niedziela, 31 marca 2019

random

     Nie chciałam tu dłużej być. Sorean działał mi na nerwy, na dodatek musiałam udawać kogoś, kim w ogóle nie byłam. Nie potrafiłam tak dłużej. To mnie męczyło! Te wszystkie sukienki, przyjęcia, uprzejmości! Myślałam, że zwariuję... Jedyną szansą była ucieczką. Zaliczała się do naprawdę głupich pomysłów, ale nie miałam wyboru. Amelie wcale nie chciała dla mnie dobrze. Myślała tylko o sobie!
      Nie mogłam zdradzić swoich planów. I tak podejrzewałam, że czeka mnie niepowodzenie. Ale... Chciałam tylko pożegnać się z Remym. Na początku źle go oceniłam. Wydawał się być dupkiem, a tak naprawdę czułam, że stał się moim przyjacielem. Tylko mu mogłam ufać. Zasługiwał na prawdę. Ucieknę w nocy, kiedy wszyscy będą spać.
      Byłam zmęczona i zirytowana. Miałam dosyć tych głupich kiecek! Chwyciłam buty za obcasy, wchodząc na boso po schodach. Na szczęście Sorean nie odprowadzał mnie do pokoju. Musiałam wykorzystać późną porę do ucieczki. Mimo wszystko zamiast skierować się do swojego pokoju, ruszyłam dalej. Najpierw sprawa z Jeremym.
     Nacisnęłam klamkę, otwierając powoli drzwi. Czy powinnam zapukać? Zacisnęłam wargi, zaglądając do środka. Sama nie wiem czego się spodziewałam. Weszłam dalej, zamykając za sobą ostrożnie drzwi, by nie robić hałasu.
     — Lily? Co tu robisz? — wzdrygnęłam się, słysząc za sobą głos Jeremiego. Odwróciłam się prędko, puszczając buty.
     — Ja...
      — Pomyliłaś pokoje? — spytał, krzyżując ramiona na piersi. Chciałam skłamać i powiedzieć, że po prostu się zgubiłam, co zdarzało mi się dosyć często, ale czy to miałoby jakikolwiek sens? Miałam stchórzyć? Świadomość, że miałam odejść bez pożegnania była zbyt przygnębiająca. Westchnęłam ciężko.
      — Myślę, że po prostu chciałam się z tobą zobaczyć — wyznałam. Zmarszczył brwi. Sama byłam zaskoczona swoimi słowami. No bo dotychczas traktowałam go bardziej ozięble. — No i... Chciałam się pożegnać — dodałam.
      — Chodzi ci o dobranoc? — spytał, po czym uśmiechnął się szeroko. — Hej, jak śnią ci się koszmary, możesz zawsze zostać na noc u mnie — powiedział. Ale ja w tej chwili nie żartowałam.
      — Nie przyszłam życzyć ci kolorowych snów. Odchodzę — oznajmiłam, unosząc wzrok. Wyraz jego twarzy całkowicie się zmienił. Zrobił krok w moją stronę.
      — Nie możesz... To lekkomyślne i głupie! — zauważył. Zacisnęłam mocno wargi.
      — Myślę, że taka właśnie jestem. Lekkomyślna i głupia — westchnęłam. Poczułam nagle jak chwyta mocno moją rękę. Zadrżałam, nie wiedząc co powiedzieć.
       — Nie. Nie pozwolę ci. Nie dasz rady stąd uciec. Zostań tu. Jesteś bezpieczna — zapewnił, na co pokręciłam przecząco głową.
     — Nigdy nie będę tu bezpieczna! Sam mi to mówiłeś! Mam się poddać? Być kukiełką w rękach Amelie? Tego chcesz? Bym była niewolnikiem? — jęknęłam. Jeremy westchnął ciężko. Wyprostował się, krzyżując ramiona na piersi.
        — Zostań.
        — Nie mogę — powtórzyłam. Dlaczego był taki uparty! — Nie pasuję tutaj... Dobrze o tym wiesz. Nic mnie tu z resztą nie trzyma... — dodałam. Oparł rękę o ścianę przy mojej głowie. Poczułam się tak dziwnie. Przytłoczył mnie jego wzrost i nagła bliskość.
       — Nie rozumiesz — westchnął, spuszczając wzrok. — Zostań tu. Ze mną — szepnął. Kiedy nasze spojrzenie się przecięło, dostałam ciarek. Co miał przez to na myśli? Poczułam jak jego palce wsuwają się w moje włosy. Zaczesał mi kosmyk za ucho, schylając się. Wstrzymałam powietrze, zamierając w bezruchu, kiedy tylko jego wargi dotknęły moich. Byłam zdezorientowana i nie wiedziałam o co chodzi. Czy on mnie... Całował?! Nie wiedziałam co się dzieje. Mimo wszystko niepewnie ułożyłam dłonie na jego piersi. To był jakby dla niego sygnał. Ujął śmielej moją twarz, wydając z siebie ciche westchnienie. Pogłębił pocałunek. Boże! Jeremy mnie całował! Nasz wcześniejszy pocałunek było to jakieś dwa na dziesięć. Bez szału. Ale teraz? Moja ocena wykraczała poza noty. Nie byłam może mistrzynią pocałunków, ale ten był naprawdę wyjątkowy. Nie był zachłanny, a jednak dominował nade mną.
       W końcu nasze wargi rozłączyły się z cichym cmoknięciem. Spowodowało to rumieńce na mojej twarzy. Myślałam, że to będzie koniec. Że może to jest pożegnanie. Ale... Myliłam się. Jeremy złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Stanęłam na palcach, bo zmusił mnie tym. Tym razem pocałunek był długi i leniwy. Nie poruszał wargami, ani go nie przerywał. Całkowicie odwrócił nim uwagę od tego co robił... Nawet nie spostrzegłam jak rozsunął mi sukienkę, którą powoli zsunął z moich ramion. Zorientowałam się dopiero po czasie, kiedy leżała przy moich kostkach.
     Prędko zasłoniłam piersi, dygocząc. Nie wiedziałam co się dzieje, ani co strzeliło mu do głowy! Przyciągnął mnie do siebie, a po chwili delikatnie popchnął na łóżko. Opadłam na nie pod jego ciężarem. Byłam naga! Co on sobie myślał! Niech tylko ruszy moje włosy i odgarnie je z mojej piersi, a pożałuje! Zasłaniałam się szczelnie rękoma, ale to nie dawało mu poczucia komfortu. Mimo wszystko to był inny rodzaj strachu... Bo gdy Soren był blisko mnie, czułam przerażenie. Teraz towarzyszył mi po prostu stres.
        Jeremy pochylił się. Moje wargi same wygięły się na kształt pocałunku. Złączyły się z jego. Czy ja byłam głupia?! Co się ze mną działo? Ściągnął koszulkę przez głowę, przerywając na chwilę. Po chwili leżał między moimi nogami, trzymając dłonie na moich policzkach.
     Miał spodnie, a ja miałam majtki, więc nie powinnam panikować... Więc jaki to miało w ogóle sens?! Uniosłam powieki, a wtedy zorientowałam się, że przesuwa między nami dłonią. Jego dotyk był bardzo subtelny. Przesunął palcami po moim brzuchu, a potem złapał swój pasek. Odpiął go. Odpiął go! Byłam zdezorientowana. Powinnam może skupić się na pocałunku, ale ja tylko gapiłam się jak rozsuwa spodnie.
      Jego palce wsunęły się pod moje majtki. Pociągnął je w dół, aż złapałam go mocno za ramiona.
     — B-boję się... — wydukałam. Uśmiechnął się. Nie był to jednak drwiący uśmiech. Ten był całkiem... Czuły?
      — Nie jest taki straszny — odparł. Moją twarz pokryła purpura.
      — Ja wcale nie... Ja nie...! — jęknęłam zawstydzona. — Wiem jak wygląda męskie...
      Uciszył mnie pocałunkiem. Rozluźniłam się na moment, zapominając o tym, że byliśmy o krok od... Zrobienia tego! Zapomniałam o tym, że jestem naga... No i że on też jest nagi... Gdzie podziały się moje majtki!? Zniknęły! Kiedy spojrzałam na jego krocze, szybko odwróciłam wzrok. Mieszkałam z bratem, więc widok penisa nie wzbudzał u mnie żadnych emocji, ale... Penis Jeremiego był jakimś dziwnym wyjątkiem. Czy on właśnie... Podniecił się... Mną?
        Wydałam z siebie zduszony jęk, bo musnął mnie swoim przyrodzeniem. Serce waliło mi w piersi jak szalone. Mimo wszystko pozwoliłam mu na to. Zacisnęłam mocno powieki, zakrywając usta dłonią. Zrobił to! Zacisnął palce na moich udach, dopasowując się we mnie. Czy ja... Straciłam dziewictwo? Tak po prostu?
      Zabrał dłoń z moich ust, na co jęknęłam, bo trudno było mi być cicho. Docisnął jednak wargi na miejsce mojej ręki. Dotknęłam jego policzki, by trzymać coś i być zajęta. Był tak blisko... Wgniatał mnie w łóżko, poruszał biodrami między moimi nogami... To był... Jego pierwszy raz, prawda? Ile czasu to będzie trwać? Jak bardzo nieudany będzie to seks? Moje wargi zaczęły powoli drętwieć. Zmęczyłam się całowaniem. Dotknął swoim czołem moje, ale wstydziłam się na niego patrzeć. Po prostu zacisnęłam mocno powieki, czując jak splata ze mną palce. Byłam zażenowana każdym dźwiękiem, który z siebie wydałam. Byłam naprawdę cicho, ale te sapnięcia były zawstydzające!
     Emocje powoli zaczęły puszczać. Chyba podniecenie odebrało mi całkowicie rozum. Zaczęło do mnie docierać to co się dzieje. Ja i Jeremy... W jego łóżku... My... Jak do tego doszło?
      Jęknęłam cicho, uderzając w jego ramiona z pomrukiem. Objął mnie, wydając z siebie podobny dźwięk. Co się ze mną działo? Dlaczego moje brwi były zmarszczone? Co łzy robiły w kącikach moich oczu? Poruszyłam nerwowo nogami, czując jak mnie przygniata i przytrzymuje. Zgniótł mnie aż mi odebrało dech. Dopiero teraz dotarło do mnie, że dostałam orgazm. Rozdygotana, nie potrafiłam złapać tchu, na dodatek zaczęłam ryczeć. To chyba było spowodowane emocjami i ich rozładowaniem. Byłam spocona i cała się trzęsłam... Chciałam już się spod niego wydostać... Miałam uciec! Wszystko zrujnował!
       Jeremy wsunął dłoń między nasze ciała. Byłam zawstydzona, kiedy wyciągnął z mojej waginy swoje przyrodzenie. Co teraz? Co miałam zrobić? Okej, na chwilę naprawdę odpłynęłam i było mi nawet dobrze, ale teraz?! Kiedy emocje opadły, czułam się okropnie.
      Jeremy jednak nie pozwolił mi wstać, ani nawet się odezwać. Dźwignął się ze mnie, po czym zgarnął mnie w objęcie, naciągając na mnie kołdrę. Serce mi dudniło jak szalone. Nic nie byłam w stanie z siebie wydusić. Musiałam odpocząć...

***

     Cholera, usnęłam! Usnęłam po seksie z Jeremim! W jego pokoju! Jak to możliwe! Miałam uciec i naprawdę wszystko sobie zaplanowałam, ale... Ale byłam głupia! Kiedy moje powieki otworzyły się leniwie, był ranek. Musiałam stąd wiać! Jeśli Amelie zacznie mnie szukać?! To pół biedy, ale z pewnością nie będzie zachwycona faktem, że leżę naga w łóżku jego syna... Zabiłaby mnie... Byłabym martwa!
     Jeremiego przy mnie nie było, ale na łóżku obok mnie pozostał po nim widoczny ślad. Dotknęłam wgniecenia. Kiedy wstał? Gdzie poszedł? Nie miałam czasu. Szybko dźwignęłam się, trzepiąc pościelą. Gdzie moje majtki! Gdzie moje ubranie! Na ziemi za łóżkiem leżała koszulą w kratkę, więc prędko ją na siebie zarzuciłam, naciągając za długie rękawy na dłonie. Była za duża, ale to nawet lepiej. Mogłam w niej utonąć i się zakryć.
      Miałam zamiar dostać się niepostrzeżeniem do swojego pokoju, ale w tej samej chwili drzwi otworzyły się, aż zamarłam. Odwróciłam się prędko, czując strach, ale i ulgę. To był tylko Jeremy. Chociaż... Sama nie wiem czy tak cieszyłam się na jego widok. Po tym co między nami się wydarzyło, nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Zaczerwieniłam się na samo wspomnienie tej chwili.
       — Ja... Muszę iść... — wydukałam, zaciskając palce na guzikach koszuli. Schylił się, zaczesując mi kosmyk włosów za ucho. Odwróciłam speszona wzrok. Pogrywał sobie ze mną? Traktował jak zabawkę? — Zostaw... — jęknęłam, zaciskając wargi.
      — Lily?
      — Nie musisz dłużej udawać... Wiem... Wiem o co ci chodziło. Byłam głupia. To co się wydarzyło to pomyłka...
      — Co? Dlaczego tak twierdzisz? — spytał zaskoczony. Wywróciłam oczami.
      — Myślisz, że jestem głupia!? Gdybyś widział prawdziwą mnie, nie zrobiłbyś tego!
      — Prawdziwą ciebie? — powtórzył. Po chwili westchnął i założył ramiona na piersi. — Lily w sukience jest nieprawdziwa, a łobuziara już jest? — spytał.
      — Tak! Dokładnie! Spójrz na mnie! Gdybym przyszła do ciebie ubrana tak jak teraz, nie zrobiłbyś tego! — rzuciłam gniewnie i z żalem. Jego brwi uniosły się.
     — Och, założysz się? Tak się składa, że łobuziara działa na mnie jeszcze bardziej — odparł. On... Flirtował ze mną? W takim razie było to słabe! Zacisnęłam mocno pięści.
      — Jesteś nienormalny? Ty... Bzyknąłeś mnie!
      — Tak, wiem o tym — wzruszył ramionami.
      — Och, kretyn! — jęknęłam. Złapałam się za głowę. To wydarzyło się naprawdę. Byłam głupia! To moja wina!
      — Lily, uspokój się.
      — O nie... Jeśli... Jared? Wiedziałam! Wiedziałam od początku! To ty Jared! — jęknęłam ze łzami w oczach. Ja tylko udawałam, że ich rozpoznawałam... Tak naprawdę to... Przecież... Przecież nigdy bym ich nie pomyliła! Czy mi odbijało?!
     Poczułam jak Jeremy chwyta moje dłonie. Uniosłam wzrok, oddychając głęboko, by się uspokoić. Chciałam coś powiedzieć, ale... Nie byłam w stanie. Po prostu gapiłam się na niego. Kąciki jego ust uniosły się lekko.
      — Miałem powiedzieć ci to wcześniej, ale tak długo spałaś — westchnął, co mnie zawstydziło. Jego wargi musnęły krótko moje. Nie pozwoliłam mu dojść do słowa. Zakryłam jego usta dłonią, czując jak łzy cisną mi się do oczu. Za bardzo się tego bałam. Nie chciałam nic od niego słyszeć. Pokręciłam przecząco głową.
      — Proszę, nie — szepnęłam. Wolałam nie wiedzieć co takiego chce mi powiedzieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz