecząco głową. Nie. Pewnie miałem dwie prezerwatywy. Na pewno. To było najbardziej prawdopodobne. A z resztą, dlaczego Amelie miałaby akurat teraz zajść w ciążę? Pewnie i tak brała jakieś tabletki czy co. Nie musiałem się o nic martwić. Postanowiłem więcej o tym nie myśleć. Po prostu wszedłem do łazienki.
*** ***
Nie było nikogo w domu Amelie, więc postanowiliśmy wykorzystać to. Siedziałem na jej łóżku, a ona na moich kolanach. Całowaliśmy się namiętnie, rozkoszując bliskością naszych ciał. Amelie poruszała się leniwie. Trzymałem dłonie na jej koronkowym staniku, zaczepiając palcami o jej zapięcie. Po chwili zwolniła, marszcząc lekko brwi. Był to dziwny grymas. Raczej nie spowodowany orgazmem czy rozkoszą.
— Amel?
— Poczekaj, nie czuję się najlepiej... — poleciła, kładąc dłoń na mojej piersi. Potaknąłem, przytrzymując jej biodra. Odetchnęła cicho, zaczesując kosmyki włosów za ucho. Może coś ją zabolało czy co. Przysunęłam głowę bliżej jej piersi, całując ją po dekolcie i szyi. Spięła się. — Oliver... Poczekaj... — sapnęła. Uniosłem wzrok, lekko zdezorientowany. Było nam dobrze. Chciała tego, przecież nie zmuszałem jej... O co więc chodziło? — Spóźnia mi się okres — przyznała. Uśmiechnąłem się lekko.
— To nawet dobrze. Możemy spędzić ten czas razem — mruknąłem, chcąc ją pocałować. Zakryła jednak moje usta. — Co jest? — spytałem.
— Źle się czuję... Jest mi tak... Dziwnie. Niedobrze i w ogóle... Możemy przerwać? — spytała. Potaknąłem, nie rozumiejąc tego.
— Jasne — zapewniłem. Pomogłem jej podnieść się z mojego przyrodzenia. Amelie złapała kołdrę i okręciła się nią. Przytuliła ją do piersi, siadając obok mnie.
— Chyba... Jestem w ciąży... — powiedziała. Chciałem się roześmiać, bo uznałem to za żart. Myślałem, że mnie wkręca, ale wyraz jej twarzy temu zaprzeczał.
— Co? Amelie, to... To głupie. Przecież nie jesteś w ciąży. Nie widzisz? Użyłem prezerwatywę. Jest cała — oznajmiłem, pokazując jej gumkę. Pokręciła przecząco głową.
— Mam te dolegliwości od tygodni... Na początku je zignorowałam, ale... Wymiotowałam rano... No i jeszcze okres, który bardzo mi się spóźnia... Jestem pewna... — jęknęła.
— N-nie wygłupiaj się — poleciłem roztrzęsiony. Ta informacja była zaskakująca. Nie wierzyłem w to. — To pewnie tylko nieporozumienie. Nie przejmuj się... Wyjaśnimy to — zapewniłem, obejmując ją. Cicho zaszlochała, zaciskając palce na moich ramionach. To nie mogła być prawda! Ja... Byłem za młody! My byliśmy za młodzi... Moi rodzice byli poważnymi ludźmi... Zabiją mnie... Musiałem się uspokoić. Na pewno wszystko się wyjaśni. Ameli nie była w ciąży. Byłem tego pewny.
*
— I co? — podniosłem się prędko z krzesła w poczekalni. Amelie wyszła z gabinetu ginekologa. Była skulona, nie odzywała się. w ręku trzymała jakieś kartki. — No i co? Nie jesteś w ciąży, mówiłem? Niepotrzebnie tak panikowałaś. Chodź wrócimy do domu — poleciłem, chcąc ją wyprowadzić na zewnątrz. Poczułem jednak jak wciska mi do ręki wydruki. Zmarszczyłem brwi, oglądając je. — To... To niemożliwe... To nie jest dziecko, prawda? — spytałem, pokazując jej na wydruk usg. — Ja tu nic nie widzę. Tu nie ma dziecka... Prawda?
— Widziałam je... Ruszało się...
— Nie... — pokręciłem przecząco głową. — Jesteś pewna? Ja naprawdę niczego tu nie widzę. To pomyłka... — wydukałem. Amelie rozpłakała się, wciskając twarz w moją pierś. Objąłem ją. To... To nie mogła być prawda! Co miałem zrobić? Przyszedłem z nią tutaj, będąc pewnym, że te objawy nie mają nic wspólnego z ciążą. Byłem spokojny i opanowany, ale teraz... Serce waliło mi w piersi jak szalone. Musieliśmy coś z tym zrobić.
*
— Może... Może okaże się, że to wcale nie jest dziecko?
— Zamknij się. Nic się nie okaże! Ja jestem w ciąży, nie rozumiesz? — jęknęła zapłakana Amelie, siedząc na moim łóżku. Ściskała mocno poduszkę na kolanach, a ja chodziłem w kółko po całym pokoju. — To twoja wina... — dodała. Westchnąłem ciężko.
— Usuniemy je, nikt się nawet nie dowie — powiedziałem.
— Usuniemy? Łatwo ci o tym mówić, bo to nie ty nosisz je w brzuchu! — jęknęła z frustracją. — I tak wszyscy się dowiedzą! Myślisz, że to takie łatwe?
— Nie mamy wyboru... — zauważyłem. Przecież to też było dla mnie ciężkie. Byłem zaskoczony i bezradny, tak samo jak ona. Usiadłem obok niej, ujmując jej dłonie. Patrzyła na mnie z wyrzutem i strachem. — Przecież... Jestem z tobą. Będzie dobrze — zapewniłem.
— Nie będzie. To ty zapomniałeś o gumce! Dlaczego się upiłeś? Chodzi o mnie? Wstydzisz się mnie? Brzydzisz? Nie możesz patrzeć na mnie na trzeźwo, więc wolisz robić to po pijaku? — rzuciła gniewnie.
— Nie...! Amelie, ja... Przepraszam... To moja wina, masz rację. Ale nie martw się. Wszystko załatwię — zapewniłem.
**
— Co jest Oliver? Jesteś obrażony? — spytał Erik. Siedzieliśmy w wierzbie. Musiałem pobyć sam. To znaczy... Prawie sam. Westchnąłem ciężko, przecierając powieki. Nic im jeszcze nie mówiłem. I tak chcieliśmy z Amelie zatrzymać to w sekrecie. Jednak potrzebowałem wygadać się przyjaciołom.
— Nie... Ja po prostu... Mam problem — wyznałem. Sue usiadła naprzeciwko, słuchając uważnie. Spuściłem wzrok, zaciskając palce na kolanach. — Amelie... Jest w ciąży — westchnąłem.
— Och...
— Naprawdę? Stary, nie gadaj...
Było mi tak głupio. Niepotrzebnie im powiedziałem! Oni... Oni byli inni. Niczym się nie przejmowali, byli beztroscy. Uprawiali seks bez zabezpieczeń, nie zważając na nic. Dlaczego Sue nie była w ciąży? Dlaczego to Amelie musiała w nią zajść? I to po jednym pieprzonym razie! Bałem się, że mnie wyśmieją. Byłem naprawdę załamany. Skuliłem się, wyczekując ich głupich komentarzy. To jednak nie następowało. Poczułem jak Sue kładzie mi dłoń na ramieniu. Uniosłem zdezorientowany wzrok, a wtedy zorientowałem się, że się uśmiecha.
— Jesteś przejęty. Ale nie martw się. Dacie sobie z Amelie radę. To chłopiec czy dziewczynka? — zapytała. Byłem w szoku. Jak Sue mogła tak po prostu o tym gadać?!
— Ja... Nie wiem. Nie mam pojęcia, a z resztą... To i tak nieistotne. Amelie usunie to dziecko — oznajmiłem.
— Och...
Nastała krępująca cisza. To wszystko była moja wina. Byłem zły, ale tylko na siebie. Bo to ja zawaliłem.
— Nie możemy mieć dziecka — westchnąłem, nie unosząc wzroku. — Mój ojciec mnie zabije jak się dowie... Rodzice Ameli tak samo. Załatwię aborcję — powiedziałem cicho. Nie miałem innego wyboru.
**
Odkąd Amelie powiedziała mi o ciąży czułem się tak okropnie. Leżałem w łóżku, wpatrując się tępo w sufit. Na dodatek mój związek się sypał. Amelie obwiniała mnie, no i trochę się kłóciliśmy. Ale wiedziałem, że to nie potrwa długo. Znów będzie jak dawniej. Zabieg był już prawie gotowy. Mieliśmy tylko określić kiedy. Amelie była na razie zła i wciąż nie potrafiła się zdecydować. Wolałem nie naciskać, bo pewnie i tak skończyłoby się to kłótnią.
A gdyby to Sue zaszła w ciąże? Co na moim miejscu zrobiłby Erik? Czy Sue nie widziała w tym problemu? Przecież... Gdyby była w ciąży... Jak wyglądałoby dziecko? Pewnie urodziłoby się chore albo martwe... Przecież gdyby w szpitalu się dowiedzieli, obydwoje mieliby przerąbane. Trafiliby do więzienia albo nawet gorzej. Przecież... Spłodzenie bękarta było zbrodnią i to największą. Przypomniałem sobie każdy raz kiedy uprawiałem seks z Sue i aż zrobiło mi się słabo. Przynajmniej wtedy zawsze się zabezpieczałem...
Westchnąłem ciężko, sięgając w stronę szafki. Wyciągnąłem z szuflady wydruk z usg. Sam nie wiem po co go trzymałem. Amelie nie chciała mieć go u siebie. Powinienem schować go gdzieś głęboko albo najlepiej wyrzucić. Spojrzałem na zdjęcie. Na początku byłem w ogromnym szoku i naprawdę nie widziałem na nim dziecka, ale teraz... Chyba naprawdę je dostrzegałem. Było takie małe... Kąciki moich ust uniosły się lekko. Co ja robiłem?! Powróciłem do rzeczywistości. Nie ma żadnego dziecka. Nie będzie go. Już niedługo.
**
— Miałaś się zdecydować już dawno — westchnąłem.
— Łatwo ci mówić! Ciągle rzygam... Chciałam poczekać aż poczuję się lepiej — odburknęła. Naprawdę ledwo co ukrywaliśmy przed jej rodzicami, że jest w ciąży. Ciągle wymiotowała, marudziła. Nie chciałem, by przez dziecko chorowała, więc znów pojechaliśmy do ginekologa. Przebywanie tutaj wiele mnie kosztowało. Usiadłem na krześle, czekając cierpliwie.
Całkowicie straciłem poczucie czasu. Kiedy w końcu drzwi od gabinetu się otworzyły, wydawało mi się, że minęły całe wieki! Podszedłem do Amelie, która tak jak wtedy, wyszła z wydrukiem. Ale... Co to była za mina? Podszedłem do niej, ale nic nie powiedziała. Po prostu wcisnęła mi zdjęcia do ręki. Obejrzałem je, ale niewiele mi to tłumaczyło.
— Nie ma dziecka? — spytałem, czując nagły przypływ nadziei. Uniosła głowę, a wtedy rozpłakała się. Byłem w szoku. Szybko ją przytuliłem, głaszcząc po włosach. To nie był dobry moment na rozmowę. Pociągnąłem ją za sobą, prowadząc do samochodu.
Amelie szlochała całą drogę. Zerkałem na nią, widząc jak zaciska palce na spódniczce. Dlaczego milczała? Martwiłem się! Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ja też bardzo się stresuję i to przeżywam?
— Amelie?
Nie odpowiedziała. Chyba po prostu mnie zignorowała.
Weszliśmy do jej pokoju. Jak dobrze, że jej rodziców nie było. Dziewczyna rzuciła się na łóżku. Znów jej ciałem wstrząsnął szloch. Usiadłem obok mniej, dotykając jej ramię.
— Powiesz mi w końcu co się dzieje? Chodzi... O dziecko? A więc nie byłaś w ciąży? — zapytałem łagodnie. Odwróciła się do mnie, po czym mnie popchnęła. Uderzyła mnie mocno w pierś. — Amelie... O co chodzi?! — spytałem zaskoczony. Otarła prędko łzy.
— To bliźniaki! — jęknęła. Byłem mocno wstrząśnięty tą wiadomością. Nie mogłem jednak pozwolić emocjom przejąć nade mną kontrolę.
— Spokojnie. Nie musisz się martwić. To nie ma znaczenia... Usuniemy je — zapewniłem drżącym głosem.
— Ja się boję! Nie wiem czy dam radę... Ja już tak nie mogę...
— Może... Może poronisz... — wydukałem. Amelie podniosła się i wyszła do łazienki. Zamknęła się w niej. Rzuciłem się na łóżko z głośnym westchnieniem.
***
W końcu się zdecydowaliśmy. Byłem tak zdenerwowany od samego rana. Ręce mi drżały. Bałem się. Byłem przerażony. Nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić jak musi czuć się Amelie. Zawiozłem ją i sam zostałem w samochodzie. W końcu pozbędziemy się problemu. Chciałem się roześmiać i cieszyć, ale... To nie było takie łatwe.
Mocno zaskoczył mnie widok Amelie, która biegnie w stronę samochodu, rozglądając się wszędzie. Tak szybko? Myślałem, że będzie to trwało o wiele dłużej. Wsiadła z przodu, zaciskając palce na torebce. Była w szoku, to zrozumiałe. Ja sam byłem trochę zdezorientowany, ale... Cieszyłem się...
Pochyliłem się w jej stronę, całując namiętnie jej wargi. Poruszyła nimi, odwzajemniając pocałunek. Trwałem przy niej tak długo, puki nie wyczułem czegoś słonego. Łzy? Cofnąłem głowę, orientując się, że Amelie płacze. Och... Otarłem jej łzy, przytulając ją do siebie.
— Cii, już po wszystkim, jestem przy tobie i nigdy ciebie nie opusz...
Pociągnęła moją dłoń na swój brzuch. Byłem zdezorientowany tym gestem. Chodziło o to, że... Czuła brak? Spojrzała na mnie, po czym głośno zaszlochała.
— Amel...
— Są za duże... — jęknęła, głośno płacząc.
— Co? O czym mówisz? Spokojnie...
— Nie mogłam ich usunąć... Są za duże... Za późno...
— Co? Nie... Nie, Amelie. Jesteś w szoku, dlatego tak mówisz i...
Zamarłem. Cały czas trzymałem dłoń na jej brzuchu, jednak w pewnym momencie wyczułem delikatny ruch. Moje oczy otworzyły się szeroko. Wyciągnąłem koszulę z jej spódniczki, unosząc ją wyżej. Jej... Brzuch... Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jest zaokrąglony.
Tak nagle łzy napłynęły mi do oczu. Byłem załamany i zrozpaczony. Cofnąłem się, otwierając drzwi.
— Oliver...
Wyszedłem z samochodu, opierając się o niego ciężko. Co to było za okropne uczucie? Westchnąłem ciężko, unosząc głowę i patrząc w pochmurne niebo. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów. Musiałem zapalić. Nie robiłem tego zazwyczaj, ale teraz... Zaciągnąłem się, zerkając przez ramię. Amelie siedziała w samochodzie ze spuszczoną głową. Nie mieliśmy wyboru. Wiedziałem, że jeśli usiądę za kierownicą, będę musiał wrócić do domu. A to z kolei znaczyło, że będziemy musieli się przyznać.
***
— Co? Oliver, o czym ty mówisz?!
Moja mama usiadła ciężko na krześle, a ojciec wyglądał jakby miał mnie za moment rozszarpać. Spuściłem głowę.
— Dlaczego to ukrywałeś?
— Okłamywałeś nas?! — rzucił gniewnie. Zacisnąłem powieki, by się uspokoić.
— Nie chciałem... Ja po prostu nie wiedziałem co robić... Amelie miała usunąć, ale za długo czekaliśmy i jest już za późno...
— Co?! Oliver... Jak mogliście! — mama wyglądała na zaskoczoną. — Jak się teraz czuje? Co z dzieckiem? — spytała. Westchnąłem ciężko.
— Dziećmi... To bliźniaki...
— Co?!
***
— Jesteś zła?
— Jestem wściekła — odburknęła Amelie. Rodzice byli naprawdę zdenerwowani, ale... Spodziewałem się gorszej reakcji. To znaczy mój ojciec był naprawdę wkurzony. A ojciec Amelie jeszcze bardziej! Musieliśmy teraz się pobrać, na dodatek nie mieliśmy w ogóle czasu. Nasi rodzice nie chcieli by mówiono o nas niestworzone rzeczy. Miało wszystko wyglądać tak, że Amelie zaszła w ciąże po ślubie. Nie byłem gotowy na małżeństwo, a już na pewno nie na posiadanie dzieci... Ale nie mieliśmy wyboru. Ojciec i tak załatwił nam pracę.
— Amelie, nie powinnaś się denerwować — westchnąłem. Posłała mi gniewne spojrzenie.
— To nie ty jesteś w ciąży! Nawet nie mogę mieć takiej sukienki jaką chcę! Przez ten brzuch! — jęknęła. Wymusiłem uśmiech.
— Trzeba go jakoś ukryć... Wszyscy muszą myśleć, że zaszłaś w ciążę później...
— Och, zamknij się! Czuję się... Tak okropnie! Robię się gruba... Kiedy urodzę moje ciało będzie obrzydliwe! Nawet nie będziesz chciał ze mną sypiać...
— Myślałem, że po tym wszystkim już nigdy nie będziesz chciała się ze mną przespać — zauważyłem z uśmiechem. Uderzyła mnie łokciem i to dosyć mocno. Chyba humor mi powracał. To znaczy... Wciąż byłem oszołomiony tym wszystkim. Ale wiedziałem, że nie mogę niczego zmienić. Pogodziłem się z tym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz