sobota, 9 marca 2019

Random part

     — Masz niczego nie ruszać i nie wychodzić z pokoju, rozumiesz? — jęknął z irytacją J.C.A. Wywróciłam oczami. Nie potrzebowałam jego łaski. Nie musiał mnie wcale trzymać w swoim domu! Nie mogłam jednak wrócić do A05. Z tego co mówił Jake, patrole skierowały się właśnie w stronę mojego przedziału. Dlatego jedyną mądrą decyzją było ukrycie się u J.C.A. Ja też nie byłam zadowolona z tego powodu. No bo dlaczego akurat on? Nie znosiliśmy się. 
      Potaknęłam jednak, by nie musieć go dłużej wysłuchiwać. Rozumiałam powagę sytuacji. Nie byłam przecież głupia! 
      — Wyglądasz tragicznie — powiedział nagle. Moje policzki pokryła purpura. Nienawiść to za mało. Między nami było coś znacznie gorszego. Nie musiał mnie obrażać! Zacisnęłam mocno pięści, czując narastający gniew. 
      — Jesteś strasznym dupkiem! — rzuciłam z frustracją, na co wywrócił oczami.
      — Nie będę trzymał cię w pokoju w takim stanie — oznajmiła. Obejrzałam się dokładnie. Bo co? Bo zabrudzę mu pościel? Gdyby nie obrzucił mnie wcześniej błotem, nie byłoby żadnego problemu! Może i nigdy nie mieszkałam w luksusach jak on, ale byłam zawsze czysta! Myślał, że podoba mi się to jak teraz wyglądam? 
      — To twoja wina! — zauważyłam, mając zamiar rozpocząć kłótnie i wyrzucić mu jaki jest okropny, ale ubiegł mnie, nie pozwalając dojść do słowa.
      — Wywal te ciuchy. Idź do łazienki i się ogarnij — westchnął. 
      — Skąd wezmę nowe, co? — spytałam, krzyżując ramiona na piersi. Moje policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej. Nie wiem jak on, ale ja nie nosiłam ze sobą zapasowych ubrań! 
       — Zamierzasz być wybredna, księżniczko? — odparł, a kąciki jego ust uniosły się. Rzucił coś w moją stronę. Złapałam koszulkę, rozkładając ją.
       — Tylko to? — zdziwiłam się.
       — Sorry, ale nie dysponuję damską bielizną.
       — Dupek! 
       Był kretynem! Ale miał rację... Moje ubranie nadawało się do śmieci. Nie zamierzałam go jednak wyrzucać. Wypiorę je, a potem wysuszę. 
     J.C.A zaprowadził mnie do łazienki. Och, była wielka! Zamknęłam za sobą drzwi, upewniając się że nie otworzy ich od drugiej strony. Z ulgą pozbyłam się ubrań, rzucając je na ziemię, po czym wskoczyłam do wanny. Wody nalałam po same brzegi i przesadziłam z pianą, której wszędzie było biało. Zakrywała dokładnie moje całe ciało. Pochwyciłam ją, uśmiechając się szeroko. To był raj. Nigdy przedtem nie kąpałam się w wannie. Nigdy przedtem nie obejmowałam piany. 
     Nie miałam zamiaru opuszczać łazienki, ale woda zaczęła stygnąć, a moja skóra marszczyć się. To był znak. Czułam się rześko i zapomniałam nawet o dniu spędzonym w kanałach. Wytarłam dokładnie ciało, zakładając na siebie koszulkę. Była szeroka i długa, więc na szczęście nawet bez majtek, moja pupa była bezpieczna. Rozczesałam włosy, które nagle stały się o wiele miększe niż wcześniej. To zasługa drogiego szamponu, którego wylałam chyba pół butelki... Nie zamierzałam sobie odmawiać. W końcu już nie będę miała okazji wykąpać się drugi raz w takich warunkach. 
      Kiedy wyszłam z łazienki, ujrzałam J.C.A, który siedzi na łóżku. Odwrócił się w moją stronę. Jego brwi uniosły się wysoko.
      — Ho! A więc jednak chyba jesteś dziewczyną — oznajmił. Jego złośliwość działa mi na nerwy.
      — Miałeś wątpliwości?! — rzuciłam gniewnie.
      — Nadal mam — odparł. Jego usta wygięły się w uśmieszku, którego tak nie znosiłam. Zacisnęłam mocno pięści. 
       — Jesteś głupi i ślepy! 
       Nie przejął się tym w ogóle, co zirytowało mnie jeszcze bardziej. Podniósł się za to, podchodząc do szafki. Wyciągnął z niej niewielkie pudełeczko, po czym stanął przede mną.
      — To przecież soczewki! — zauważyłam, cofając się gwałtownie. Przecież były nielegalne! Oszalał? 
       — Rusz swoim malutkim móżdżkiem — polecił z westchnieniem. — To zabezpieczenie — wyjaśnił. Miał rację. Mój pobyt tu był ryzykowny. J.C.A pomógł mi je założyć. Zamrugałam, odsuwając od siebie jego ręce.
      — Jak... Wyglądam? — spytałam cicho. Przez chwilę po prostu na mnie patrzył.
      — Jak prawdziwa mieszkanka A02 — odparł, klepiąc mnie po ramieniu. Następnie odwrócił się i podszedł do szafki, chowając pudełeczko z powrotem do szuflady. Nie o to mi chodziło... Spuściłam wzrok, kręcąc wokół palca kosmykiem włosów. Czego się spodziewałam? Byłam dziwakiem, bez względu na to czy moje oczy były różne, czy nie. 
       Po chwili do moich uszu dobiegł jakiś dźwięk. Zupełnie jakby ktoś otworzył drzwi... Zamarłam. J.C.A przeklął, zerkając przez ramię. Poczułam jak łapie mnie za ramiona.
      — Szybko, schowaj się — polecił.
      — Gdzie? Ja nie wiem co robić... Boję się... Co mam robić! — jęknęłam, czując jak paraliżuje mnie strach. Stałam jak kołek wbity w ziemię, nie mogąc się ruszyć. Ktoś tu był! Jeśli mnie znajdzie... Będzie po mnie! 
       — Rusz się! Szybko! — syknął, usiłując pociągnąć mnie w kierunku łazienki. Kroki były blisko. Słyszałam je! J.C.A wywrócił oczami. Był zirytowany, ale też zdenerwowany. — Chodź i nie odzywaj się w ogóle — polecił. Cofnął się, ciągnąć mnie za ręce. Usiadł na łóżku, po czym złapał moje biodra. Spięłam się momentalnie, czując jak wciąga mnie na swoje kolana. Pokręciłam przecząco głową, na co zdawał się nie zwracać w ogóle uwagi. Ściągnął koszulkę, aż mnie zmroziło.
      — Co ty robisz...
      — Błagam cię, nie popsuj tego — polecił. Złapał mnie za głowę, wsuwając palce w moje włosy z tyłu. Szarpnięciem przyciągnął mnie bliżej. Nasze usta zderzyły się. Byłam w szoku. Cicho jęknęłam w jego usta, czując mrowienie na opuszkach palców kiedy tylko dotknęłam jego skóry na piersi. — Zamknij oczy kretynko — szepnął ostro. 
      No tak. Zacisnęłam powieki, po czym nasze wargi złączyły się ponownie. Byłam przerażona i zdezorientowana. Ramiona J.C.A więziły mnie, jakbym była w klatce. Serce waliło mi jak szalone. W końcu jednak usłyszałam jak drzwi od jego pokoju otwierają się. Byłam tak przestraszona, że moje paznokcie zostawiły ślad na jego skórze, mimo że nie zamierzałam tego robić. 
      W końcu mogliśmy się od siebie odsunąć. Nasze usta rozłączyły się z niezręcznym cmoknięciem. Ujrzałam w drzwiach stojącego mężczyznę. Był całkiem młody, ale... Krew odpłynęła mi z twarzy. Na palcu miał pierścionek. Był żonaty. Był też tak bardzo podobny do J.C.A... 
       — Jer...
       — Co tu robisz? — spytał sucho J.C.A. Szybko zeszłam z jego kolan, czując jak moje policzki pokrywa purpura. A więc to był jego plan? By jego ojciec nakrył nas w niezręcznej sytuacji? To mogło się udać. 
       — A więc w taki sposób wykorzystujesz moją nieobecność?
       — Chyba nie sądzisz, że będziesz siedział pod drzwiami, kiedy będę chciał uprawiać seks — roześmiał się. Byłam zażenowana. Moją twarz pokryła purpura. Chciałam zniknąć. Zakopać się pod fundamenty tego domu. 
       — To lekkomyślne.
       — Ty byłeś lekkomyślny. Nie ja — odparł. Podniósł się, zakładając koszulkę. Podszedł do ojca. — Wyjdź stąd. Przeszkadzasz — dodał, chcąc go wypchnąć przez drzwi. Jego ojciec jednak na to nie pozwolił. Ciągle na mnie patrzył! To nie działało na mnie dobrze. Naciągnęłam koszulę nisko, rozciągając ją na kolanach. by zakryć jak najwięcej swojego ciała. 
       — Nie popełniaj błędów...
       — Wyjdź, nie jestem głupi — oznajmił z irytacją, wciąż usiłując go stąd wyprowadzić. 
       Czy coś mi groziło? Może i jego ojciec wyjdzie, ale co dalej? Doniesie na mnie? Wprawdzie moje oczy były teraz niebieskie, ale może będzie chciał się mnie pozbyć? Przecież widziałam doskonale jego niezadowolenie na jego twarzy.  Będę musiała dalej uciekać? A co jeśli mi się nie uda? Jeśli mnie złapią? Co wtedy?! 
      Zgięłam się w pół, zakrywając usta dłonią. Obydwoje na mnie spojrzeli z przerażeniem. Jednak to w spojrzeniu J.C.A było więcej przerażenia. Szybko podniosłam się i pobiegłam do łazienki, bo wszystko podeszło mi do gardła. Uklęknęłam przed klapą od sedesu, wymiotując. Rozdygotana, złapałam mocno muszlę, kaszląc cicho. Łzy napłynęły mi do oczu. 
       Usłyszałam kroki. J.C.A wszedł do środka i ukucnął obok mnie. Poczułam jak odgarnia mi włosy i przytrzymuje je z tyłu. 
      — Dlaczego musiałaś rzygać? — szepnął ostro. Uniosłam wzrok, patrząc na niego. Był zły. Zacisnęłam mocniej palce. 
       — Przepraszam... — jęknęłam.
       — Mój ojciec myśli, że jesteś w ciąży! — oznajmił, zerkając prędko za siebie. — Coś ty zrobiła! — dodał cicho.
        — Tak bardzo się bałam... Przepraszam... To przez stres... Wydasz mnie ojcu? — spytałam, czując jak łzy cisną mi się do oczu.
     — Co? Zwariowałaś? — spytał. Po chwili westchnął ciężko. — Nie, nie powiem mu nic. Ale teraz będzie podejrzliwy. Odetchnęłam głęboko. Było mi głupio. Bardzo się przejęłam. Chyba nawet za bardzo. Byłam zdezorientowana. Ten pocałunek... Nigdy wcześniej się nie całowałam .Dlatego tak bardzo się zestresowałam. No i jeszcze jego ojciec... Teraz wszystko popsułam... Byłam na siebie zła... Jak zwykle musiałam wszystko zniszczyć. 
      W końcu mdłości minęły. Odetchnęłam głęboko, podnosząc się. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nieźle namąciłam. J.C.A stał nade mną ze skrzyżowanymi ramionami. Wiedziałam, że się na mnie gniewał. Ja sama nawet się na siebie gniewałam. 
      — Nie wychodź z pokoju. Ja pogadam z ojcem — powiedział w końcu. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, ale potaknęłam. 

***

      To był koszmar. Siedziałam sama w pokoju J.C.A, wsłuchując się w przerażającą ciszę. Moja bielizna zdążyła wyschnąć, więc w końcu mogłam założyć majtki z powrotem. Dawało mi to większe poczucie swobody. 
      Co teraz mnie czekało? Powinnam uciekać... To jedyne wyjście. Sama jednak nie byłam w stanie stąd uciec. Pewnie dalej użalałabym się nad swoim losem, gdyby nie nagły dźwięk otwieranych drzwi. Och, to tylko J.C.A. Przestraszyłam się, że znów zobaczę jego ojca. 
      — Rozmawiałeś z nim? Jest na mnie zły? 
      — Nie — odparł. 
      — Naprawdę? Och, tak się cieszę... Myślałam, że umrę ze strachu — odetchnęłam, czując ogarniającą mnie ulgę. J.C.A usiadł na łóżku przede mną. Poczułam nagle jak unosi mi głowę za podbródek. Zajrzał mi w oczy... Odbiło mu? Co on robił? W końcu nie wyglądałam jak dziwak... Czy to dlatego na mnie patrzył? 
       Jego kciuk przesunął się po mojej dolnej wardze. Pochylił się w moją stronę, a wtedy wyczułam słodki zapach. Perfumy? Nie czułam ich wcześniej. Byłam zdezorientowana jego nagłym zachowaniem. Przecież uważał mnie za wariatkę. Powtarzał to na każdym kroku. Dlaczego teraz tak nagle zmienił nastawienie do mnie...?
      Chodziło mu o nasz pocałunek? W sumie to nie pamiętałam już za wiele z tego co się między nami wydarzyło. Co to jednak znaczyło? Chciał... Pocałować mnie jeszcze raz?
      Nie zdążyłam zapytać, po jego wargi złączyły się z moimi. Było to jednak zupełnie inne uczucie. Pisnęłam cicho, kiedy jego język wdarł się do wnętrza moich ust. Ujął mój policzek, przytrzymując moją twarz. Byłam zdezorientowana. Wydałam z siebie niezręczny jęk. Pocałunek był głośny i mokry. Nie wiedziałam co robić. Przycisnęłam pięści do piersi, zaciskając mocno powieki. Nasze wargi oderwały się od siebie, rozłączając się ze stróżką śliny. Moje policzki pokryła purpura. 
      Znów to zrobił. Pocałował mnie tak samo żarliwie. Sapnęłam, czując jak jego ręka wsuwa się w moje majtki. Przesadzał! Nie mogłam go od siebie odepchnąć. Jego język zapychał moje usta. A więc kolejny głupi żart!? Tym razem jednak posunął się za daleko! 
       — Kurwa! Zostaw ją! — usłyszałam nagle. Chwila... Ten głos... On należał do J.C.A. Ale przecież... Przecież właśnie mnie całował! Spojrzałam w stronę otwartych drzwi. Drugi J.C.A? Nie... Drugi J.C.A siedział przede mną na łóżku. 
       — Naiwna — roześmiał się. Podniósł się, odwracając w stronę J.C.A. — Chciałem tylko zobaczyć jaka jest twoja dziewczyna. Chyba nawet jej się podobało — oznajmił, rozłączając palce, na których był śluz. Skrzyżowałam prędko nogi, obejmując swoje ramiona z jękiem. Co za wstyd! Skuliłam się, czując jak serce wali mi w piersi jak szalone. Niczego nie rozumiałam. 
       — Zamknij się! 
       — Szkoda, że tak szybko wróciłeś. Mogło być całkiem zabawnie — powiedział. J.C.A był wkurzony. W sumie to chyba mało powiedziane. Złapał go za koszulkę na piersi i szarpnął do siebie. Byli identyczni. Różnili się ubraniem, no i jego brat miał inaczej zaczesane włosy. Ale nawet nie zwróciłam na to wcześniej uwagi... Byłam głupia! 
       — Dalej masz zamiar odbierać mi wszystko?! — warknął, przystawiając go do ściany, co chyba nie robiło na nim wrażenia. 
        — Hej, wyluzuj. Chciałem ją tylko podszkolić. Robię ci przysługę.
       Moje policzki były purpurowe. Było mi tak wstyd. Znów ucisk w piersi i gardle zaczął dawać o sobie znać. Nie mogłam tego znieść. Byłam upokorzona. Znowu! 
     Podniosłam się, szlochając cicho. Miałam tego dość. Rzuciłam się w stronę drzwi, wybiegając z pokoju.
     — Lily! — J.C.A krzyknął za mną, ale ja nie zareagowałam. Chciałam uciec. Znaleźć się jak najdalej stąd! Po chwili jednak zderzyłam się z kimś. Jęknęłam głośno, łapiąc się za czoło. Zatoczyłam się do tyłu, unosząc wzrok. To był jego ojciec! A więc trafiłam z deszczu pod rynnę. Rozryczałam się jeszcze bardziej, całkowicie przerażona. A więc będzie po mnie! Cofnęłam się, dotykając plecami ściany. Gapił się na mnie! Stał lekko zdezorientowany, ja natomiast całkowicie sparaliżowana byłam przez strach. 
      — Lily, kurwa, wracaj i nie wychodź z pokoju, mówiłem ci byś... 
     J.C.A zatrzymał się gwałtownie na widok ojca, który tylko skrzyżował ramiona na piersi i popatrzył na niego srogo. Ciągle szlochałam, bo po prostu nie potrafiłam nad tym zapanować. Łzy same spływały mi po policzkach. 
      — Co jej zrobiłeś? — spytał. Och, stawał po mojej stronie? Uniosłam wzrok, całkowicie oszołomiona. 
       — Ja nic — odburknął J.C.A. — Spytaj Jareda — polecił cicho. Jared? Kim był Jared? 
       — Też chętnie posłucham — usłyszałam kolejny głos, lecz tym razem kobiecy. Odwróciłam się, zauważając kobietę. Była wysoka, ubrana w sukienkę. Miała blond włosy do ramion. Kim była? A z resztą. To nie było istotne. Minęła mnie, wciąż mi się przyglądając. Stanęła obok ojca J.C.A i Jareda. — Co to za dziewczyna? — spytała. 
        — To dziewczyna Jeremiego.
      Kim do cholery był Jeremy? Czy ja całkowicie zgłupiałam? Byłam zbyt zdezorientowana, by płakać. 
      — Nie przedstawisz nam jej? — spytała.
      — Nie — odparł. Poczułam jak łapie mnie za rękę i ciągnie za sobą. Potknęłam się, nie nadążając za nim. Zaprowadził mnie do pokoju, ignorując powstałą sytuację. Zamknął za nami drzwi, opierając się o nie plecami. Głośno westchnął, po czym uniósł głowę.
      — Co ty zrobiłaś?! — spytał. 
      — Ja? — zdziwiłam się. — Uważasz, że to moja wina? 
      — To to rozkraczyłaś się przed Jaredem! Co ci strzeliło do głowy?! 
      Tego było za wiele. Uważał, że to ja zaczęłam całować jego brata? Dlaczego nie powiedział nic o swojej rodzinie? Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, przez co musiałam przechodzić! Byłam zirytowana. Zacisnęłam mocno pięści. 
       — To przez ciebie! Ty do tego wszystkiego dopuściłeś! Od samego początku chciałeś mnie tylko ośmieszyć! Mam tego dość. Nie potrzebuję twojej pomocy — rzuciłam gniewnie. Mówiłam serio. Nie zamierzałam tu zostawać ani chwili dłużej. Zostałam upokorzona przez niego i przez jego głupiego brata! Nie mógł mi nawet powiedzieć, że ma bliźniaka? A co gdybym wypaliła coś przy nim o moich oczach? A może właśnie na tym mu zależało? Chciał się mnie pozbyć? To było zbędne. I tak zamierzałam stąd pójść. Nie obchodziło mnie nawet co się ze mną stanie. Coś wymyślę. 
       Musiałam zdobyć ubranie. Moje stare nie nadawało się do ponownego użytku. Byłam z resztą pewna, że J.C.A je wyrzucił. Dlatego od razu podeszłam do jego szafy, otwierając ją. Nie obchodziło mnie to, że widzi jak plądruję mu rzeczy. Chyba nawet nie zwracał na to zbytnio uwagi. Wyciągnęłam flanelową koszulę w kratkę, przekopując się dalej między wieszakami. Słyszałam za sobą tylko jego westchnienie. Uważał, że żartuję? Żeby się nie zdziwił! Nie zostanę w tym domu ani minuty dłużej! 
      Złapałam jeansy, wyciągając je z szafki. Były o wiele za długie, ale nie przejmowałam się tym. Wciągnęłam je na nogi, podwijając nogawki. Zapięłam na sobie koszulę, odgarniając do tyłu włosy. Posłałam J.C.A gniewne spojrzenie. 
        — A ty dokąd? — spytał, kiedy chciałam obok niego przejść. Szarpnęłam się z niezadowoleniem.
      — Zostaw! Mówiłam ci, że nie potrzebuję twojej pomocy! Poradzę sobie sama! — odparłam. Chyba nie uwierzył. Albo po prostu nie chciał uwierzyć. Nie doceniał mnie. Myślał, że jestem taka słaba i bezbronna! Mylił się! Nawet jego rodzina mnie nie zatrzyma! 
      Pchnęłam drzwi, wychodząc z jego pokoju. J.C.A ruszył jednak za mną. Na widok jego ojca znów dostałam dreszczy. Czy kobieta która tu przyszła była jego matką? Wszystko na to wskazywało. Miałam soczewki, więc nic mi nie groziło. Odetchnęłam głęboko, nie chcąc zdradzić po sobie żadnych emocji. 
       — Jeremy, pokłóciliście się?
       Kto to ten Jeremy! 
      — To nie wasza sprawa — odparł J.C.A. A więc nazywał się Jeremy? Nigdy tego nie powiedział. Nie chciał, bym się dowiadywała? Nie obchodziło mnie to jednak. Niech się tłumaczy swoim rodzicom. Nic tu po mnie. 
      Poczułam nagle jak dłoń kobiety chwyta mnie za ramię i aż gardło ścisnęło mi się mocno ze strachu. Myślałam, że nie będę się bać, ale bardzo się pomyliłam. Byłam przerażona i to bardzo!
      — Porozmawiamy na osobności. Jak kobieta z kobietą — odparła z uśmiechem. Nie podobało mi się to. J.C.A czy też raczej Jeremy, pobladł. Jego reakcja nie wskazywała na nic dobrego. Nie mogłam jednak spanikować. Musiałam po prostu udawać. 
     Odeszłyśmy kawałek, kierując się w stronę kuchni. Dlaczego chciała porozmawiać ze mną na osobności? Podejrzewała, że nie jestem z tego przedziału?! Serce zaczęło walić mi w piersi jak szalone. Miałam nadzieję, że tego nie słyszy.
       — Jeremy zawsze sprawiał kłopoty — westchnęła, jak gdyby z irytacją. Mówiła o J.C.A, prawda? Oparła się o stół, patrząc na mnie. Spojrzenie jej lodowatych oczu napawało mnie strachem. Nie mogłam jednak dać tego po sobie poznać. 
      — Nie wiem o czym pani mówi... — wydukałam. Chciałam zabrzmieć pewnie, ale kompletnie mi się nie udało.
      — Jestem Amelie — oznajmiła. 
      — Lily... — odparłam cicho. Nie byłam pewna czy zdradzanie mojego imienia było trafnym pomysłem. Ale w końcu to tylko imię. Jak wyjawienie tej informacji miałoby mi zaszkodzić? 
       Amelie przesunęła po stoliku czymś, co w pierwszej chwili nie rozpoznałam. Kiedy uniosła rękę, zorientowałam się, że to pieniądze. I to nie byle jakie! To była naprawdę spora suma! Uniosłam wzrok, całkowicie tego nie rozumiejąc. 
       — To... Dla mnie? — spytałam. To było łupie pytanie. Dlaczego miałabym dostać od niej pieniądze?
        — Usuniesz dziecko — oznajmiła. Zamrugałam, nie mogąc pojąc o czym ona mówi. 
        — Och... — dotarło do mnie o co w tym wszystkim chodzi. Myśleli, że jestem w ciąży. Z J.C.A? To było już przegięcie. Chciałam się roześmiać, bo to naprawdę było absurdalne, ale powstrzymałam się. 
       — Przydadzą ci się, prawda? — spytała, dostrzegając jak się waham. Nie byłam w ciąży, więc nie miałam czego usuwać. Ale to znaczyło, że więcej pieniędzy będzie dla mnie. Czy naprawdę mogłam je tak po prostu sobie wziąć? 
        — Ja chyba... 
        — Nie krępuj się. Są twoje. Weź je — poleciła, wciskając je w moje dłonie. Skoro nalegała. Moje palce zacisnęły się na banknotach. Raczej nie było w tym żadnego haczyku. Nie mówiła też o żadnym zwrocie. Nie miałam nic do stracenia. Tylko zyskiwałam. Może niepotrzebnie tak panikowałam? Wciąż byłam zła na J.C.A, ale te pieniądze były w stanie zrekompensować wszystkie nerwy, które mnie kosztował pobyt w tym domu. 
      — Dziękuję — powiedziałam cicho, chowając je głęboko do kieszeni spodni. Teraz perspektywa ucieczki nie była już taka straszna. Miałam soczewki, więc mogłam to wykorzystać. Nic mi nie groziło! 
      Niepewnie cofnęłam się. Chyba mogłam już iść. Pójdę sobie i wszyscy będą zadowoleni. Wyszłam z kuchni, idąc przed siebie. Serce waliło mi w piersi, zagłuszając kroki, jakie wykonywałam. Amelie szła tuż za mną, zupełnie jakby była moim cieniem. Trochę mnie to krępowało, jednak postanowiłam nie zwracać na nią uwagi. 
       Udało mi się! Wolno podeszłam do drzwi i nacisnęłam na klamkę, wychodząc na dwór. Byłam... Wolna? Najchętniej rzuciłabym się biegiem przed siebie, ale mogło to wydać się podejrzane. Dlatego postanowiłam zrezygnować z tego pomysłu. 
      Och... J.C.A mnie dogonił. Złapał mnie za rękę, na co niechętnie się odwróciłam. Wtedy dotarło do mnie, że to nie jest J.C.A... Jared! Wyszarpałam dłoń z jego uścisku, na co uśmiechnął się.
      — Jesteś bezdomna? Nie zdziwiłoby mnie to. To dość w stylu Jeremiego. 
      — Nie rozumiem — odburknęłam. Miał zamiar mnie obrażać? Po tym wszystkim co mi zrobił miał czelność mnie zaczepiać?
      — Zawsze ma to co najgorsze — oznajmił, patrząc na mnie z góry. — Dziewczyny z A02 są piękne i zadbane. Są też bardziej rozrywkowe — powiedział, krzyżując ramiona na piersi. — Jesteś strasznie sztywna. To w stylu Jeremiego — zaśmiał się. Zmarszczyłam brwi. O co mu chodziło? Zacisnęłam pięści. 
        — Odwal się — burknęłam. To go rozbawiło.
        — Tak. To bardzo w jego stylu. Niewychowana, bezdomna suka. 
        Czy on właśnie nazwał mnie suką?! Byłam wściekła! Wściekła to mało powiedziane. Miałam ochotę rozszarpać go na strzępy! Nikt nigdy tak o mnie nie powiedział. 
        — Zostaw mnie w spokoju, dupku! — rzuciłam gniewnie. Może nie powinnam się odzywać, ale nie potrafiłam milczeć. Musiałam dać upust swoim emocjom. Buzowały we mnie od samego rana i jeszcze nie zdążyły znaleźć ujścia. 
       — Zadziorna. A myślałem, że jesteś bardziej potulna. Jeszcze chwilę temu byłaś. Podobało ci się? Twoje jęki na to wskazywały — powiedział. Wkurzał mnie na maksa! Zwinęłam pięść, mając ochotę rąbnąć go w twarz. Obawiałam się jednak, że nie dosięgnę... Rzuciłam się więc na niego, powalając na ziemię. Zaskoczył go mój nagły atak, bo nawet do głowy mu nie przyszło, by się osłonić. Wykorzystałam jego chwilowe zdezorientowanie, po czym usiadłam na nim okrakiem,  unosząc pięści. Nie udało mi się jednak zadać ciosu, bo chwycił moje nadgarstki, udaremniając moją próbę ataku. 
        — Zamknij się! — krzyknęłam. Szarpałam się na marne. Był silniejszy. Zrzucił mnie z siebie, po czym przygniótł mocno do ziemi. Wyraz jego twarzy zmienił się.
      — Nie jesteś z A02 — oznajmił. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz