Zajrzałem do pokoju Amelie. Staliśmy się małżeństwem, jednak nie czułem się w ogóle na to gotowy. Spaliśmy w oddzielnych pokojach, ale to ze względu na komfort Amelie. Przechodziła kryzys. Jej ciało zaczęło się zmieniać, brzuch jej urósł. Źle to znosiła. Inne dziewczyny w jej wieku nie zostawały matkami... Czułem, że ciągle mnie o wszystko obwinia, ale ja i tak starałem się ze wszystkich sił jakoś jej dogodzić. Wierzyłem, że jak urodzi, znów nasze relacje się poprawią.
— Amelie? Nie śpisz już? — spytałem, wchodząc do środka. Odsunąłem zasłonki i otworzyłem jej okno, po czym zatrzymałem się przed jej łóżkiem.
— Nie czuję się dobrze — mruknęła. Ostatnio ciągle narzekała. Było to raczej spowodowane jej zmianami nastroju. Zabierałem ją regularnie do ginekologa i z dziećmi wszystko było w porządku. Było jej ciężko chodzić z takim ciężkim i dużym brzuchem. Rozumiałem, że była często zmęczona.
— Idę do pracy — powiedziałem. Spojrzała na mnie nieufnie.
— Z pewnością będziesz się świetnie bawił — odburknęła. Dlaczego była taka naburmuszona? Wcześniej pracowaliśmy razem, nawet w tym samym biurze. Jednak teraz, kiedy ciąża była zaawansowana, zostawała w domu. Ale nigdy nie miała do mnie pretensji. Nawet lubiła być sama, bo wtedy tak się mną nie denerwowała.
— O co chodzi? Przecież wiesz, że muszę...
— Jasne — prychnęła. Zaczęła masować się po brzuchu. Nie podobał mi się ten grymas. Była na mnie zła? Ale z jakiego powodu? — Wczoraj zostałeś dłużej. Nie jestem głupia. Pewnie posuwasz swoje asystentki!
— Co? Amelie, jesteś zazdrosna?! — spytałem zaskoczony. Nie podejrzewałem jej o to.
— Na pewno mają lepsze ciało. Nie są takie grube jak ja... Nie mają wielkiego brzucha...
Usiadłem obok niej, ujmując jej policzki. Nie sądziłem, że będzie mnie podejrzewać o zdradę. Oczywiście to była bzdura! Nigdy jej nie zdradziłem!
— Amelie... Kocham cię...
— Nie kłam — jęknęła, odpychając mnie od siebie. Znów jej humorki? — Nie chciałeś się ze mną żenić... Nawet mi się nie oświadczyłeś... Nie mam pierścionka zaręczynowego... Nasi rodzice nam kazali, to wszystko. Pewnie i tak znajdziesz sobie kochankę, a ja kochanka. Nie chcę tych dzieci, boję się — przyznała. Pokręciłem przecząco głową.
— Amelie! Przecież moje uczucie wobec ciebie jest szczere! Naprawdę ciebie kocham i... Też nie chciałem dziecka, bo uważam, że to za wcześnie, ale... Chyba nawet się cieszę. Też się boję, ale będę tobie pomagał — zapewniłem.
— Muszę do łazienki — odparła, mijając mnie. Usiadła z brzegu, dźwigając się wolno. Objęła swój pokaźny brzuch, idąc w kierunku łazienki. Miałem nadzieję, że nie będziemy się więcej kłócić. Wiedziałem, że to nasi rodzice zaaranżowali to małżeństwo, ale... Tak było najlepiej. Już powoli przyzwyczaiłem się do takiego życia.
— Oliver! — usłyszałem. Ruszyłem do łazienki, uchylając drzwi. Często mnie wołała, bym spełniał jej zachcianki. Zajrzałem do środka, orientując się, że Amelie stoi lekko zgarbiona, trzymając się za brzuch. Na ziemi była mokra plama.
— Och... To nic, posprzątam — zapewniłem, widząc jej czerwone policzki.
— J-ja... Nie posikałam się. To... Wody... Odeszły mi — jęknęła. Spojrzałem na jej skrzyżowane nogi. Wody jej odeszły!? Ale to by znaczyło... Że rodzi?! — Zrób coś! — poleciła gniewnie. Potaknąłem, rozglądając się. Co miałem zrobić?! Ja... Stresowałem się! — Oliver! Pospiesz się! — rzuciła ostro. Podniosłem ją, bo jęknęła głośno, łapiąc się za brzuch. Co miałem zrobić? Położyć ją w łóżku?
— Wytrzymaj... — poleciłem.
***
Amelie rodziła naprawdę długo. Była naprawdę zmęczona. Ja sam byłem tak oszołomiony... Miałem dwóch synów. Wcześniej nawet nie przykładaliśmy uwagi do płci naszych dzieci. Amelie nigdy mi o tym nie mówiła. W sumie... Naprawdę byłem podekscytowany i szczęśliwy. Mimo, że wcześniej przerażała mnie perspektywa takiego życia, nie żałowałem tego.
— Jak się czujesz? — spytałem, łapiąc Amelie za rękę.
— Wszystko mnie boli i jestem zmęczona. Ale przynajmniej brzuch mi zniknął. Czuję jakie moje ciało jest okropne... — wymamrotała. Uśmiechnąłem się.
— Nie jest wcale okropne. Musisz odpocząć. Dojdziesz do siebie, ale to potrwa — powiedziałem. Nie wyglądała na zachwyconą. Pochyliłem się i pocałowałem ją. Już dawno nie okazywaliśmy sobie uczuć. Amelie nie była zbyt chętna na pocałunek. Mimo wszystko ujęła mój policzek, odwzajemniając go.
— Podoba ci się to? Takie życie? Jesteśmy za młodzi, by być rodzicami... — westchnęła.
— Trochę się stresuję, ale... Chcę tego — przyznałem. — Będziesz najlepszą mamą — zapewniłem, zaczesując jej kosmyki włosów za uszy. Wywróciła oczami.
— Nie sądzę — odburknęła.
***
Amelie była bardzo uparta. Kiedy tylko zaczęła się lepiej czuć i jej ciało odpoczęło po porodzie, postanowiła wrócić do pracy. Przez to to ja musiałem zostawać z bliźniakami w domu. Trzeba było przyznać, że byłem niezdarnym ojcem...
Jared spał. Był bardzo głośnym dzieckiem i wszędzie było go pełno, jednak kiedy zasypiał zamieniał się w baranka. Jeremy był o wiele spokojniejszy. Grzecznie się bawił i nie przeszkadzał. Przynajmniej teraz mogłem trochę odpocząć. Do pracy chodziłem ubrany w koszule i garnitury, jednak kiedy zostawałem w domu z chłopcami, zakładałem cokolwiek. Bluzy, koszulki, dresy. Amelie nie wracała jednak po pracy do domu, więc spędzałem z nimi naprawdę dużo czasu. Skupiona była powrotem do swojej sylwetki. Moim zdaniem wyglądała naprawdę dobrze. Może trochę przybrała na wadze, ale było to tylko kilka kilogramów! Moim zdaniem wyglądała nawet lepiej z zaokrąglonymi biodrami i seksownym brzuszkiem. Ale nie słuchała mnie. Była uparta.
Usłyszałem dzwonek do drzwi, co mocno mnie zaskoczyło. Był ponury dzień. Czyżby Amelie nie wzięła kluczy? Ale wróciłaby tak wcześnie? Może zmieniła zdanie przez pogodę? Zerknąłem w stronę bawiącego się Jeremiego, po czym ruszyłem w stronę drzwi. Otworzyłem je, a wtedy moim oczom ukazała się drobna osoba.
— Oliver... — usłyszałem i aż odebrało mi dech.
— Sue! — oznajmiłem zaskoczony. Ostatnio prawie w ogóle się nie widzieliśmy. W sumie... To od kiedy ożeniłem się z Amelie, nie miałem możliwości spotykania się z przyjaciółmi. To znaczy widziałem się z Erikiem, ale Sue... Myślałem nawet, że zerwali. Że nie przychodzi już do A02. jej nagłe pojawienie się było naprawdę zaskakujące. Tym bardziej, że nie spodziewałem jej się tu. Skoro nie przyszła do Erkia, tylko do mnie...
— Oliver... Proszę, pomóż mi — jęknęła. Płakała. Głos miała drżący. Trzymała przy piersi koszyk. Co tam niosła? Otworzyłem szerzej drzwi. Amelie na szczęście wracała późno. Nie, że miałem przed nią coś do ukrycia... Po prostu bywała zazdrosna bez powodu i wolałem tego uniknąć.
— Sue... Co się stało? Płaczesz?
— Mam problem... Nie wiem co robić, ja... Urodziłam... — powiedziała. Byłem zaskoczony. W tej samej chwili usłyszałem cichy i stłumiony szloch. Dobiegał z koszyka przy jej piersi. Zaczęła nim kołysać.
— Wszystko w porządku? — zapytałem. Pokręciła przecząco głową. Sama zaczęła płakać.
— Spójrz... — poleciła. Odchyliła kocyk, w którym leżało dziecko. Och... Było naprawdę małe, jednak całkiem pucołowate. Miało różowe ubranko, więc pewnie to była dziewczynka. Jednak... Jej oczy! Uniosłem zdezorientowany wzrok.
— Erik...
— Erik ma kłopoty... Przeze mnie... Urodziłam chore dziecko... Nie wiem co zrobić. Nie mogę jej zabrać ze sobą... Obiecaliśmy sobie z Erikiem, że jedno z nas się nią zajmie... Miało to zależeć od jej koloru oczu. Ale one są różne! — jęknęła.
— Chodź... Porozmawiamy... Musisz się uspokoić — zauważyłem, prowadząc ją do kuchni. Zrobię jej herbaty. Wyglądała na naprawdę zmęczoną. Kiedy urodziła? Przyszła tu sama? Cieszyłem się na jej widok, ale... Musiałem przyznać, że to była ciężka sytuacja.
*
Sue w końcu przestała płakać. Siedziała przy stole z pochyloną głową. Nie potrafiłem jej pomóc. Nie miałem pojęcia co stanie się z dzieckiem. Jeśli ktokolwiek się dowie... To naprawdę nie było łatwe.
— Zobaczę co robi Jeremy. Nie słyszę go — oznajmiłem, orientując się, że od jakiegoś czasu w ogóle nie słyszałem jak się bawi. Wyszedłem z kuchni, idąc do salonu. Na kanapie w koszyku leżała tu mała Lily. Tak nazwała ją Sue. Przekląłem siarczyście, zapominając się całkowicie.
— Jeremy! — krzyknąłem. Przestraszony odwrócił się do mnie, dygocząc. Nie krzyczałem na niego nigdy... Jednak kiedy tylko ujrzałem go stojącego przy koszyku... Jak zaglądał do środka. Widział oczy Lily!
Po chwili uspokoiłem się, oddychając głęboko. Był za mały by cokolwiek zrozumieć. I tak tego nie zapamięta. Wziąłem go na ręce, widząc jaki jest przestraszony. Niepotrzebnie podniosłem głos. Zaniosłem go do pokoju położyłem go do łóżeczka. Nawet nie potrafił mówić. Nie rozumiał też słów. Jak mógłby zapamiętać to co widział? Jak mógł to zrozumieć? Przeczesałem jego ciemne włoski, okrywając go kocykiem. Musiałem wrócić do Sue.
**
Udało mi się załatwić papier o niepełnosprawności Lily dla Sue. To powinno jej pomóc, przynajmniej na jakiś czas. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, nikt nie dowie się o Lily. Żałowałem, że spotkaliśmy się w takich okolicznościach. Miała dziecko... Za kilka lat mogłoby bawić się z moimi synkami... Niestety, to było niemożliwe.
— Oliver?
Usłyszałem głos Amelie. Och... Wyszedłem jej na przeciw. Chyba biegała. Włosy związane miała w kitkę, no i nosiła zupełnie inne ubranie niż te, w którym rano wychodziła do biura. Uśmiechnęła się, co nie było takim ciężkim zjawiskiem.
— Myślałam o tym, by wziąć prysznic, ale tak nagle naszła mnie ochota na długą kąpiel. Chcesz dołączyć? — spytała.
— Och, z przyjemnością — zapewniłem. Odkąd urodziła, ani razu nie pozwoliła mi nawet na siebie spojrzeć. Oczywiście widziałem ją w bieliźnie, nawet czasem nago. Bardzo się wtedy na mnie złościła, więc na razie nie czekałem na zbliżenie. Tym bardziej, że przecież nie mogliśmy zostawić dzieci samych. Chłopcy jednak spali... Nie budzili się zazwyczaj, więc pomyślałem, że możemy tu wykorzystać i spędzić razem trochę czasu.
Ruszyłem za Amelie do łazienki. Naprawdę chciałem znów się do niej zbliżyć. Może i zostaliśmy wcześnie małżeństwem i rodzicami, ale to nie znaczyło, że nasze życie jest zniszczone. Już nawet przyzwyczaiłem się do tego.
Kiedy Amelie weszła do wanny i usiadła między moimi nogami, opierając się plecami o moją pierś, poczułem przyjemny ucisk w piersi. Oparła się o mnie wygodnie, wzdychając cicho. Piana wszystko zakryła. Uniosła lekko głowę, zerkając na mnie przez ramię. Uśmiechnąłem się. W końcu ją dotykałem. Przekręciła się do mnie całkowicie, ujmując moje policzki. Pocałowaliśmy się. Moje dłonie przesunęły się po jej ramionach i plecach, a potem pośladkach i udach. Ścisnąłem je lekko. Przez chwilę myślałem o tym, że bycie samolubnym w niektórych momentach nie było wcale złe. Dotychczas wszystko sobie odpuszczałem, jednak teraz chciałem skupić się na sobie. Na tym czego ja pragnę.
Nasze usta rozłączyły się z głośnym cmoknięciem. Wierzyłem, że to przełom. Nasza relacja się poprawi, będziemy szczęśliwym małżeństwem. Byłem tego pewny.
*** ***
Tylko przechodziłem, sprawdzając co robią chłopcy, kiedy zatrzymałem się nagle. Rysowali, klęcząc na podłodze. Mój wzrok przykuł jednak rysunek Jeremiego. Poczułem jak robi mi się gorąco. Przedstawiał osobę... Osobę z różnymi oczami.
To nie mogło być prawdą! Miał cztery lata! Nie mógł pamiętać, nie był w stanie! Przecież i tak niczego nie rozumiał. Ukucnąłem obok, biorąc od niego rysunek.
— Co to? Dlaczego to narysowałeś? — spytałem drżącym głosem. Wzruszył ramionami, w ogóle nie przejęty. To był tylko zbieg okoliczności. Był mały. Nawet nie przykładał uwagi do tego jakich kredek używał. Kolory mu się mieszały i to wcale nie znaczyło nic poważnego... Zabrałem jednak kartkę ze sobą i schowałem. Lepiej by Amelie nie widziała. Mogłaby się niepotrzebnie zdenerwować.
*** ***
Leżałem między nogami Amelie, całując ją namiętnie. Z biegiem lat stała się bardziej chętna na seks i otwarta. Domagała się nawet więcej niż kiedy była młodsza. Z jej gardła wydobył się przeciągły jęk. Złapała za moje ramiona, uśmiechając się w chwili orgazmu. Dźwignąłem się, kładąc przy niej, a wtedy odwróciła się do mnie bokiem. Poczułem jak przesuwa palcem po mojej wardze. Kochałem ją. Mimo wielu kryzysów w naszym małżeństwie, naprawdę moje uczucia były szczere.
Amelie została jeszcze w pokoju, otulona w kołdrę, a ja wyszedłem. Wpadłem nagle na Jareda, który odbił się ode mnie i uniósł głowę. Spiął się. Jego policzki zaczerwieniły się. Zdziwiła mnie jego reakcja. Był zawsze naprawdę pewnym siebie dzieckiem. Jeremy bywał nieśmiały i wyciszony, ale Jared nigdy. Popatrzył na mnie, po czym wycofał się i uciekł.
Zesztywniałem. Kiedy wychodziłem z pokoju, zorientowałem się, że drzwi od naszej sypialni były uchylone. Amelie namówiła mnie na seks, zapewniając, że chłopców nie ma i że są na dworze. Ale... Skoro byli w domu... Czy Jared słyszał? Czy widział... Wszedł tu?
Nie gadaliśmy nigdy o takich tematach... W końcu byli za młodzi. A z resztą, nie potrzebowali rozmowy o seksie. To stanowczo za wcześnie! Nigdy nie robiliśmy tego z Amelie, kiedy byli w domu, nawet jak byli bardzo mali. Wróciłem do pokoju, czując pustkę. Czy powinienem powiedzieć Amelie? O tym, że podejrzewałem, że Jared widział jak uprawiamy seks? Usiadłem ciężko na materacu, czekając aż wróci z łazienki. Nie... Nie powinienem jej nic mówić. I tak nie miałem pewności.
***
Nie radziłem sobie jako ojciec. Na początku wydawało mi się, że się w tym odnajduję. Kiedy chłopcy byli mali, mimo natłoku obowiązków, potrafiłem sobie z tym wszystkim poradzić. Ale schody zaczęły się w chwili, kiedy zaczęli dorastać. Na dodatek ich relacje między sobą się pogarszały. Byli bliźniakami, jednak bardzo się różnili pod różnymi względami. Najgorszy był ten buntowniczy okres, w który weszli.
— Jeremy? — spytałem, orientując się, że nie wyszedł z pokoju od samego rana. Nawet nie przyszedł na śniadanie. Martwiłem się o niego. Może miał jakieś problemy?
Tak jak zwykle leżał na swoim łóżku z rękoma pod głową. On i Jared przechodzili bunt w zupełnie inny sposób. Może właśnie dlatego tak sobie z tym nie radziłem.
Jeremy zamykał się w pokoju i z niego nie wychodził, podczas gdy Jared znikał na cały dzień. Amelie się tym nie przejmowała. Twierdziła, że w ich wieku to normalne.
— Chcesz może o czymś pogadać? — spytałem.
— Nie — odparł. Nie mógł ciągle się w sobie zamykać! Dlaczego nigdy nie zwierzał się z rzeczy, które go trapiły? Chciałem mu pomóc. Ja też w swojej młodości zmagałem się z wieloma problemami. Też byłem zagubiony. Westchnąłem cicho.
— Widziałeś Jareda? — spytałem. Wzruszył ramionami. Bolało mnie to, że w ogóle się nie dogadują. Byli braćmi. Nie czuli tej więzi? Nie chciałem naciskać. Jeśli Jeremy będzie chciał pogadać, wtedy to zrobi. Nie chciałem wywierać na nim presji. Potrzebował czasu, to zrozumiałe. Byłem pewny, że nawet jeśli ma jakieś problemu, podzieli się nimi ze mną.
*** ***
Wróciłem z pracy przed Amelie, która pojechała z koleżankami na jakiś babski wieczór. Było całkiem wcześnie. Mocno zaskoczył mnie widok Jeremiego, który siedział na dworze, ukryty w cieniu drzewa. Wyglądał na znudzonego. Dłubał patykiem w ziemi. Westchnąłem cicho. Nie był dłużej dzieckiem. Obwiniałem się, że to z mojej winy był tak zamknięty w sobie. Jared był jego przeciwieństwem. Nie miał problemu z kontaktem z innymi.
— Co tu robisz? — zdziwiłem się. Przeważnie siedział zamknięty w pokoju, więc widok go na dworze mocno mnie zaskakiwał. Czyżby zachodziła w nim zmiana?
— Nic — odparł. Odwrócił jednak wzrok. Mogłem przysiąść, że jego policzki się rumienią.
— Gdzie Jared?
— W pokoju — odparł. Jared w pokoju? Czy oni nie zamienili się duchami? Przecież to własnie jego brat wychodził z domu i nie wracał do późna. Nie rozumiałem tego. — Właśnie dlatego tu jestem — wymamrotał. Chyba miał nadzieję, że go nie usłyszę, bo spiął się momentalnie.
— O czym mówisz?
— O niczym...
To zaczynało robić się podejrzane. Ruszyłem w kierunku domu. Czy coś się stało? Pokłócili się? Czasem się sprzeczali, to prawda. Może chodziło o coś poważniejszego?
Ruszyłem od razu do pokoju Jareda. Kiedy jednak otworzyłem drzwi, zamarłem. Byłem w ogromnym szoku. Jared był tu z jakąś dziewczyną! To, że się z kimś spotykał nie było zaskakujące, ale... Oni uprawiali seks! Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Jared co prawda był już ubrany, ale ta dziewczyna. Siedziała na jego łóżku w samej koszulce! Nie miała majtek! Jęknęła ze strachu na mój widok. Przecież... Oni nie mogli... Byli za młodzi! Jared nie był w ogóle tym wzruszony.
— Co ty wyprawiasz?! — spytałem. Nie mogłem udawać, że nic się nie wydarzyło.
— Rety, o co ci chodzi — odparł. O co mi chodziło?! Czy on usiłował zrobić ze mnie idiotę? ta dziewczyna... Namówił ją do tego! Była wystraszona, chyba nawet się rozpłakała. Wstydziła się i aż cała drżała. Przecież wyglądała wciąż jak dziecko! Jared sam był jeszcze dzieckiem!
— Przegiąłeś. To co zrobiłeś... To nie są żarty! Myślisz, że to zabawa? — rzuciłem ostro, podchodząc bliżej. Dziewczyna zadrżała jeszcze bardziej.
— Chcę do domu... — jęknęła.
— Zawiozę cię — oznajmiłem. Jared wywrócił oczami.
— Robisz problemy z niczego — westchnął.
— Nie widzisz co zrobiłeś?! Jesteś wciąż dzieckiem! Obydwoje jesteście! Jesteś z siebie zadowolony?
— Myślę, że byłem całkiem niezły — odparł z uśmiechem. Dziewczyna była cała czerwona na twarzy, ja natomiast nie wiedziałem co powiedzieć.
— Odwiozę cię do domu. Zbieraj się. A ty dostaniesz szlaban — rzuciłem surowo.Nie zrobiło to na nim wrażenia. Pociągnąłem dziewczynę za ramię do góry. Jęknęła, zakrywając się rękoma i naciągając na dół koszulę, by zakryć pupę. Wszędzie było pełno krwi. Byłem załamany. Złapała za swoje majtki, zakładając je prędko. Kiedy ją wyprowadziłem z pokoju, wciąż kuśtykała.
***
Dziewczyna Jareda nie chciała, bym cokolwiek mówił jej rodzicom. Zgodziłem się, bo sam byłem tak zdenerwowany, że nie wiedziałbym jak się zachować. Nie chciałem zresztą donosić na własnego syna. Kiedy jednak wróciłem do domu, wiedziałem, że tak tego nie zostawię.
— Jared — oznajmiłem, uchylając drzwi od jego pokoju. — Dlaczego to zrobiłeś? Ona ma piętnaście lat! Jeśli zajdzie w ciążę?
— Wziąłem prezerwatywę z twojej szuflady — odparł. Zesztywniałem.
— Skąd...
Przypomniało mi się jak pewnego dnia Jared... Jared musiał widzieć jak ja i Amelie... Czy to była moja wina?! To przeze mnie mój syn...
— Myślisz, że podglądałem ciebie i mamę? — prychnął. — Nie. Nic nie widziałem. To znaczy... Nic ciekawego. Słyszałem tylko jęki mamy, ale i tak byliście zakryci kołdrą. Widziałem jak chowasz prezerwatywy do szafki. Sprawdzałem prawie codzienne. Zawsze są w tym samym miejscu — odparł.
— Jared, nie możesz...
— Nie mogę, co?
Zacisnąłem pięści. To była moja wina... Zawaliłem jako ojciec... To zaczynało wymykać się spod mojej kontroli. Dlaczego wcześniej nie potrafiłem nic z tym zrobić? Teraz było jednak za późno...
***
— Jeremy?! Co tu robisz? — spytałem, wychodząc z samochodu. Jeśli Jeremy siedział pod drzewem, to znaczyło tylko jedno... Zerknął na mnie. Zmienił się. Nie był dłużej zagubionym chłopcem. Był po prostu uparty i nikogo do siebie nie dopuszczał.
— Mam słuchać jak Jared bzyka swoją dziewczynę? Robi mi się niedobrze od tych dźwięków — odparł beznamiętnie. Westchnąłem ciężko, nie wiedząc co zrobić. — Pójdziesz tam i wparujesz mu do pokoju? Kiepski pomysł — dodał. Wiedziałem o tym. Nie był dłużej dzieckiem. Nie podobało mi się to, że sypia z dziewczynami, ale przynajmniej się zabezpieczał. Amelie nie widziała w tym problemu. Nie chciałem tylko, by miał kłopoty...
— Jak długo?
—Jak długo się ruchają?
— Jeremy... — skarciłem go. Uśmiechnął się lekko.
— Niedawno zaczęli. Lepiej tu zostań — powiedział. Usiadłem obok niego. I tak nie miałem wyboru. Wyczułem na sobie spojrzenie Jeremiego. — Boisz się... Że Jared wpadnie tak jak ty? — spytał. Spojrzałem na niego, całkowicie zaskoczony jego słowami.
— Co? O czym mówisz...
— Nie jestem głupi... — westchnął. Przyciągnął kolano bliżej siebie, opierając na nim rękę. — Boisz się, że Jared skończy tak jak ty.
— Nieprawda. Jeremy, to nie tak... — wydukałem.
— Jasne — odparł. Nie wyglądał na złego czy smutnego. Był obojętny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz